Karolina S. szła wczoraj sądowym korytarzem powoli, ze zwieszoną głową i rezygnacją wypisaną na twarzy. Miała zmarszczone czoło i błędny, nieobecny wzrok - sprawiała wrażenie wystraszonej, gdy policjantka wprowadzała ją na salę.
Bez osób trzecich
Proces w Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy trwa za zamkniętymi drzwiami. - Wnioskowałem o wyłączenie jawności rozpraw ze względu na poruszane w procesie kwestie związane z życiem prywatnym oskarżonej - mówi obrońca Łukasz Kaczanowski.
Przeczytaj także: Jasnowidz Krzysztof Jackowski: Za śmiercią Magdy z Sosnowca stoi jeszcze jedna osoba
Licząca 39 lat kobieta jest oskarżona o to, że 10 maja ubiegłego roku udusiła swoją córeczkę. Tragedia rozegrała się w mieszkaniu na drugim piętrze bloku przy ulicy Posłusznego w Fordonie. W trakcie prowadzonego później śledztwie przyznała się zresztą do tego czynu.
Akt desperacji?
Dnia, w którym rozegrał się dramat, do mieszkania Karoliny S. najpierw próbował dostać się jej dorosły syn. Później do drzwi dzwonił jej były mąż. Gdy do środka weszli policjanci, znaleźli już tylko ciało małej Amelii. Jej matka chcąc popełnić samobójstwo, wyskoczyła z balkonu.
W liście, który napisała przed próbą samobójczą, wyznała, że chciała się zemścić na mężu. - S. mieszkała krótko w moim bloku - mówi sąsiadka. Wczoraj była jednym z kilkunastu świadków przesłuchiwanych w sprawie śmierci Amelki. - Chyba niecałe dwa tygodnie.
Karolina S. już wcześniej chorowała na depresję. Uczestniczyła też w terapii dla uzależnionych od alkoholu. - Siedziba mojej firmy sąsiaduje z przedsiębiorstwem, w którym pracowała Karolina -w rozmowie z "Pomorską" wyznaje kolejna kobieta powołana wczoraj na świadka. - Wiedziałam, że ma problemy. Myślałam, że z chwilą narodzin dziecka jakoś ułoży jej się życie. Przerywała jednak terapię, gdy tylko mijał jej "zespół abstynencki". Potrzebowała stałej opieki lekarskiej.
Karolinie S. grozi dożywocie.
Czytaj e-wydanie »