Zdzisław Szubski o swojej pracy w Grecji

    Zdzisław Szubski o swojej pracy w Grecji

    DARIUSZ KNOPIK

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Trener Zdzisław Szubski ze swoim podopiecznym Andreasem Kiligkaridisem

    Trener Zdzisław Szubski ze swoim podopiecznym Andreasem Kiligkaridisem ©Fot. Archwum prywatne

    Na torze w Brdyujściu spotkaliśmy Zdzisława Szubskiego, który swojego greckiego podopiecznego Andreasa Kiligkaridisa przygotowuje do olimpiady w Pekinie.
    Trener Zdzisław Szubski ze swoim podopiecznym Andreasem Kiligkaridisem

    Trener Zdzisław Szubski ze swoim podopiecznym Andreasem Kiligkaridisem ©Fot. Archwum prywatne

    - Andreas ma 32 lata, jest żonaty i ma dwoje dzieci, to najlepszy grecki kanadyjkarz - przybliża jego postać bydgoski trener. - Był czwarty w MŚ Szeged w 2006, piąty w ME 2008, gdzie uzyskał kwalifikację olimpijską i ostatnio trzeci w Pucharze Świata. Znałem go już wcześniej, ale nie odnosił on wielkich sukcesów. Może na bazie jego wcześniejszej pracy z innymi trenerami udało się nam osiągnąć wartościowe wyniki przez ostatnie trzy lata.
    Andreas bardzo dobrze czyta treningi, praktycznie bardzo dobrze się rozumiemy. Podoba mi się u niego, że nie poddaje się stresowi podczas startu i nie boi się rywali. Ma na rozkładzie wielu utytułowanych rywali. Dla niego to będzie trzecia olimpiada, a moja siódma. Siódemka to szczęśliwa liczba, a przysłowie mówi, że do trzech razy sztuka, więc może w Pekinie ... - nie kończy szkoleniowiec.

    Jak to jest w Grecji
    - Już od marca 2005 pracuję jako head coach reprezentacji Grecji i mam do pomocy dwóch trenerów - opowiada szkoleniowiec z Bydgoszczy. - Bezpośrednio opiekuję się oprócz Andreasa jeszcze dwójką zawodników. Atena Alexopoulu była bardzo blisko kwalifikacji olimpijskiej w K-1 na 500 m. Wcześniej miała brązowy medal w ME do 23 lat. Moim odkryciem jest 20-letni Mihali Papasavas w K-1 na 500 m, który już pływa w finałach imprez mistrzowskich. Aby dochować się takich zawodników, jak w Portugalii czy Brazylii gdzie pracowałem poprzednio, potrzeba czasu - uważa Szubski.

    - W Grecji młodzi ludzie nie garną się do uprawiania sportu wyczynowego, wolą stawiać na naukę - twierdzi bydgoszczanin. - Klubów jest ponad 20, ale tak właściwie tylko 3 z nich prowadzi szkolenie z prawdziwego zdarzenia: NAC Pireus, Halkida, Volos Saloniki. Jak mamy krajowe kwalifikacje to uczestników jest ledwie ponad 150, a nierzadko zdarza się tak, że w konkurencji startują cztery zawodniczki. Trudno z tak małej grupy wybierać i wyselekcjonować zawodników. Jeśli kogoś uda się wyłowić i wytrenować, to potem między nim a innymi Grekami jest duża przepaść - przybliża obraz greckiego kajakarstwa polski trener.

    - Dlatego też musimy szukać sobie miejsca poza granicami Grecji - tłumaczy szkoleniowiec. - Poza tym w Grecji nie mamy gdzie trenować. Jest co prawda piękny ośrodek olimpijski w Schinias, ale jego położenie między górami a morzem powoduje, że jak są wiatry, to powstaje duża fala i przez kilka dni nie można trenować, a na dodatek w wodzie jest dużo zielska. Kolejnym czynnikiem negatywnym są wysokie temperatury w okresie wiosenno-jesiennym, sięgające 40 stopni C - opisuje sytuację Szubski.

    - Przed przyjazdem do Bydgoszczy przez trzy miesiące trenowaliśmy w Portugalii, gdzie szkoleniowcem jest Ryszard Hoppe - wyjaśnia bydgoski trener. - Te zajęcia były bardzo efektywne, bo cała trójka miała rywali, z którymi mogła się na co dzień mierzyć. Teraz głównie trenujemy w Brdyujściu, bo tutaj są doskonałe warunki, świetna woda i dobry tor. Brakuje może infrastruktury, ale jest to do poprawienia. Jesteśmy tu jeszcze przez tydzień, a potem przez Ateny wyjeżdżamy do Pekinu - mówi o najbliższych planach Szubski.

    Trener czy dyrektor
    - Do końca roku jestem związany kontraktem z grecką federacją - twierdzi bydgoszczanin. - Padają już wstępne propozycje przedłużenia współpracy, bo wynik jaki mi założono do zrealizowania, czyli kwalifikacja olimpijska, wypełniłem. Jednak po blisko 22 latach pracy jako trener różnych reprezentacji chciałbym spróbować czegoś nowego. Marzy mi się funkcja dyrektora sportowego światowej federacji. Współpracuję z nią już od dłuższego czasu organizując seminaria dla trenerów. Mam dużo propozycji unowocześnienia naszej dyscypliny. Przede wszystkim chciałbym zająć się kalendarzem, który w opinii trenerów jest źle ułożony. Także przebieg samych imprez mistrzowskich trzeba zmienić. Nie może być tak, że w trakcie obiadu zawodnik ma wyznaczony start. Nie po to trenuje się między 9 a 12, by potem startować o 14. Mam w planie zwiększenie liczby startów w sezonie, bo 3 Puchary Świata, to stanowczo za mało. Marzy mi się powołanie mistrzostw świata do lat 23, bo gubimy zbyt wielu zawodników od momentu skończenia przez nich wieku juniora - mówi o swoich planach Szubski.

    - Chciałbym też coś zrobić dla Bydgoszczy, bo czuję się członkiem tego miasta - twierdzi. - Moje hasło: Brdyujście drugą Maltą jest ciągle otwarte. Wiadomo, że nie jest to proste, bo wymaga nakładów finansowych. Jednak jeśli uda mi się dostać do władz światowych, to będę chciał ściągnąć do Bydgoszczy mistrzostwa świata do lat 23. Wtedy byłaby okazja do inwestycji w obiekt. Kontakty, które nabyłem przez 35 lat poruszania się w środowisku kajakarskim powalają mi wysnuć wniosek, że mogę mieć duże poparcie dla swojej propozycji - kończy Szubski
    Trzymamy za słowo.

    Czytaj treści premium w Gazecie Pomorskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (2)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (2) forum.pomorska.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Wideo