Politolożka UMK w Toruniu: - Rosja eskaluje napięcie na granicy z Ukrainą

Roman Laudański
Roman Laudański
Dr Agnieszka Bryc: -  Od aneksji Krymu trwa wojna w Donbasie.
Dr Agnieszka Bryc: - Od aneksji Krymu trwa wojna w Donbasie. Jacek Smarz
Udostępnij:
Rozmowa z dr Agnieszką Bryc, politolożką z UMK w Toruniu.

- Około stu tysięcy rosyjskich żołnierzy czeka w gotowości na rozkaz uderzenia na Ukrainę. NATO alarmuje, że to prawdopodobny scenariusz.
- Jak najbardziej, ale nie zapominajmy, że tam od 2014 roku ciągle trwa wojna. Tu nie rozmawiamy o nowej wojnie, tylko od aneksji Krymu trwa wojna w Donbasie. To, że Rosja nie wypowiedziała jej oficjalnie, nie zmienia faktu, że Ukraina jest z Rosją w stanie wojny. Obecna sytuacja to groźba kolejnej eskalacji, kolejnej inwazji od 2014 roku.

- Rosja zapewnia, że nie zaatakuje Ukrainy, choć od aneksji Krymu można wątpić w dobre intencje Kremla.
- To nie jest powrót do polityki imperialnej, tylko kontynuacja tej samej polityki w nowej odsłonie. Po rozpadzie Związku Radzieckiego i okresie “wielkiej smuty” po kryzysie z czasów rządów Borysa Jelcyna, prezydent Putin przyjął misję “zbierania ziem ruskich”. To bardzo stara koncepcja. Rosjanie przesiąknięci są myśleniem w kategoriach budowania strefy buforowej odgradzającej matkę Rosję od wrogów. Jednocześnie Moskwa powinna mieć pełną kontrolę nad ziemiami ruskimi, które nie mogą być częścią innych państw. Tym tłumaczono aneksję Krymu i takie tłumaczenie było obecne po rozpoczęciu wojny w Donbasie. Władze Rosji i media zaczęły wtedy mówić o Noworosji. To miał być pas ziemi odcinający Ukrainę od wybrzeża, łączący Rosję z Krymem i ciągnący się aż do Naddniestrza. Ukraina, na swoje nieszczęście, uznawana jest przez Rosję za najważniejszą część ruskiego świata, etnicznie ruskiej, politycznie rosyjskiej przestrzeni. Na ten ruski świat składają się państwa prawosławne, słowiańskie, a Ukraina i Białoruś dodatkowo zaliczane są do trójcy ruskich narodów. Przypomnę tylko, że za cara Ukraina nazywana była Małorosją. Dlatego w politycznym myśleniu Kremla Ukraina ma kolosalne znaczenie, a Kreml za wszelką cenę będzie starać się działać skutecznie, by Ukraina nie wybiła się na samodzielność. Moskwa może robić to na wiele sposobów. Jeśli nie jest w stanie kontrolować Ukrainy, to może ją destabilizować, co właśnie robi. Przez to zniechęca Zachód do przyjęcia Ukrainy do NATO czy Unii Europejskiej. Zawsze znajdą się w Europie ci, którzy powiedzą: moment, Ukraina nie ma rozwiązanych konfliktów ze swoimi sąsiadami, dlatego nie spełnia kryteriów członkostwa w NATO. Znajdą się także ci, którzy powiedzą: dla świętego spokoju uznajmy Ukrainę za strefę buforową między Zachodem a Rosją. Nazwijmy to “finlandyzacją” Ukrainy. Osiągniemy święty spokój kosztem Ukrainy. To jest stawką w tej grze. Za moment szczyt demokratyczny zwołany przez prezydenta Stanów Zjednoczonych, na który nie została zaproszona Rosja.

- Tymczasem w Sztokholmie podczas szczytu OBWE Sergiej Ławrow, szef rosyjskiego MSZ zapowiada propozycję nowego układu o bezpieczeństwie w Europie, oczywiście według Rosji.
- To wpisuje się w tę samą opowieść o czerwonych liniach Rosji, czyli strefach rosyjskich wpływów. Zachód nie może tego nie szanować. Już wcześniej przedstawiciele Kremla powtarzali, że Rosja jest ważnym elementem każdej struktury bezpieczeństwa w Europie, bezpieczeństwa międzynarodowego i świat może się o tym przekonać w sytuacjach, w których to właśnie Rosja jest w stanie zdestabilizować bezpieczeństwo. I to się dzieje: na granicy z Ukrainą, na granicy Białorusi z Polską oraz w każdym innym wymiarze – w basenie Morza Czarnego, na Bliskim Wschodzie, a nawet w sercu Europy czy Stanów Zjednoczonych np. podczas wyborów prezydenckich czy parlamentarnych.

Rosjanie wysyłają prosty sygnał: jeżeli chcecie z nami wojować, to nie ma mowy o systemie bezpieczeństwa, o bezpieczeństwie międzynarodowym. Tylko z nami ten system może działać. To szantaż: jeżeli nie będziecie z nami rozmawiać, w domyśle: kosztem Ukrainy, to my od czasu do czasu zrobimy jakąś eskalację czy prowokację. Wtedy Zachód będzie musiał wyjść ze swojej strefy komfortu.

- Ukraina gotowa jest do obrony?
- Ukraińska armia jest zupełnie inna niż w 2014 roku. Jest dozbrojona i to ofensywnie, lepiej wyposażona, wyszkolona, ostrzelana, ma zdolności bojowe. Są też bardzo zmotywowani. Rosjanie wiedzą, że w przypadku bezpośredniej konfrontacji, musieliby liczyć się z ciężkimi stratami. Duże jest również ryzyko, że Ukraina da im mocny odpór. Rosjanie prężą muskuły i straszą świat eskalacją z Ukrainą, ale nie będą chcieli doprowadzić do otwartego konfliktu, który nie skończyłby się jak w Gruzji w 2008 roku czy na Krymie w 2014. Rosjanie boją się zdecydowanej odpowiedzi Ukrainy, dlatego próbują stwarzać pozory, że świat stanął na krawędzi kolejnego wielkiego konfliktu i może lepiej niech świat się zastanowi, czy nie wywrzeć presji na Ukrainę, żeby ta spełniła rosyjskie oczekiwania względem Donbasu czy Krymu. Rosji chodzi o to, by Ukraina wprowadziła zmiany w konstytucji, które usankcjonowałyby separatyzm Krymu i Donbasu.

- Białoruś zapowiada wspólne z Rosją manewry z udziałem 10 tysięcy żołnierzy obu armii. Mińsk jest częścią układanki Rosji?
- Białoruś zawsze jest naczyniem połączonym, powiązanym z Rosją, z pewną autonomią. Od dłuższego czasu powtarzam, że nie byłoby eskalacji na granicy z Polską, gdyby Białoruś nie dostała zielonego światła z Moskwy, która – oczywiście – zaprzecza, by miała z tym coś wspólnego. Powtarzają, że to sprawa Łukaszenki i Unii Europejskiej, a Rosja może tylko pomóc w rozwiązaniu konfliktu. Czyli, stwarza się konflikt po to, by Rosja mogła zaproponować swoje usługi, żeby Zachód zaczął rozmawiać z Białorusią. Ćwiczenia rosyjsko–białoruskie są częścią systemu bezpieczeństwa obu krajów. Pamiętajmy, że od 1999 roku to państwo związkowe, a my patrzymy na nie jako na dwa oddzielne byty. Integracja pogłębia się coraz bardziej. Czekamy na kolejne rozwiązania Łukaszenki udowadniające, że zrealizował on obietnicę daną Putinowi, kiedy ten uratował Łukaszence fotel prezydencki po sfałszowanych wyborach latem ubiegłego roku.

- Łukaszenko zyskuje coś na konflikcie granicznym z Polską, na przepychaniu migrantów na polską stronę?
- Z jednej strony zyskuje, a z drugiej dużo ryzykuje. Zyskuje, a nawet już zyskał, bo Zachód zaczął rozmawiać z Mińskiem. Do Łukaszenki dzwoniła Angela Merkel, a także prezydent Macron. Kontakt został nawiązany, co oznacza, że uzurpator przymusił Zachód do uznania. Ryzykuje tym, że kontynuowanie eskalacji konfliktu na granicy z Unią Europejską pogłębia konflikt białorusko–europejski. Im głębszy konflikt, tym bardziej odcina Białoruś od Zachodu, czyli uzależnia ją od Moskwy. Łukaszenko wie, że im głębiej posuwa się w konflikcie z Europą, tym bardziej skraca smycz założoną przez Kreml. Musi tak kalkulować, żeby osiągnąć swoje cele. Konflikt z UE – tak, ale z jednoczesną ucieczką przed postawieniem Łukaszenki bardziej do pionu przez Kreml. Dodam, że do lutego ma on podjąć konstytucyjne decyzje, które jeszcze bardziej posuną Białoruś w projektach integracyjnych z Rosją.

Lek na COVID-19 zatwierdzony, na razie warunkowo

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie