Jarosław Kozidrak: W Wietnamie podziękowali nam za przegonienie szczurów [archiwalna rozmowa]

Adam Willma
Adam Willma
Jarosław Kozidrak: - W NRD zarabialiśmy bardzo przyzwoite pieniądze. W Wietnamie to były grosze, ale za to rzeczy, które można było stamtąd przywieźć były bardzo cenne.
Jarosław Kozidrak: - W NRD zarabialiśmy bardzo przyzwoite pieniądze. W Wietnamie to były grosze, ale za to rzeczy, które można było stamtąd przywieźć były bardzo cenne. Adam Willma
Archiwalna rozmowa z Jarosławem Kozidrakiem, muzykiem i kompozytorem, współzałożycielem zespołu BAJM.

- Zawsze chciałem zapytać, o co właściwie wam chodziło z tym Józkiem. - A żebym to ja wiedział! To Beatka napisała „Józek, nie daruję ci tej nocy”, moja była tylko muzyka. Z tego, co później tłumaczyła, to był czysty przypadek. „Józek” jej pasował do tekstu. Ja się często muszę tłumaczyć za siostrę, może Jestem bardziej komunikatywny – kiedyś jakiś dziennikarz spytał czy miałem okazję ją oglądać w stroju Ewy. No więc zgodnie z prawdą powiedziałem, że nie tylko widziałem, ale nawet zmieniałem jej pieluchy, jako starszy brat. A wracając do „Józka”, to pamiętam jedynie, że po raz pierwszy zagraliśmy go na Rurze.

- ???No, w Nowopołocku, dla Polaków, którzy budowali rurociąg Przyjaźń. Wspaniali ludzie. „Józek” wzbudził autentyczny szał na widowni. Straszna to była trasa koncertowa, do dziś dużą jej część mam wykasowaną z pamięci, bo szampana było tyle, że piliśmy go z gwinta (co jest dużą sztuką). Występował z nami wtedy pewien znany artysta – jak wracał do hotelu padał jak długi na korytarzu, bo zapominał o ostatnim schodku. A że nie był to człowiek drobnej budowy, huk roznosił się po całym hotelu robotniczym. Nie przeszkadzało mu to następnego dnia rano być żwawym jak skowronek. Ot, profesjonalizm.

Zobacz także: Beata Kozidrak o 40-leciu Bajmu: To jest pasmo sukcesów, koncertów, kontaktu z ludźmi

źródło: przeAmbitni.pl/x-news

- Wy też za kołnierz nie wylewaliście...- Czasem trzeba było sobie zaaplikować takiego „głupiego Jasia”, żeby wytrzymać to tempo. Zwłaszcza gdy dawaliśmy po sześć koncertów w halach dziennie (!) przez cały tydzień. To zresztą nigdy nie był problem, bo człowiek ten alkohol momentalnie wypocił na scenie. Mimo to, te czasy wspominam bardzo ciepło. Zwłaszcza gdy graliśmy ze „Skaldowie”, z którymi przyjaźnię się do tej pory. Świetna zabawa jest zawsze z Dańcem, no i oczywiście z Marylą Rodowicz. Klasą sam dla siebie jest Zenio Laskowik. Serdecznie pozdrawiam Wszystkich.

Zespół BAJM będzie można usłyszeć na koncercie w Grudziądzu, szczegóły:

Kto wystąpi w Grudziądzu w 2018 roku? Sprawdź! [zdjęcia]

- Gdy zaczynaliście karierę, równie często jak gitarę brałeś do ręki młotek. - Studiowałem wówczas rzeźbę, a Beatka chodziła jeszcze do liceum.

- Już nie rzeźbisz? - Nie, bo te rzeczy ze sobą kolidują. Trzeba uważać na paluchy, do tej pory mam ślad na lewej dłoni, po tym jak nie trafiłem w dłuto. Ostatnią rzeźbę wykułem na plenerze w Skarżysku-Kamiennej w 1976 roku. To była leżąca postać kobieca. Czasem tylko podłubię sobie w drewnie, bo to wdzięczny materiał. Ale rzadko, bo rzeźba wymaga cierpliwości, a ja jestem z natury niecierpliwy.

- Pierwsza wasza płyta sprzedała się w półmilionowym nakładzie. To są w dzisiejszym szołbiznesie wielkości kosmiczne. To są wielkości, których dzisiejsze gwiazdy nie osiągają najczęściej w całej swojej karierze.
- Wtedy jakoś to do nas nie dochodziło. Gdy sprzedawała się pierwsza płyta, pracowaliśmy już nad drugą. Nie było czasu na kontemplowanie tego sukcesu. Pomogło nam to, że mieliśmy hit - „Piechotą do lata”.

- Tę popularność dawała głównie telewizja?- W jeszcze większym stopniu niż dziś. Wówczas telewizja to było zjawisko, przed którym wszyscy stawali na baczność i malowali trawę na zielono.

- Kto naznaczał gwiazdy piosenki w telewizji? - Głównie kierownictwo Dwójki, bo w tym programie królowała rozrywka. Jeden pan z Dwójki trzymał też rękę na festiwalu opolskim. Przypomina mi się pewna anegdota – któregoś razu przyjechał do Opola chłopak, który wygrał festiwal piosenki studenckiej w Krakowie. Miał śpiewać dwie piosenki, ale ta druga się realizatorom nie podobała, bo była zbyt polityczna. Gdy usłyszał to ten pan z Dwójki, powiedział: - Ale tej drugiej piosenki nie może pan śpiewać. Student się oburzył i pyta dlaczego. - Bo pan tam fałszuje. Na to student, że specjalnie fałszuje. - Ja mam ucho i słyszę, że pan fałszuje. - Proszę pana, nocnik też ma ucho – odgryzł się student.

Zespół BAJM podczas Dni Inowrocławia 2018:

Dni Inowrocławia 2018. Koncerty Grzegorza Hyżego, Patrycji M...

- Teksty zawsze przeglądała cenzura?- Oczywiście, zwłaszcza przed nagraniami. Nasz kolega Jurek Janiszewski, dobry duch, którego zasługą było wylansowanie m.in. Budki Suflera, brał te teksty i jechał do Warszawy na ul. Mysią [siedziba Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk]. Miał taki system, że na wierzchu kładł te lżejsze, w środku te ostrzejsze, a na spód znowu te niewinne. Cenzor jak widział 30 tekstów, czytał pierwsze i te przy końcu. Środkowe tylko kartkował.

- Nie zatrzymali wam żadnej piosenki?- Tylko raz mieliśmy problemy, bo Beata napisała „Leżę na wznak, uśpił mnie mak”. Przez ten mak piosenka nie miała szansy, żeby wejść do radia.

- Z tymi hitami pojechaliście na podbój RWPG. Ktoś ze służb pilnował artystów?- Pewnie tak, ale oficjalnie tylko raz mieliśmy politycznego opiekuna. Byliśmy wtedy na festiwalu „Czerwona Piosenka” w Berlinie - naszym opiekunem był Kuno Lichtenstein z FDJ, ichniejszej młodzieżówki. Niestety miał problem, żeby za nami nadążyć. Dostaliśmy wówczas talony, za które można było wszystko kupować. Siedzieliśmy do rana w restauracji z Irlandczykami, a o 9.00 mieliśmy grać w budynku berlińskiej pralni. No i nasz Kuno nie wytrzymał kondycyjnie – wpadł spóźniony z przerażeniem w oczach, wyglądał jak dziura wysikana w śniegu. Na to nasz kongista zaczął go strofować: „Kuno, czyżby statut FDJ nie przewidywał czesania się rano? Jak nie masz grzebienia, kup sobie jeża. Jeśli go nauczysz szczekać, będziesz miał psa i grzebień w jednym.

- W jaki sposób trafiliście na koncerty do Wietnamu?- Zaproponował nam Pagart. Wcześniej jeździli tam tylko Rosjanie, więc my mieliśmy zaprezentować dorobek artystyczny innych krajów socjalistycznych. Do Hanoi polecieliśmy przez Moskwę. No i zrobiliśmy im rewolucję kulturalną...

- ???- W Hanoi mieliśmy grać tydzień, ale skończyło się na 3 dniach. Było bardzo elegancko, świetna akustyka, graliśmy w teatrze zbudowanym w klasycystycznym stylu. Na widownię można było się dostać tylko na zaproszenia, więc była to impreza dla wybranych. Natomiast przed salą gromadzili się weterani wojny wietnamskiej, którzy również chcieli nas posłuchać. To był przygnębiający widok – ludzie bez nóg i rąk, czekający na cud, który pozwoliłby im wejść na koncert. W którymś momencie tłum był tak wściekły, że w ruch poszły kamienie i kostki brukowe. Poleciało kilka szyb i na tym zakończył się nasz epizod w Hanoi. Jak nas poinformował nasz wietnamski opiekun, pracownicy teatru byli nam bardzo wdzięczni, bo po naszych koncertach zniknął problem ze szczurami.

- Wróciliście do Polski?- Zagraliśmy jeszcze w kilku mniejszych miejscowościach. Zawieźli nas m.in. do bazy wojskowej, jakieś 60 kilometrów od chińskiej granicy. Wojsko, pod nadzorem sowieckich inżynierów, budowało tam elektrownię. Ci Rosjanie byli zresztą bardzo bufonowaci. Nic dziwnego, że miejscowi nazywali ich „lin-so”, co jest określeniem bardzo obraźliwym. Na nas mówili „ba-lan”, co oznacza dwa kwiaty lotosu, całkiem ładnie.

- Spontaniczności na koncertach pewnie nie było? - Wręcz przeciwnie! Ostrzegano nas wcześniej, żebyśmy się nie zdziwili, bo Wietnamczycy biją brawo dopiero pod koniec koncertu. Guzik prawda – publiczność szalała. Co prawda obowiązywał styl galowy, ale emocje były silniejsze.

- Ile zarabiało się na takiej trasie koncertowej do bratniego kraju?- To zależało od kontraktu. Na przykład w NRD zarabialiśmy bardzo przyzwoite pieniądze. W Wietnamie to były grosze, ale za to rzeczy, które można było stamtąd przywieźć były bardzo cenne.

- Co się przywoziło z Wietnamu? - Ja przywiozłem brylant z Hoszimin. To nie było zresztą zbyt trudne, bo na wieść o tym, że w hotelu są Polacy, od razu znalazł się „przewodnik” - młody chłopak, który zaprowadził mnie do „dziupli” jubilera, gdzie na zagranicznych gości czekały szafiry, pierścionki z perłami i rzeźby z kości słoniowej. Podarowałem mu za to szampon do włosów i poczęstowałem andrutami. Ten szampon był dla niego niesamowitym luksusem. Ja, za zysk ze sprzedaży tego diamentu teoretycznie mogłem kupić w Polsce dwie pralki automatyczne po cenie artykułu luksusowego. Ale też ich nie mogłem kupić bo sprzedawali na zapisy i tylko po jednej.

- Pisali później fani z Wietnamu?- Nie. Może i dobrze, bo ten język jest barierą nie do przejścia.

- Graliście również w Berlinie Zachodnim. - I to była świetna sprawa, bo o dobre instrumenty było bardzo trudno. Pozyskiwało się je tylko z zagranicy. Najbliższą zagranicą, gdzie były intrumenty dobrej klasy była Czechosłowacja i właśnie Berlin Zachodni, więc dla muzyków to była duża okazja. Do Berlina pojechaliśmy na zaproszenie twórców audycji „Ost-West” dla wszystkich stref okupacyjnych. Oglądaliśmy wcześniej wiele zachodnich filmów, więc widoki nie były zaskoczeniem, ale zdumiało nas podejście ludzi, ta uprzejmość na każdym kroku. Sprzęt nagłaśniający znakomitej jakości stał na ulicy i nikt go nie ukradł.

- Słuchasz dziś kompozycji młodszych kolegów?- Słucham i widzę naprawdę dużo zdolnej młodzieży, nie stronię nawet od rapu w dobrym wykonaniu. Ale nigdy nie słucham muzyki z radia, bo to mi przeszkadza. Za to uwielbiam muzykę w filmie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie