Pierwsza solowa płyta Andrzeja Przybielskiego zostanie...

    Pierwsza solowa płyta Andrzeja Przybielskiego zostanie wydana po jego śmierci

    Maciej Myga

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    To jedno z jego ostatnich zdjęć, z sesji nagraniowej projektu PP2.

    To jedno z jego ostatnich zdjęć, z sesji nagraniowej projektu PP2. ©Fot. Jarosław Pijarowski

    Redakcja postawiła przede mną zadanie niemożliwe - napisać o Przybielskim w 3645 znakach. Ze spacjami.
    To jedno z jego ostatnich zdjęć, z sesji nagraniowej projektu PP2.

    To jedno z jego ostatnich zdjęć, z sesji nagraniowej projektu PP2. ©Fot. Jarosław Pijarowski


    Andrzej Przybielski, jeden z największych polskich trębaczy, muzyków, indywidualności jazzu, zmarł 9 lutego, w środę. Mieszkał w kamienicy w Śródmieściu Bydgoszczy. Żył na granicy ubóstwa.

    - Szykowaliśmy się, żeby iść z Witkiem Burkerem, adwokatem i pianistą, do urzędu. Chcieliśmy poprosić, żeby nie eksmitowali Andrzeja z mieszkania. Miał okropne długi w administracji. Postanowiliśmy, że zbierzemy grupę ludzi, która je spłaci - mówi Józef Eliasz, perkusista, właściciel klubu Eljazz, kiedyś kultowych Trytonów.

    Jak to się stało, że tak wielka postać odeszła w nędzy?- W obecnej sytuacji, głównie spowodowanej przez media, każdy chce grać "kogoś".A on grał siebie i tylko siebie. Przypłacił to właśnie taką ceną - tłumaczy Grzegorz Nadolny, basista, który grał m.in. z Asocjacją Andrzeja Przybielskiego. Nadolny prosi, żeby, jeśli można, nie cytować jego anegdot o trębaczu. - Można je znaleźć w internecie. Po śmierci Przybielskiego jedna z gazet je przepisała, cytując mnie bez mojej zgody. A ja przecież nie patrzę na niego tylko przez taki pryzmat. To byłoby zbyt wąskie i wybiórcze.

    Znalezione na YouTube
    Andrzej Przybielski, rozmowa w "Mózgu" , realizacja Sławek Janicki


    Andrzej Przybielski zaczynał w latach sześćdziesiątych od jazzu tradycyjnego, ale szybko odszedł od konwencji. Fascynowała go awangarda, muzyczna wolność, której pozostał wierny do końca życia.

    - Jego twórczość miała na mnie wielki wpływ - zaznacza na początku naszej rozmowy Stanisław Sojka. - Zwłaszcza to, co zrobił z Niemenem i Helmutem Nadolskim. Oni wypracowali, m.in. na "Requiem dla van Gogha" taką, chciałoby się powiedzieć hardcore'ową, ale bardziej pasuje bezkompromisową - postawę muzyczną.

    Sojka i Przybielski nagrali wspólnie trzy płyty - "Sojka Sings Ellington" i "Radioaktywny" oraz muzykę do dokumentalnego filmu Andrzeja Titkowa "Sztuka błądzenia".
    - To marny ułamek tego, co zarejestrował w życiu. Moim zdaniem należy do osób niezastąpionych - mówi Sojka.

    To, że bydgoszczanin był postacią wyjątkową, podkreśla także Marcin Oleś, kontrabasista, współpracujący z muzykami jazzowymi z całego świata i z polską tzw. czołówką. - Na mapie jazzu był prawdziwą osobistością. To, że w Polsce nie docenia się indywidualności, to jest problem tego kraju. A Przybielski oddał się sztuce w stu procentach. Nie był osobą, która gra takie dźwięki, jakie się jej "przydarzają". Mimo to nie zdarzyło się nam zagrać tego samego utworu w taki sam sposób. On wiedział, że dzięki temu można zachować świeżość.

    Rozmówcy akcentują wrażliwość trębacza. - Był tajemniczy, mówiło się, że niezrównoważony. Ale nie sprawiał wrażenia kogoś z dysfunkcją, był refleksyjny, prowadził bogate życie wewnętrzne - opowiada Stanisław Sojka, a Anthimos Apostholis, multinstrumentalista, mający na koncie m.in. współpracę z Johnem McLaughlinem, przypomina sobie wspólny koncert w Sopocie. - Jechaliśmy pociągiem z SBB i w Bydgoszczy mieliśmy przesiadkę. Skontaktowaliśmy się z Przybielskim. Kiedy przyszedł, ktoś rzucił, żeby zabrał się z nami. Powiedział tylko: "To ja pójdę po trąbkę" i tego wieczoru zagraliśmy razem. Przybielski postawił trąbkę na scenie i pokazywał ją publiczności, później wziął ją i zaczął grać, stojąc za nami, z tyłu. Zapamiętam go jako człowieka cichego i cierpliwego wobec tego, co dzieje się dookoła. Był cholernie wrażliwy. Jakby takich ludzi było więcej, świat byłby inny - mówi Anthimos.


    Ale Przybielski miał także swoją łobuzersko-knajpianą stronę osobowości. Nie jest tajemnicą, że nie stronił od używek. -Trudno powiedzieć, czy gdyby mniej pił i palił trawki, byłby na topie, tak jak np. Stańko. Moim zdaniem nie zależało mu na tym. On wolał twórczą wolność - zaznacza Rafał Gorzycki, perkusista, m.in. Sing Sing Penelope, przedstawiciel młodej fali muzyki improwizowanej.

    Andrzej Przybielski został pochowany w miniony wtorek na cmentarzu przy ulicy Wiślanej. Był odznaczenia, wielkie słowa, epitafium przesłane przez Tomasza Stańkę. Kolejny z wielkich doceniony dopiero po śmierci? - To taka polska przypadłość, że jeśli ktoś pokroju Andrzeja umiera, to od razu wszyscy otwierają oczy. Ja poczuwam się do moralnego obowiązku przybliżyć jego postać w szerszej perspektywie - dodaje Grzegorz Nadolny.

    Wkrótce prawdopodobnie zostanie wydana płyta z archiwalnymi nagraniami Asocjacji Andrzeja Przybielskiego. Będzie to pierwsza solowa płyta artysty. Podobno trwają także rozmowy w sprawie zorganizowania festiwalu mistrzów trąbki, który miałby nosić jego imię.
    -----------
    A anegdota? Będzie taka, której nie znajdziecie w internecie. Wyjazd na koncert, muzycy podróżują pekaesem, Przybielski słucha bardzo głośno muzyki z dyktafonu. Kobieta, która siedzi obok niego, nie wytrzymuje i prosi o pomoc kierowcę. Ten przychodzi i żąda, żeby muzyk wyłączył sprzęt. Artysta odpowiada mu jakimś cytatem z włoskiej piosenki. Szofer odwraca się do współpasażerki Przybielskiego i mówi ze zrezygnowaniem: - Pani da spokój. Nie widzi pani? To cudzoziemiec.


    Zaplanuj wolny czas - koncerty, kluby, kino, wystawy, sport

    Czytaj treści premium w Gazecie Pomorskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (1) forum.pomorska.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Wideo