Autorka między innymi "Zwyczajnego faceta" "Domu nad rozlewiskiem", "Lilki" i "Ireny" odwiedziła Toruń. Podczas spotkania z czytelnikami w Dworze Artusa przekonywała, że nie ma problemów, których nie można byłoby rozwiązać. Warunek? Wiedza, chęci i działanie.
- Jeśli moje książki pomagają ludziom podejmować ważne decyzje, a takie głosy słyszę, to jest to dla mnie największy komplement - mówiła pisarka. - Jestem przykładem na to, że trudne sytuacje uczą i wzmacniają, jeśli potrafi się wyciągać wnioski i chce się naprawdę zrobić coś sensownego ze swoim życiem. Każdy wiek jest dobry na to, aby żyć w zgodzie ze sobą. Nie mówmy więc, że po pięćdziesiątce nic dobrego nas nie spotka, bo to czas na stagnację. Dzieci idą z domu, mamy czas dla siebie!
Czytaj także: - Pisanie przyszło nagle - mówi Danuta Korolewicz, autorka książki "Błękitne lato"
Małgorzata Kalicińska dla wielu kobiet stała się już nie tylko pisarką, po którą chętnie sięgają, ale także powierniczką, przyjaciółką i doradczynią. Dlaczego? Nie ocenia, ale pokazuje życie, jakie jest. Nie eksperymentuje z literaturą, jej ambicją jest pisać taką prozę, która jest zarówno rozrywką, ale też ma działanie oczyszczające, terapeutyczne - przyznaje.
- Obserwuję świat i dostrzegam, że bardzo często ludzie nie potrafią ze sobą rozmawiać, a raczej mówią do siebie i nie słuchają - powiada pisarka. - Przez lata potrafimy tak żyć obok siebie i udawać - z małżonkiem, z dziećmi. Pewnie to kwestia wychowania, ale ile można zrzucać na wychowanie? Kiedyś trzeba się obudzić i iść do przodu. To świadczy o dorosłości. Wtedy można dawać coś z siebie innym, kiedy umie się zadbać o zdobycie tego, czego naprawdę się pragnie.
Czytaj e-wydanie »