A Kornel Lewa nieoczekiwanie wygrał wyścig po najwyższe trofeum, co skwitował, że w życiu nie liczył na takie wyróżnienie: - To dzięki młodym ludziom są u mnie koncerty - mówił. - Bo to oni chcą, żeby i u nas grały rozmaite zespoły.
W kategorii inicjatywa społeczna nagrodę dostał Warsztat Terapii Zajęciowej, a wzruszona Zofia Mayer przekonywała, że wszystko, co się tu robi, jest dla dobra niepełnosprawnych dzieci. - Dziękujemy Bogu, że ten Warsztat powstał - mówiła. - Dzięki niemu nasze dzieci wspaniale się rozwijają, a ich uśmiech jest dla nas największą nagrodą.
Sport przyniósł laury klubowi Chojniczanka i była to oczywista oczywistość, że się mu to należy. - Ręce mam spocone z emocji - wyznawał prezes klubu Maciej Polasik. - To nie jest sukces jednej osoby, ale wielu ludzi - piłkarzy, kibiców, działaczy i sponsorów. Szczególne brawa dla tych, którzy nas wspierają!
Imprezą Roku został konkurs "Teraz ja!", którego pomysłodawcą był przed wielu laty Piotr Domozych jeszcze w domu kultury. - Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jak się to wszystko zaczęło, to na pewno wyprzedziliśmy takie programy, jak "Mam talent" i "Teraz my" - śmiał się zwycięzca.
W kategorii gospodarka triumfowała firma Seko, jej szef Kazimierz Kustra zapewniał, że gdyby nie dobry klimat w Chojnicach, to nie pomyślałby, żeby to właśnie tu budować zakład.
Filantropami Roku obwołano Bronisława Gwiździela, Zdzisława Synoradzkiego i Jana Wnuka Lipińskiego, Zdzisław Synoradzki - uhonorowany w ten sposób po raz trzeci - zasili szeregi kapituły.
Nagrody dodatkowe przypadły "Sandrom Brdy", Tadeuszowi Święcickiemu i Janowi Żywickiemu.
Czytelnicy "Dziennika Bałtyckiego", portalu chojnice.com i "Pomorskiej uznali, że na laury w kulturze zasłużył Jarosław Grzelak, w sporcie - Kazimierz Łęgowski, a Imprezą Roku powinien być turniej bokserski pamięci Tadeusza Kiedrowskiego.
Oprawę gali zapewnił chór akademicki z Bydgoszczy pod batutą Piotra Pawlickiego, widzowie mieli też okazję posłuchać piosenek z "Metra" wystawionego przez młodych ludzi w Czersku.
Miało być sprawnie, półtorej godziny w sumie. Nie wyszło. Gdyby jednak konferansjerom uciąć języki, to może by się udało, Mimo że prezes Guzelak obiecywał pohamować temperament prezesa Palucha, to był bez szans. A słuchaczom więdły uszy...
Czytaj e-wydanie »