Polaryzacja i hejt to istota internetu. Na jakich zasadach opiera się zachowanie ludzi w sieci?

Kamil Pik
Kamil Pik
dr hab. Krzysztof Pietrowicz, prof. UMK
dr hab. Krzysztof Pietrowicz, prof. UMK Fot. Andrzej Romański/UMK
Jakie mechanizmy rządzą zachowaniem ludzi w sieci i w mediach społecznościowych? Czy można pozbyć się wrogości z internetu? Czy bezpieczniejszy internet musi oznaczać ingerencję w wolność użytkowników? Zapytaliśmy dr. hab. Krzysztofa Pietrowicza, prof. UMK.

Czy rzetelna wiedza jest dzisiaj niemodna? Czy szczególnie w internecie należy jej się wstydzić?
Sprawa jest złożona, ale trudno mi jednak zgodzić się, że sama wiedza jako taka jest niemodna. Także w sieci. Nawet jeśli spojrzymy na wypowiedzi osób związanych chociażby z ruchami antyszczepionkowymi, to powołują się oni na wiedzę. Najczęściej mówią, że gdzieś tam jest jakiś naukowiec, którego badania potwierdzają ich tezy, ale te wyniki mają niby być ukrywane przez innych badaczy albo ignorowane przez opinię publiczną. Bardziej byłbym skłonny postawić tezę, że kwestionowane jest istnienie pewnego konsensusu wokół wiedzy naukowej czy jej głównego nurtu.

Pluralizm z reguły jest uznawany za coś pozytywnego. W tym jednak przypadku mamy do czynienia z pluralizmem wiedzy w znaczeniu negatywnym. Często bowiem, szczególnie w sieci, widzimy postawy według których każdy powinien mieć prawo do swojej własnej wiedzy. Trochę na zasadzie „cherry picking”, czyli wybierania wisienek - mamy tysiąc badań negujących daną tezę, ale znajdzie się gdzieś jedno, które nie będzie jej negować i wybieramy je jako naukowe potwierdzenie słuszności naszej opinii. Powiedziałbym więc raczej, że wiedza nie jest niemodna, ale stało się z nią coś niepokojącego.

Ma Pan pomysł, co się mogło z nią stać?
To jest problem analizowany od lat przez wielu badaczy. Nie ma jednej dobrej odpowiedzi. Jedna z teorii mówi, że jest to konsekwencja nadprodukcji. Jeśli mamy na świecie mnóstwo badań we wszelkich dyscyplinach, jeśli ukazują się rocznie setki #tysięcy publikacji z danej dziedziny, to mamy do czynienia z ilością wiedzy niemożliwą do przyswojenia przez człowieka. Orientacja badaczy we własnej dziedzinie staje się orientacją przybliżoną albo ograniczona jest do bardzo wąskiej działki. Przy takiej nadprodukcji wiedzy, łatwiej o postawy polegające na wspomnianym wybieraniu pojedynczych informacji i pomijaniu reszty wyników badań.

Druga teoria mówi, że mamy do czynienia z sytuacją, w której żeby opublikować cytowalny artykuł naukowy, żeby zaistnieć w świecie, musimy mieć coś odkrywczego czy kontrowersyjnego do powiedzenia. To prowadzi do nagannych zachowań, np. fabrykowania wyników badań. Jeśli odniesiemy to do ogółu badań, to takie przypadki będą stanowiły ich niewielką część. Jednak ich wpływ może być całkiem spory. W efekcie sprzyja to podważaniu wiarygodności rzetelnej wiedzy naukowej, a jednocześnie przyczynia się do tego, że w obiegu zaczynają krążyć błędne tezy.

Trzecia teoria wskazuje na pojawienie się internetu i mediów społecznościowych jako czynników zwiększających zamieszanie w kontekście wytwarzania i dystrybucji wiedzy.

Można by zatem powiedzieć, że trzeba przemyśleć co się robi w sieci.
Jako ludzie jesteśmy skąpcami poznawczymi. Chcemy jak najmniejszym wysiłkiem osiągnąć jak najwięcej. Gdybyśmy próbowali nad wszystkim się zastanawiać, to mielibyśmy problem ze wstaniem rano z łóżka. Większość rzeczy robimy więc automatycznie. Również jeśli korzystamy z internetu, z mediów społecznościowych, klikając polubienia, dzieląc się z innymi jakimiś treściami, czynimy to automatycznie. Gdybyśmy nad każdą z tych czynności mieli się zastanawiać i ją analizować, zużycie energii przez nasz mózg mocno by wzrosło, a organizm tego nie chce. W efekcie taki automatyzm zachowań sprawia, że rozprzestrzeniamy treści, które są kompatybilne z naszymi poglądami. Jakiekolwiek by te poglądy nie były. Podejrzewam, że część osób, gdyby się pochyliła nad daną treścią, przeanalizowała ją, to jej reakcja mogłaby być inna. Czasami może nawet po czasie przychodzi jakieś zastanowienie się nad klikniętą treścią, ale to już było trzysta polubień temu, więc nie zmieniamy reakcji. Cały mechanizm działania internetu oparty jest przecież na logice natychmiastowości. Nie współgra ona z przemyśleniem, zastanowieniem się czy zweryfikowaniem. Jeśli coś zobaczymy i odpowiada to naszym poglądom, to chcemy się tym podzielić z innymi natychmiast, od razu.

Ta logika quasiautomatycznego postępowania dotyczy wszystkich, bez względu na wykształcenie czy poglądy. A nawet osób pracujących z informacją. Przecież zdarzało się nie raz, że dziennikarze udostępniali na swoich mediach społecznościowych jakieś informacje, które później prostowali, bo po prostym sprawdzeniu okazywały się nieprawdziwe.

Taka jest specyfika funkcjonowania internetu. Medium to promuje postawy oparte na natychmiastowych reakcjach, ale też na wzbudzaniu kontrowersji.

Ta specyfika nie jest skutkiem ubocznym istnienia internetu, prawda?
Zgadza się. To jest istota, rdzeń funkcjonowania współczesnego internetu, a w szczególności mediów społecznościowych. Żeby temu przeciwdziałać, internet musiałby być od samego początku inaczej skonstruowany. Ale zbudowany jest tak, aby tego typu postawy wzmacniać.

Czasami pojawiają się dobre rady, np. weryfikujmy informację, zastanówmy się, zanim coś klikniemy, polubimy czy udostępnimy. Oczywiście należy je pochwalać i promować, ale nie należy mieć złudzeń, że taka edukacja rozwiąże problem. Szczególnie jeśli cała sieć zbudowana jest na premiowaniu zachowań opartych na wzbudzaniu kontrowersji. Innymi słowy, wiemy w czym tkwi problem internetu i mediów społecznościowych, ale nie wiemy jak go naprawić.

Automatycznie reagując na dostarczane nam informacje automatycznie też wchodzimy w pasujące nam grupy?
Mechanizm tworzenia powiązań i sieci społecznych jest np. opisany w książce „W sieci. Jak sieci społeczne kształtują nasze życie” Nicholasa A. Christakis i Jamesa H. Fowlera. Książka ta miała premierę w 2009 roku, kiedy media społecznościowe dopiero rozwijały swą potęgę, ale pokazuje bardzo trafnie w kontekście psychologicznym, socjologicznym i politologicznym zjawisko tworzenie społecznych sieci. Wskazane są tam dwa kluczowe elementy takiego procesu. Pierwszy to naturalna, automatyczna skłonność do otaczania się osobami podobnymi do siebie. Drugi to tendencja sieci społecznych do wzmacniania polaryzacji, a więc konfliktów między grupami.

Dopóki ludzie żyli głównie w małych społecznościach, tendencje te nie mogły przekroczyć pewnego poziomu. Ograniczała je liczebność tych społeczności, bariery kulturowe czy geograficzne. W momencie gdy pojawił się internet i nastąpiło umasowienie mediów społecznościowych, nagle okazało się, że ludzie z łatwością mogą znajdować inne osoby podobne do siebie, również mające ekscentryczne poglądy. Dlatego wraz z internetem i socialmediami mogły zacząć funkcjonować w takim wymiarze np. wspomniane już ruchy antyszczepionkowe. Wcześniej rozproszone i nieliczne osoby o takich poglądach, nagle znalazły przestrzeń do kontaktów i współpracy.

W kontekście łączenia się ludzi w sieci osób o podobnych poglądach, warto też wspomnieć o badaniach ‪Waltera Quattrociocchi. Wynika z nich, że jeśli ktoś jest zwolennikiem np. jakiejś określonej teorii spiskowej, to z łatwością wejdzie do sieci, w której przyswoi kolejne takie teorie. Quattrociocchi nazwał to zjawisko tworzeniem wirtualnych komór pogłosowych.

Wrócę na chwilę do Pana wcześniejszych słów. Naprawdę nie wiemy, jak sprawić, aby internet opierał się na innych mechanizmach? Jak wygrać z takimi zjawiskami w sieci, jak np. hejt?
Podkreślę jeszcze raz: to nie jest skutek uboczny. To jest istota funkcjonowania sieci. Cała współczesna konstrukcja internetu opiera się na polaryzacji, na hejcie, na antagonizowaniu. Takie zjawiska budują zasięgi, a więc i generują zarobki. Ułatwiają też manipulowanie konsumentami i wyborcami. Niestety nic nie wskazuje na to, aby miało to się zmienić. Nie potrafię tutaj powiedzieć nic optymistycznego. To jeden z przypadków, gdy wiemy na czym polega problem, ale nie wiemy jak mu zaradzić. Najprostsze wydawałoby się zabrać wszystkim internet albo jak w Chinach ocenzurować go. W kontekście wartości świata Zachodu to nie są jednak dobre rozwiązania.

Można oczywiście mówić o zmianie mechanizmów funkcjonowania sieci. Ale kto miałby to zainicjować? Państwa czy podmioty prywatne? Czy nie byłoby to też formą cenzury? Przy okazji pojawiają się też pytania o znaczenie wolności, czy jest ona ważniejsza od bezpieczeństwa czy nie. Jeśli nie, to kto miałby decydować o jej ograniczeniach? Wielkie korporacje cyfrowe? Często spotykaną propozycją w tym kontekście jest edukacja na rzecz świadomego i odpowiedzialnego korzystania z internetu. Jednak taka edukacja zderza się ze wspomnianymi mechanizmami funkcjonowania sieci. Nie twierdzę, że edukacja czy niektóre regulacje prawne są złe. Nie zmieniają one jednak istoty internetu.

Mogę oczywiście wyobrazić sobie, że następuje jakiś kataklizm i po nim sposób funkcjonowania internetu ulega radykalnej zmianie. Ale to jest takie science-fiction.

Czy zatem pytanie o przyszłość internetu to pytanie o wolność w sieci?
Tak bym to widział. Postrzeganie wolności w sieci to spór pomiędzy wartościami. Jak wspomniałem wcześniej, już stawiamy rozmaite pytania i będziemy pewnie musieli szukać na nie odpowiedzi. Czy wolność, w tym wolność ekspresji, jest wartością nadrzędną? Czy z uwagi na inne wartości możemy i powinniśmy ją ograniczać? O ile w świecie przedinternetowym nauczyliśmy się to lepiej lub gorzej robić - znamy np. starą maksymę, że moją wolność ogranicza twoja wolność i wiemy mniej więcej, jak ją interpretować - to w sieci mamy z tym poważny problem. W tym sensie - na co zwrócił uwagę np. Jacek Dukaj - masowa cyfryzacja podmywa podstawy demokracji liberalnych.

Czy ciągły wzrost polaryzacji w sieci może przełożyć się na zachowania w rzeczywistości?
Jeśli w sieci polaryzacja się wzmaga, ale jednocześnie wzrasta zamożność i jakość życia danego społeczeństwa, to przynajmniej na krótszą metę nie ma większego zagrożenia. Jeśli jednak pojawi się np. poważny kryzys gospodarczy, skutkujący degradacją ekonomiczną dużych grup społecznych, to w połączeniu z polaryzacją postaw w sieci można wyobrazić sobie różne scenariusze.

dr hab. Krzysztof Pietrowicz, prof. UMK

Pracownik naukowy, Katedry Socjologii Zmian Społecznych w Instytucie Socjologii UMK.
Zainteresowania: Relacje pomiędzy nauką, technologią a społeczeństwem (w tym socjologia Internetu); Metodologia nauk społecznych, przede wszystkim w kontekście problemu aplikacji wiedzy, prognozowania, perspektyw socjotechniki i inżynierii społecznej; Teoria socjologiczna; Zakulisowe wymiary życia społecznego; Socjologia i antropologia kultury (szczególnie przemiany kulturowe współczesnego społeczeństwa polskiego).

Mistrz Błachowicz liczy na nokaut!

Wideo

Materiał oryginalny: Polaryzacja i hejt to istota internetu. Na jakich zasadach opiera się zachowanie ludzi w sieci? - Express Bydgoski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie