Małgorzata z Bydgoszczy planowała wakacje na Krecie. Teraz pomaga szpitalom w regionie

Małgorzata Pieczyńska
Małgorzata Pieczyńska
Podróże to pasja Małgorzaty Żuralskiej. W tym roku miała z rodziną polecieć na Kretę, ale z powodu epidemii musiała zmienić plany urlopowe.
Podróże to pasja Małgorzaty Żuralskiej. W tym roku miała z rodziną polecieć na Kretę, ale z powodu epidemii musiała zmienić plany urlopowe. Nadesłane/Archiwum rodzinne
Udostępnij:
Dla pani Małgorzaty z bydgoskich Jachcic to miał być wspaniały czas. Od sześciu miesięcy szykowała się do majowego wylotu na Kretę z rodziną. Podróże to ich pasja. Jednak epidemia koronawirusa wywróciła do góry nogami jej plany i zmieniła życie.

Z wykształcenia jest technikiem ekonomistą i pedagogiem. Na przełomie listopada i grudnia ub. roku, gdy koronawirus zaczął zbierać śmiertelne żniwo w chińskim Wuhan zaczęła interesować się tym tematem.

- Przeglądałam w internecie różne strony i uznałam, że sprawa jest poważna, przypominało to początki innych kryzysów na świecie - mówi Małgorzata Żuralska. - Już wtedy pomyślałam, że to kwestia czasu, jak ta „zaraza” do nas dotrze. Przestraszyłam się, gdy pierwsze potwierdzone przypadki zakażenia odnotowano w Europie. Pandemia koronawirusa robiła się coraz groźniejsza dla światowej gospodarki, obserwowałam jak rekordowo rośnie liczba bezrobotnych. Znajomi i bliscy uspokajali mnie. Słyszałam „Dziewczyno, nie panikuj”. A teraz to ja niektórych z nich uspokajam.

Bydgoszczanka ma troje dzieci: 3-letnią Oliwkę, 6-letniego Kamila i 11-letnią Amelkę. Rodzina państwa Żuralskich wystąpiła niedawno w roli statystów w filmie „Miasto” w reżyserii Marcina Sautera, który kręcony był w Bydgoszczy. Te miłe wspomnienia z planu filmowego, którymi jeszcze niedawno żyli, przesłoniła epidemia koronawirusa.

- Graliśmy bardzo ubogą rodzinę, a ja widząc, co się dzieje na świecie, pomyślałam, że taka bieda, jak w tym filmie, może niedługo pojawić się w Polsce. Zaczęłam bać się o zdrowie bliskich - mówi pani Małgorzata. - Już na początku roku wyposażyłam moją rodzinę w maski. Choć wtedy w Polsce jeszcze wirus nie dał o sobie znać, to już pojawił się kłopot z zakupem, ale w końcu udało się. Z przerażeniem obserwowałam jak rosną ceny jednorazowych maseczek. Wtedy te z filtrem ffp3 kosztowały 5 zł, teraz nawet 100 zł, a w wielu magazynach są już nieosiągalne. Wcześniej wyposażyłam męża także w profesjonalną, ochronną półmaskę z filtrem P3 i gogle, mimo że dla wielu osób taki zakup był absolutnie zbędny. Dziś nie żałuję, bo jest często przez nas używany, gdyż pomagając należy zadbać także o siebie, o co nieustannie proszę grupowiczów.

Strach przed koronawirusem był ogromny, ale bydgoszczanka go pokonuje. Siłę znalazła w działaniu i niesieniu pomocy medykom. - Docierały do mnie sygnały o dużych brakach środków ochrony osobistej w szpitalach, więc nie mogłam stać z boku - mówi bydgoszczanka.

No i poszła za ciosem. Miesiąc temu założyła grupę na Facebooku „Niesiemy pomoc dla szpitali - Bydgoszcz i okolice - Koronawirus". Po tygodniu liczyła 980 członków, dziś tworzy ją prawie 3 tys. osób.

- Nawet nie przypuszczałam, że odzew będzie tak ogromny, bydgoszczanie spisują się na medal. Bydgoszcz to wyjątkowe miasto - mówi pani Małgorzata. - Początkowo pomoc miała płynąć tylko do Wojewódzkiego Szpitala Obserwacyjno-Zakaźnego i Kujawsko-Pomorskiego Centrum Pulmonologii w Bydgoszczy, ale nagle zaczęły zgłaszać się inne szpitale. O pomoc proszą także placówki z Torunia, Świecia, czy Grudziądza. Pojawiły się apele o maski z filtrami, gogle, okulary ochronne, przyłbice, ochraniacze na buty, żele i płyny antybakteryjne, a nawet kremy do rąk. Początkowo plan był taki, aby zebrać od ludzi to, co mają i zawieźć do szpitali, ale gdy grupa się rozrosła, a potrzeb przybywało, zaczęłam szukać w internecie co i gdzie można kupić i wysyłałam linki grupowiczom, by potem już sami dostarczyli do szpitali zakupione środki.

W tych działaniach sama nie dałaby rady. - Bardzo pomaga mi mój mąż oraz wszyscy administratorzy, a szczególnie cztery panie: Anna Kaczorowska, Kamila Stelmach, Aleksandra Dreżewska, Daria Pilewska, które poznałam przez internet przy okazji tej akcji. Wszystkie były darczyńcami - mówi pani Małgorzata. - Jestem przerażona, bo sytuacja w szpitalach jest tragiczna. Dostajemy tyle próśb, że jak tak dalej pójdzie, to potrzebujących będzie więcej niż darczyńców. Część rzeczy dostarczają do szpitali grupowicze, ale coraz więcej ludzi prosi o to nas. Tyle że my już ledwo wyrabiamy. Musimy też poświęcić czas swoim rodzinom.

Pani Małgorzata przyznaje, że zmęczenie daje się już we znaki.- Przypaliłam już niejeden obiad, bo ciągle rozmawiam przez telefon, albo siedzę przy komputerze i coś załatwiam - mówi. - Martwią mnie pytania na Facebooku w stylu: „Niesiemy pomoc dla szpitali, gdzie jesteście, trzeba pomóc?!”. Przecież my robimy wszystko, co możemy, ale nasi bliscy i dzieci też nas potrzebują. Nie wiem, jak długo damy radę pomagać, ale zachęcamy też innych, by także się włączyli.

Bydgoszczanka marzy tylko o jednym. - Niech ta epidemia już się skończy. Niech znowu będzie normalnie. Mam świadomość, że gdy wirus w końcu nam odpuści, możemy żyć już w odmiennej rzeczywistości - mówi. - Na Kretę już nie polecimy, ale nie rozpakowuję walizek. Niech będą symbolem, że moja nadzieja na powrót lepszych czasów nie zanika. Odłożyłam te wakacje na przyszły rok. Może Teneryfa się uda i jeszcze będziemy serfować na fali, a nie płynąć jak dziś pod prąd...

Q&A z Robertem Kubicą

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Jan

Ja nie planowałem wyjazdu na Kret i TEŻ POMAGAM.

Co piernik do wiatraka?

Dodaj ogłoszenie