Kobiety kiedyś miały wsiąść na traktory, ale żeby od razu kazać im wypełniać pociski trotylem?! Wszystko możliwe - to jest fabryka broni! Nitro-Chem Bydgoszcz!

 Taka robota nawet rąk nie brudzi. Tajemnica powodzenia bydgoskiego trotylu na całym świecie tkwi choćby w tym, że jest on czysty jak łza.

- Produkujemy zabawki, tylko... nieco mocniejsze - śmieje się Tomasz Ptaszyński, prezes Zakładów Chemicznych Nitro-Chem w Bydgoszczy. Żarty żartami, bo o prawdziwe materiały wybuchowe tutaj chodzi, nie jakieś tam sylwestrowe petardy! A szef w wolnych chwilach korzysta z karabinu snajperskiego i nie ma sobie równych w konkursach strzeleckich.

TUTAJ JEST GALERIA ZDJĘĆ Z NITRO-CHEMU

Migdały nie eksplodują

Bydgoskich zakładów trzeba strzec, jak oka w głowie, zgodnie z wojskowymi procedurami (choćby NATO). Są więc m.in. dwie bramy z ochroną, długie betonowe korytarze i wały ochronne. Firma zajmuje łącznie 150 hektarów.

Zaraz za bramą nr 2 jest laboratorium - to babskie królestwo! Dla Małgorzaty Miśkiewicz, zastępcy kierowniczki, substancje wybuchowe to przedmiot codziennego użytku. Swobodnie chwyta dwa szklane pojemniki. W jednym są jasnożółte płatki podobne do my-dlanych, w drugim białe kryształki, które przypominają sól. Pachnie migdałami!

- Proszę, oto nasze najsłynniejsze dzieci, trotyl i heksogen - opowiada z rozbrajającym uśmiechem "wybuchowa" specjalistka.

Nie trzeba się denerwować, na tym etapie obróbki technologicznej to bardzo bezpieczne substancje. Nie eksplodują.

- Dopiero później trotylem wypełnia się pociski - wyjaśnia prezes. - To również zajęcie dla pań, ale, naprawdę, nic w tym dziwnego, normalna sprawa!

Tymczasem laborantki, Monika Skórowska i Ewelina Kalinowska, są wpatrzone w swoje kolorowe probówki. Obok pełno dziwnych urządzeń takich, jak choćby chromatograf gazowy. - Badamy na nim czystość substancji - informuje Marta Brodzińska, kierowniczka laboratorium.

Niewielki sprzęt, ale kosztuje - bagatelka - 200 tys. zł. Inne zagadkowe machiny, których nazwy brzmią tajemniczo, też są warte grube tysiące. Firma wydała na modernizację laboratorium 1 mln zł.

Oto Małgorzata Miśkiewicz (od lewej) i Marta Brodzińska:

Photobucket

- Cały czas pracujemy nad nowymi, mało wrażliwymi substancjami - chwalą się w laboratorium. - Są bezpieczniejsze i odporniejsze na przypadkowe wybuchy. Mamy własne patenty na kompozycje materiałów o dużej sile wybuchu.

Zawsze w pogotowiu czekają maski gazowe. Jest ich kilkadziesiąt. - To w razie, gdyby doszło do awarii czy pożaru - instruuje nas szybko Wojciech Śliwicki, starszy brakarz. To pracownik kontroli technicznej oceniający jakość gotowych wyrobów.tym konkretnym przypadku ktoś, kto odbiera z laboratorium gotowy surowiec, który potem trafia na halę, gdzie są reaktory.

Na Zawiszy nie było naszych granatów

Właśnie do tej hali idzie się długim betonowym korytarzem, nie jest to miłe dla oka i w dodatku zakręt za zakrętem.

- To celowe, bo gdyby doszło do wybuchu, w takim korytarzu fala uderzeniowa przedostaje się wolniej - tłumaczy Ptaszyński. - Z zewnątrz są wały ochronne. Takie firmy, jak nasza, podlegają specjalnym procedurom, na przykład NATO, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, Ministerstwa Gospodarki. Mamy 20 różnych kontroli rocznie!

W końcu widać wielką halę z reaktorami. Dziś najważniejszy jest tu Andrzej Jarosz, brygadzista. Prezentuje maszyny. Widać, że reaktor to dla niego bułka z masłem. Tutaj powstają gotowe materiały wybuchowe, m.in. wypełnione heksogenem amunicja artyleryjska, czołgowa, saperska, bomby lotnicze, granaty, a także granaty dymne i łzawiące, którymi choćby rozpędza się wojny kibiców.

- Jestem fanem piłki nożnej i byłem na pamiętnym meczu Zawiszy latem ubiegłego roku, gdy kibice z Łodzi wszczęli awanturę i kilku z nich chwyciło plastikową toaletę. Wtedy policja użyła wyrzutników - wspomina prezes.

Po chwili: - Ale nie były one od nas, poznałbym!

Trotylem rodem z Bydgoszczy wypełnia się zaś pociski, miny czy głowice rakiet. Oznacza się go skrótem TNT. Jeśli ktoś ma małe dzieci i czasami ogląda z nimi bajki, jak "Struś Pędziwiatr" czy Tom i Jerry", wie, o co chodzi. A, jeżeli nie widział - podpowiadamy, że tam zwykle coś wybucha, więc pojawiają się skrzynie z napisem TNT.

Monika Skórowska prezentuje  chromatograf gazowy:

Photobucket

Kaddafi nie zadzwoni do Bydgoszczy

Nitro-Chem zbroi na serio, już bez disnejowskiej fantazji, polskie wojsko. Ponadto heksogen i trotyl rodem z Bydgoszczy rozjeżdżają się po całym świecie, aż 75 proc. produkcji trafia na eksport.

Nasza regionalna firma to niekwestionowany lider eksportowy polskiej broni.

Świadczy o tym choćby jej czteroletni kontrakt ze Stanami Zjednoczonymi wart ponad 50 mln dolarów. Jest bowiem głównym dostawcą trotylu dla amerykańskiego potentata amunicyjnego ATK.

Wybuchowe zakupy robi nad Brdą cała Europa: Francuzi, Niemcy, Szwedzi, Hiszpanie, Austria. Nie mówiąc o tym, że naszymi rodzimymi materiałami rozsadza się kry lodowe aż na Antarktydzie.

- Oczywiście, żeby było jasne, nie mamy żadnej umowy z Afganistanem i Libią - podkreśla stanowczo Tomasz Ptaszyński. W lutym ONZ nałożyła sankcje na Libię, w tym także embargo na sprzedaż bro- ni.

Bydgoska spółka była wielokrotnie nagradzana. Oto jej najświeższe triumfy: - Zdobyliśmy tytuły: "Jakość roku 2010", "Polski eksporter uzbrojenia 2010" czy "Pracodawca Roku Regionu Kujawsko-Pomorskiego 2010" - chwali się Rafał Elijasz, firmowy specjalista ds. marketingu.

Nitro-Chem był od początku "czarnym koniem" w regionalnym konkursie na najlepszego pracodawcę. Firma zatrudnia 400 pracowników. - Jak udaje się zadowolić aż tyle osób?

Mówi Tomasz Ptaszyński, prezes Nitro-Chemu:

Zobacz wideo »

- Mam wokół siebie mądrych ludzi, więc im ufam - twierdzi Tomasz Ptaszyński. - Biznes to biznes, ale powinien być etyczny! Doceniam, gdy pracownicy starają się szczególnie. Każdy ma u nas swoje miejsce, i ci bardzo młodzi, i ci po pięćdziesiątce. Stworzyliśmy system motywacyjny i taryfikator płacowy, bo przecież nic tak nie cieszy, jak nagrody pieniężne. Każdy wie dobrze, jakie stawiamy wymagania. Szkolimy pracowników, załatwiliśmy dla nich specjalne pakiety medyczne, niektórzy wyjeżdżają za granicę. Mam świadomość, jak dużo zależy też od zwykłej roboty, tam na dole. Sam zaczynałem od pracy na produkcji, 17 lat temu. Najbardziej cenię w ludziach solidność i terminowość. Choć nieraz boli, reguły muszą być twarde! Tylko wtedy można osiągnąć sukces!

Czytaj i zobacz: Nitro-Chem Bydgoszcz.  W 2010 roku to oni byli najlepszymi pracodawcami z Kujawsko-Pomorskiem! (foto i wideo z gali)

Czerwona kartka dla prezesa?

Firma z Bydgoszczy liczy się na międzynarodowym rynku. - Stać nas na badania i nowe inwestycje, w porównaniu z 2009 rokiem, w zeszłym zarobiliśmy jeszcze raz tyle - opowiada prezes. - Weszliśmy w nowy interes, który da nam większą stabilizację. Uruchomiliśmy nowoczesny zakład produkujący folię. Mamy duże możliwości, ale oczywiście duży udział w naszym sukcesie odniosła też Unia Europejska, bo łącznie - z programów regionalnych i krajowych - udało nam się wydobyć aż 12 mln zł.

- Nasz biznes jest specyficzny, bo czasami można od niego ogłuchnąć - podsumowuje szef Nitro-Chemu. - Jednak bardziej grozi mi czerwona kartka w domu, bo dużo pracuję. A nie ma w naszej firmie zastępcy prezesa, z którym mógłbym podzielić się obowiązkami. Na razie jeszcze kartka jest cały czas żółta...