Latanie w Półwiesku

Adrianna Ośmiałowska
Czy rozpoznają Państwo kogoś na tym zdjęciu?
Czy rozpoznają Państwo kogoś na tym zdjęciu? repr. Adrianna Ośmiałowska
Jan Chmielewski z Płonnego (gmina Radomin), Stanisław Rębacz z Płonnego i Leszek Stefański z Radzik Dużych (gmina Wąpielsk) rozpoznali na zdjęciu z minionego tygodnia lądowisko w Półwiesku Małym (gmina Wąpielsk).

     - W wiadomościach lokalnych z 1 marca było zdjęcie i pytanie, gdzie w dawnym powiecie rypińskim lądowały samoloty? Znam odpowiedź - był to Półwiesk Mały - napisał do nas 86-letni mieszkaniec Płonnego Jan Chmielewski. - _Tu w czerwcu 1934 roku odbył się zlot samolotów, brało w nim udział nawet kilka zagranicznych. Zjazd ten zorganizował ówczesny właściciel majątku, p. Rudowski, który był w parlamencie senatorem. Został powołany na to stanowisko przez prezydenta Ignacego Mościckiego, a mandat piastował do wybuchu wojny w 1939 r.
     _Pan Stanisław Rębacz naszkicował nam nawet plan lotniska, otoczonego drogami na Tomkowo, Płonne, Zduniec i Tomkowo.
     - _Znam tą miejscowość, bo od dzieciństwa mieszkałem z rodzicami w sąsiednim Tomkowie. Do Szkoły Powszechnej w Półwiesku Małym uczęszczałem do klasy czwartej. Pan Jan Rudowski był sprawnym pilotem, miał własny samolot. Najpierw dwupłatowiec, potem jednopłatowiec. Do nich miał piękny hangar. Samolotami opiekował się kierowca jego samochodu osobowego, pan Wiśniewski. Za lotniska służyły 28-hektarowe pastwiska obsiane czerwona koniczyna. Gdy bydło dworskie koniczynę zjadło (takie pastwisko trwało 2 lata), lotnisko przenoszono na inne, 28-hektarowe pole.
     Pan Rudowski studiował w Berlinie, tam też latał i zaznajamiał się z niemieckimi kolegami pilotami. Dla nas, dzieci, taki przylot lub odlot to było coś niebywałego. Idąc do szkoły lub wracając do domu często obserwowaliśmy samoloty.
     Sierpień 1934 roku był dla mnie niezapomniany. Pan Jan Rudowski urządził wspaniałą imprezę - zlot kilkunastu samolotów z takich krajów jak Niemcy, Turcja, Szwecja, Belgia i Francja. Piękna i słoneczna pogoda sprzyjała tej imprezie. Samolot na zdjęciu to własność pana Rudowskiego.
     W zlocie uczestniczyło 2 tys. mieszkańców byłego powiatu rypińskiego. Spokój i porządek utrzymywało około 300 policjantów pieszych i na koniach. Cała atrakcję były pokazy akrobatyczne zagranicznych samolotów. Uczestnicy imprezy mieli prawo do nich podejść, mogli dotknąć i obejrzeć maszyny. Było też wyśmienite zaopatrzenie w żywność i napoje chłodzące.
     Cała impreza trwała od godz. 10.00 do czasu odlotu samolotów, tj. do godz. 18.00. Potem odbyła się zabawa taneczna w parku w Tomkowie.
     Dla nas, uczniów szkół, było to coś wspaniałego, bo do tego dnia samoloty widzieliśmy tylko wtedy, gdy przelatywały nad naszymi głowami.
     _Z lądowiskiem w Półwiesku wiąże się też anegdota, którą otrzymaliśmy od Leszka Stefańskiego, a której głównym bohaterem był Jerzy Drzewiecki - konstruktor samolotów i pilot doświadczalny, znajomy Rudowskiego. Tak tę historię opisał Witold Rychter: "Gdy pewnej niedzieli znajdowaliśmy cię cała klubowa paczką na weekendzie w Półwiesku i oczekiwaliśmy jeszcze na przylot Drzewieckiego na RWD-7, posłyszeliśmy charakterystyczne terkotanie silnika "Genet". Nadlatywał właśnie Drzewiecki na wysokości może 100 metrów, dokładnie na kursie z Warszawy. Ale co to? Nie wykonał okrążenia? Nie wylądował? Poleciał po tym samym kursie dalej! Dokąd? Po co? Upłynęło kilkadziesiąt minut pełnych niepokoju, aż tu nagle "Erwuda" wyłoniła się znad lasu, lecąc w kierunku przeciwnym. Gdy znalazła się nad zabudowaniami, silnik zatrzymał się, prawdopodobnie z braku paliwa, lecz Drzewiecki po mistrzowsku dociągnął do lądowiska i przeszedłszy dosłownie na metr nad drzewami, przyziemił się tuż za granicznym rowem.
     Co się okazało? Oto szanowny inżynier, który w sobotę nie mógł z ważnych powodów udać się na spoczynek o ściśle zawsze przestrzeganej godzinie dwudziestej drugiej, lecąc samotnie na dobrze wystabilizowanym samolocie w spokojnym powietrzu, uśpiony został rytmicznym odgłosem leniwie pracującego silnika, nie zauważył Półwieska i obudził się nagle... nad morzem. Z początku nie wiedział, co się stało, ale otrząsnąwszy się ze snu, zawrócił na kurs powrotny. Lecąc wciąż spodziewał się, że wyczerpanie się paliwa zatrzyma silnik, co w konkretnych warunkach terenowych mogło wywołać wielce nieprzyjemną sytuację przy przymusowym lądowaniu. Miał jednak szczęście, gdyż paliwa zabrakło dopiero przy dolatywaniu do lądowania w Półwiesku."
     

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie