Michał Zaleski: - Jeśli się nie widzi w parlamentarzystach partnerów, to ręce opadają

Karina Obara
fot. Lech Kamiński
Rozmowa z Michałem Zaleskim, prezydentem Torunia.

Więcej informacji z Torunia znajdziesz na stronie www.pomorska.pl/torun

- Panie prezydencie, mieliśmy mieć most w 2011 r. Tak pan obiecał. Teraz jest pewne, że najwcześniej zbudujemy go w 2013 r. Torunianie czują się zawiedzeni. Nie dotrzymał pan słowa.
- Przy tak wielkiej inwestycji dotrzymanie słowa jest zależne od tego, co wokół niej się dzieje. W latach 2004-2008 było wiele inicjatyw, które miały na celu nie dopuścić do budowy. Przypomnę wybory 2006 r., jeden z parlamentarzystów wywiesił wówczas baner na swoim biurze, że "przez ten most przewróci się Zaleski". A to nie Zaleski jest beneficjentem mostu, ale wszyscy mieszkańcy Torunia. Więc to mieszkańcom tak źle życzył. Kolejnym etapem działań spowalniających było doniesienie do prokuratury. Badano w sumie osiemnaście wątków związanych z mostem. I wreszcie opóźnienia natury obiektywnej, nasz parlament dopiero w 2008 r. wprowadził unormowania unijne dotyczące środowiska przy realizacji tak dużych inwestycji. Przygotowywaliśmy budowę mostu w warunkach starych przepisów, dokumentacja musiała więc zostać uaktualniona. To też trochę trwało.

- Prokuratura nadal działa, a do tego nie wiadomo, czy dostaniemy takie dofinansowanie unijne, jakiego pan się spodziewa, czyli 750 mln zł. To też może spowolnić budowę mostu.
- Dysponujemy kompletem dokumentów potrzebnych do rozpoczęcia budowy. Mamy zagwarantowane 327 mln, ale na tak dużą inwestycję to zdecydowanie za mało. Do ostatniej chwili będę zabiegał o większe środki, by mieszkańcy Torunia nie musieli pokrywać ciężaru kosztów budowy mostu. 37 proc. mieszkańcy Torunia, a reszta środki unijne - tak powinno być. Nasza inwestycja jest uznana za strategiczną dla kraju, więc mam nadzieję, że uda mi się takie proporcje zachować i wywalczyć więcej pieniędzy.

- Ale minister Grabarczyk i minister Bieńkowska powiedzieli, że wiedział pan doskonale, że więcej na most nie dostanie z resortu niż 327 mln. Była to podobno dżentelmeńska umowa pomiędzy państwem.
- Wyraziłem zgodę, by na pierwotnej liście indykatywnej, z szacunkowymi kosztami inwestycji, zapisane zostało 327 mln zł. Minister może jednak podjąć decyzję o zwiększeniu dotacji. Jak pokazują podpisane już umowy na inne drogowe zadania, dofinansownie wzrasta nawet o 200 proc. od kwoty bazowej.

- To kwesta dobrej woli?
- Tak, tylko i wyłącznie. Tym bardziej, że teraz ministerstwo dysponuje aż 2 mld tzw. "wolnych środków" z puli 33 mld zł.

- A jak się nie uda z tą dotacją? Pożyczy pan?
- Jesteśmy w stanie przeznaczać na budowę mostu rocznie ok. 50 mln zł. Liczymy na dobry wynik przetargu, a tym samym niższe koszty budowy. Do pożyczenia zostanie nam więc około 300 mln zł. Biorąc pod uwagę, że dajemy sobie radę, gdy zaciągamy 80-90 mln pożyczki, to i z mostem nie utracimy zdolności kredytowej.

- A może byłoby panu łatwiej działać w sprawie mostu, gdyby miał pan lepsze kontakty z Platformą Obywatelską?
- Uważam, że moje relacje z Platformą są poprawne. Podpisaliśmy porozumienie programowe, które wsparli lokalni parlamentarzyści. Nie ma chyba zadania w mieście, nad którym byśmy nie pracowali. Parlamentarne lobby jest potrzebne przy przekonywaniu partyjnych kolegów, którzy rządzą w Warszawie, że problemy toruńskie są tak samo ważne, jak silnie eksponowane gdańskie czy wrocławskie. Brakuje mi z ich strony woli, siły, czasu dla naszego miasta i poświecenia większej uwagi sprawom jego mieszkańców. Nie wszyscy chyba do końca rozumieją, że zwalczając Zaleskiego, zwalczają Toruń, zatrzymują go w biegu. Wracając do mostu, premier Tusk powiedział, że wywiąże się z obietnicy, nasz most powstanie, bo to inwestycja ważna dla kraju, alternatywna droga dla autostrady A1. Potrzeba więc tylko pozbawionej emocji refleksji rządzących, wówczas okaże się, że ta przeprawa jest potrzebna niezależnie od politycznych poglądów.

- Ale nie potrafił pan dogadać się z posłem Antonim Mężydłą, który budowy mostu nie ułatwiał.
- Zwarcie frontu wydawało mi się oczywiste, ale obawiam się, że siła wielu miast polega na wysokim postawieniu lokalnych polityków w hierarchii państwa. Tym bardziej więc powinniśmy zwierać szyki, dbać o interesy miasta, a nie opluwać prezydenta, szukać uchybień.

- Czuje się pan opluty?
- Było tak.

- Co pana najbardziej zabolało?
- Jestem rozczarowany na przykład tym ciągłym mówieniem - "nie będzie pieniędzy dla Torunia", "Generalna Dyrekcja otrzyma dofinansowanie, torunianie nie". Jeśli się nie widzi w parlamentarzystach partnerów, to ręce opadają.

- A co mieliby robić?
- Zachęcać, inspirować decydentów do zachowań przychylnych wobec miasta, które reprezentują. Zaskoczył mnie poseł Girzyński, który nigdy wcześniej nie przejawiał niechęci do mojej osoby, a nagle rozpoczął ostrą krytykę.

- Myśli pan, że chciałby usiąść w pana fotelu?
- Zapewniam panią, że każdy poseł, który zasmakowałby bycia prezydentem choćby przez tydzień, czym prędzej by uciekł do Warszawy.

- A co pan uważa za swój ubiegłoroczny sukces? Budowę Motoareny, remonty na Starówce?
- To nie mnie należy przypisywać sukcesy, ale wielu ludziom zaangażowanym w te przedsięwzięcia i mieszkańcom dzielnie znoszącym trudy inwestycji. Sukcesem jest to, że cały czas inwestujemy w rozwój miasta - nowe drogi, budynki, nowe inicjatywy...

- A nie martwi pana to, że na Starówce jest coraz więcej banków? Szeroka staje się ulicą bankową, a nie kawiarniano-odpoczynkową, gdzie chętnie zabiera się na spacer rodzinę i gości. Dlaczego pan na to pozwala?
- Jestem człowiekiem środka, dla mnie najważniejszy jest umiar.

- Ale tu go nie ma.
- 20 lat temu postawiliśmy na demokrację i wolny rynek. Właściciele kamienic na Starówce też podjęli określoną decyzję. Tylko w jednym budynku gminnym istnieje instytucja finansowa, nawet nie bank.

- Ale czy spotykał się pan z prywatnymi właścicielami kamienic i próbował porozmawiać, że to niszczy centrum miasta? Czy widzi pan sens takiego dialogu?
- Oczywiście, że ten dialog jest! Spotkań są setki. Robimy wszystko, by Toruń rozwijał się równomiernie, ale mamy świadomość swoich uprawnień. Nie mogę nakazać, by zlikwidowano banki, nie stworzę systemu dopłat do sklepów, bo mnie Bruksela uraczy wysokimi karami. Różnice w czynszach, jakie płacą banki w stosunku do np. sklepów, są olbrzymie. Ludzie mają prawo wynajmować kamienice komu chcą. W tym zakresie trzeba zdać się na umiejętność gospodarskiego myślenia mieszkańców Torunia.

- Podobnie jest z Bulwarem Filadelfijskim, na którym niewiele się dzieje. Kawiarenki nie spełniają standardów europejskich, na statkach nic ciekawego nie ma, a moglibyśmy, jak np. w Budapeszcie, lepiej zagospodarować to miejsce.
- Uporządkowaliśmy już nabrzeże, od przyszłego roku rusza program rewitalizacji tego miejsca. Prawdziwe przeobrażenie Bulwaru Filadelfijskiego będzie możliwe, gdy wyprowadzimy stamtąd ruch samochodowy, czyli za 3 lata. Jeśli chodzi o kawiarenki czy cumujące barki, to tu inicjatywa leży po stronie ich właścicieli. Zachęceniem do działania powinna być dla nich tak liczna nad Wisłą obecność turystów i torunian.

- A jest pan zadowolony z kultury w naszym mieście?
- Bardzo.

- Zasługujemy na miano Europejskiej Stolicy Kultury w 2016r.?
- Oczywiście, gdyby było inaczej nie podjąłbym się działań zmierzających do udziału w tej rywalizacji.

- Mimo to powstały zawirowania przy naszych staraniach do tytułu ESK. Czy dyrektor Olga Marcinkiewicz pana zawiodła?
- Tak. Rozstaliśmy się w zgodzie, świadomi, że dalej współpracować nie możemy.

- Dlaczego?
- Teraz kluczowym dla nas celem jest przygotowanie wniosku aplikacyjnego. Analizując roczne działania pani Marcinkiewicz uznałem, że te przygotowania toczyły się zdecydowanie za wolno. Pojawiły się także uchybienia organizacyjne i finansowe w funkcjonowaniu biura Toruń 2016.

- Ale czy dyrektor Marcinkiewicz wiedziała, czego pan i środowisko kulturalne od niej oczekuje? Skończyła Uniwersytet w Oxfordzie, znała języki, wiedział pan, kogo zatrudnia.
- Swoje oczekiwania przekazywałem pani Marcinkiewicz wielokrotnie. Żeby poznać środowisko, trzeba do niego wyjść, pytać, rozmawiać.

- A jaką ma pan gwarancję, że nowy dyrektor sprosta temu zadaniu?
- Pewność nadziei.

- A sprawdzał go pan, że to np. człowiek otwarty na środowisko.
- Każda decyzja kadrowa niesie w sobie niepewność. W tej decyzji czuję jej najmniej.

- Pojawiają się takie głosy, że walka o tytuł ESK to za duży koszt dla miasta, dla budżetu i że chce pan zrobić minimum w tej sprawie, tyle, ile można, ale nie będziemy przesadzać ze staraniami. Czy zależy panu na tym tytule, czy też sama nominacja już panu wystarczy?
- Ależ oczywiście, że mi zależy! Jak w zawodach sportowych, najważniejszy jest tylko złoty medal. Jednak udział w rywalizacji jest też pewnego rodzaju sukcesem. Jedno drugiemu nie przeszkadza.

- I nie będzie pan żałował pieniędzy na imprezy kulturalne?
- Problem będzie, gdy już zdobędziemy tytuł ESK, bo wtedy kwoty, jakie przeznaczamy na kulturę, czyli kilka milionów złotych, wzrosną do kilkudziesięciu milionów euro. Poradzimy sobie z tym wyzwaniem!

- Pożyczymy?
- Pozyskamy sponsorów i przychylność tych, którzy dzielą pieniądze na kulturę.

- A czy będzie pan ponownie kandydował na prezydenta?
- Nie podjąłem jeszcze takiej decyzji.

- A gdyby pan podjął, czym by pan przekonał mieszkańców, aby na pana głosowali?
- Nie programem, nie zapewnieniami do szuflady, ale dotychczasowymi efektami mojej pracy. Dotrzymuję wyborczych obietnic. Kiedy mieszkańcy patrzą, jak zmienia się Toruń, to doskonale o tym wiedzą. Działania te są warte moich sił i radości mieszkańców.

- A nie czuje się pan już zmęczony?
- Każdego dopada zmęczenie, ale jestem jeszcze zbyt aktywny zawodowo, aby decydować się na bezruch. Od czterdziestu lat wszystko, co dla mnie ważne, jest w Toruniu. A tu jest jeszcze dużo do zrobienia, nie dla mnie, nie dla moich dzieci, ale dla wszystkich mieszkańców naszego miasta.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

h
hecer
"Nie wszyscy chyba do końca rozumieją, że zwalczając Zaleskiego, zwalczają Toruń, zatrzymują go w biegu"

- ten narcystyczny buc chyba tym razem przesadził!
C
Citizen
W dniu 07.01.2010 o 21:32, katy napisał:

O jejlu co się dzieje,rece opadają,włosy wypadły ,czy jeszcze aby coś wisi,bo chyba nie stoi?


ŻYJE ! ŻYJE !! FIDEL CASTRO ŻYJE !!!
k
katy
O jejlu co się dzieje,rece opadają,włosy wypadły ,czy jeszcze aby coś wisi,bo chyba nie stoi?
Dodaj ogłoszenie