Stracił nie tylko nerwy, ale również pieniądze. Dlatego napisał skargę na kierowcę. Domaga się od przewoźnika zwrotu kosztów podróży.
- Skarga jeszcze do nas nie wpłynęła - wyjaśnia Janina Burcz, kierowniczka działu przewozów grudziądzkiego PKS-u. Wstępnie zapewnia jednak, że pasażer może liczyć na zadośćuczynienie.
Cezary Zieliński chciał dojechać z Grudziądza do Świecia. Sądził, że będzie go to kosztowało niespełna 10 złotych - to cena biletu. Ostatecznie musiał wyłożyć 60 zł. Jak to możliwe? Historia, w której absurd grał pierwsze skrzypce, zaczęła się na dworcu PKS w Grudziądzu.
- Chwilkę spóźniłem się na autobus. Kiedy dobiegłem do dworca, kierowca właśnie z niego wyjeżdżał. Machałem, krzyczałem - musiał to widzieć. Ale się nie zatrzymał - relacjonuje Zieliński.
Nie dał jednak za wygraną, bo to był ostatni autobus, którym tego dnia mógł dotrzeć do domu. Postanowił więc ruszyć za nim w pościg. Wsiadł do stojącej obok dworca taryfy i w drogę. Prosto do Dragacza. Tam taksówkarz wysadził Zielińskiego na przystanku autobusowym.
- Byłem pewien, że tym razem kierowca się zatrzyma. Machałem do niego ręką. Niestety, bez skutku. Tylko na mnie spojrzał i pojechał dalej - twierdzi pechowy pasażer.
Na tym nie koniec historii
Jej kolejny odcinek rozegrał się w Dolnej Grupie. Również tam Zieliński dojechał taksówką. Taryfie udało się zatrzymać zaraz za autobusem - kiedy ten stanął na przystanku.
- Podbiegłem i zapukałem w tylne drzwi PKS-u. Kierowca widział mnie w bocznym lusterku, ale i tak nie wpuścił mnie do środka - dodaje pan Cezary.
Na dalszy pościg już nie miał siły. Za taksówkę musiał zapłacić 30 złotych. Drugie tyle kosztował go dojazd wynajętym samochodem do Świecia.
- Nie chcę, aby komukolwiek przytrafiła się podobna historia - podkreśla Zieliński.
Janina Burcz z PKS-u: - Każdy by się zdenerwował. Przepraszam, że doszło do takiej sytuacji.
Twierdzi jednak, że kierowca nie mógł się zatrzymać na wyjeździe z dworca. - Postoje mogą się odbywać tylko w wyznaczonych miejscach. W innym wypadku grożą nam kary - wyjaśnia Burcz.
A Dragacz, a Dolna Grupa? Zdaniem kierowniczki działu przewozów, z pierwszego przystanku PKS nie ma prawa korzystać, a na drugim kierowca nie widział pasażera.
Najlepsze artykuły za jednym kliknięciem. Zarejestruj się w systemie PIANO już dziś!
Czytaj e-wydanie »