Coś się stało w Warszawie

Janina Paradowska "Polityka"

     Kto 1 sierpnia nie był w Warszawie niech żałuje. W stolicy wydarzyło się bowiem coś, co zadziwiło wszystkich - tych, którzy rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego świętowali zawsze, nawet w ostatnich latach, gdy nad powstańczymi grobami pochylało się coraz mniej ludzi i tych, którzy normalnie nie świętowali, nawet nie reagowali na dźwięk syren rozlegających się o godz. 17 na pamiątkę godziny W, czyli momentu rozpoczęcia powstania. Oto Warszawa zmieniła się w miasto na nowo kultywujące pamięć o swej przeszłości, oddające z przejęciem hołd poległym i tym, którzy jeszcze żyją. To był nastrój rzeczywiście podniosłego święta. To były dni, kiedy umilkły spory o celowość walki, o wielkość ofiary, o tragedię strat. To były rzeczywiście wielkie dni, kiedy to po raz pierwszy świadkowie tamtych sierpniowych i wrześniowych wydarzeń mogli poczuć, że ich walka i śmierć ich kolegów, zagłada miasta nie poszły na marne, że także z tego ziarna wyrosła ważna rzecz - wolna Polska.
     Trudno nawet odtworzyć jak to się stało, że akurat po 60 latach przyszło takie święto. Czy to władze stolicy z jej prezydentem Lechem Kaczyńskim nadały mu nowy wymiar, czy też zabiegi władz o stworzenie wreszcie muzeum Powstania trafiły w jakieś społeczne oczekiwania, w społeczną gotowość, by świętować, oddawać hołd i czcić. Szkoda, że ten niepowtarzalny nastrój zmąciła jedna sprawa - nadmiar rozważań, kto powinien przepraszać i jak przepraszać, czy przepraszano wystarczająco. Niemiecki kanclerz przeżył w stolicy z pewnością jeden z najtrudniejszych dni w swym politycznym życiu, rzeczywiście niełatwo mu było przemawiać wobec tylu zgromadzonych, których reakcji nie mógł przewidzieć, ale przecież powiedział niesłychanie ważne zdanie o polskiej dumie i niemieckiej hańbie, powiedział o niepopieraniu przez niemiecki rząd indywidualnych roszczeń niemieckich obywateli. Mimo to upominano się o owo słowo "przepraszam", jakby ono było ważniejsze od wielu innych bardzo ważnych słów. Dlaczego nie przeprosili nas alianci - Anglicy, Amerykanie? Dlaczego nie przyjechali Rosjanie?
     Można mnożyć owe - dlaczego? Może jednak warto także zadać pytanie: co my zrobiliśmy przez te wszystkie lata, by prawda o Powstaniu Warszawskim dotarła do zachodniej opinii publicznej? Była przecież równa 50 rocznica warszawskiej bitwy i takich obchodów, takiego rozgłosu nie było. Czyż tylko o Powstaniu Warszawskim nie potrafimy zagranicy opowiadać skutkiem czego wielu uważa, że w stolicy Polski było jedno powstanie - w getcie, a nic prawie nie wiadomo o owym sierpniowym zrywie. Czy zresztą potrafiliśmy z przekonaniem mówić o innych ważnych sprawach? Symbolem zjednoczenia Europy stało się obalenie berlińskiego muru, stała się czeska aksamitna rewolucja, tak jakby wcześniej nie było Solidarności, pierwszego niekomunistycznego w tej części Europy rządu i tej wielkiej przemiany zapoczątkowanej Okrągłym Stołem i wyborami z 4 czerwca 1989 r..
     Jak zresztą mogliśmy przekonywać innych, jeżeli sami pogrążaliśmy Okrągły Stół i czerwcowe wybory w politycznych kłótniach, gdy polityczną odwagę i wyobraźnię nazywano (i nazywa się tak dalej) zdradą, gdy rozkwitło bezprzykładne partyjnictwo ciągle jeszcze mające nadzieję na robienie politycznej kariery pielęgnowaniem coraz mniej zrozumiałych historycznych podziałów. Trzeba dla historycznej prawdy wystawiać rachunki innym, ale warto też spojrzeć czasem na siebie. Także po to, by zobaczyć, jak często jest to widok po prostu mało zachęcający.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie