Ulica Mostowa, Gdańska, Przesmyk, Śniadeckich i plac Wolności - to miejsca, które szczególnie upodobali sobie żebrzący. Tylko w minionym roku, w lipcu i sierpniu, bydgoska straż miejska otrzymała z tych ulic aż 23 zgłoszenia dotyczące właśnie żebrania.
Latem okupowany jest też Stary Rynek, zwłaszcza w pobliżu kawiarenek i ogródków piwnych.
Żebrzący albo siedzą na chodniku i informują o swojej trudnej sytuacji na niewielkich tekturowych kartonikach, albo podchodzą do stolików i tam proszą o pieniądze - najczęściej na jedzenie.
O ile niektórzy z nich faktycznie nie mają za co żyć i są niezdolni do podjęcia jakiejkolwiek pracy, to niestety zdarzają się też zwykli naciągacze. W pierwszym kwartale tego roku straż miejska wystawiła mandaty siedmiu oszustom na łączną kwotę 1 600 zł. Jeden wniosek został skierowany do sądu.
Bez względu na intencje żebrzących, większość osób odmawia im pieniędzy. Ale są i tacy, którzy się litują. Jak przekonuje straż miejska - niepotrzebnie. - Najwłaściwszej pomocy - rzeczowej - udzielą odpowiednie instytucje - mówi Arkadiusz Bereszyński, rzecznik prasowy bydgoskiej straży miejskiej. - Żebrzących byłoby z pewnością mniej, gdyby ludzie przestali dawać im pieniądze.
Przeczytaj róznież: Asyż zabrania żebractwa
Takiego samego zdania jest Renata Dębińska, dyrektorka Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Bydgoszczy. - Im więcej osób będzie dawać pieniądze, tym więcej żebrzących będzie liczyło na taki względy "zarobek" - wskazuje szefowa MOPS-u.
Aby uświadomić mieszkańcom ten problem, bydgoski ośrodek pomocy społecznej, podobnie zresztą jak inne w kraju, rozważa włączenie się do kampanii edukacyjnej, którą wprowadzono już na przykład w Sopocie. Akcja polega na udostępnianiu mieszkańcom ulotek z prośbą, by nie dawać osobom żebrzącym pieniędzy, ale informować ich o tym, gdzie uzyskają pomoc.
Ulotki takie byłyby dostarczane między innymi do restauracji, klubów i urzędów.