Polska w Unii Europejskiej. "Ktoś poruszy kamyczek, który uruchomi lawinę złych emocji"

Roman Laudański
Roman Laudański
- Potrzeba dużej ostrożności z uruchamianiem antyunijnych emocji i takiej narracji w polityce - mówi Barbara Brodzińska-Mirowska z UMK.
- Potrzeba dużej ostrożności z uruchamianiem antyunijnych emocji i takiej narracji w polityce - mówi Barbara Brodzińska-Mirowska z UMK.
Rozmowa z dr Barbarą Brodzińską – Mirowską, politolożką z UMK w Toruniu.

- Tu jest Polska, a nie Unia”, powiedziała marszałek Witek. Co chciała przekazać tym komunikatem?
- Ta wypowiedź nie odbiega od tego, co o relacjach polsko – unijnych mówią od lat politycy PiS. Niepokojące jest to, że takie słowa  to "kropla drążąca skałę". Politycy PiS raz mówią, że z żadnej Unii Europejskiej nie chcą Polski wyprowadzać, a z drugiej strony takie komunikaty sugerują jednak co innego. Dlatego też kwestie wyjścia z UE, będą w debacie publicznej powracać.  Konsekwencją antyunijnej narracji może być w wymiarze długofalowym zmiana nastrojów społecznych dotyczących członkostwa w UE, ponieważ – powtórzę - kropla drąży skałę. Politycy partii rządzącej w swoich wypowiedziach nie są jawnie antyunijni, zdarzają się przecież jasne deklaracje prounijne, ale działania mówią co innego.

- Polacy są euroentuzjastami, tak przynajmniej wynikało z sondaży. Czy antyunijnymi wypowiedziami PiS nie zraża do siebie części wyborców?
- Proeuropejskie postawy są wśród Polaków stabilne i wysokie. Ludzie chcą być w Unii Europejskiej. I nie należy się spodziewać, że PiS zrobi przeciwko tej grupie jakiś nagły ruch.  Do swojego elektoratu PiS wysyła komunikaty podobne do tego, co powiedziała marszałek Witek: jesteśmy w Unii, ale na swoich zasadach. Unia jest fajna kiedy nam się przydaje, ale kiedy my musimy wypełniać obowiązki związane z naszym członkostwem w Unii, to już jest niefajna. Dla swoich wyborców PiS buduje obraz mocno wybiórczego członkostwa Polski w UE.  Opinie reszty społeczeństwa nie są dla obozu rządzącego specjalnie istotne. Zawsze jednak powinniśmy mieć z tyłu głowy historię Wielkiej Brytanii. Ktoś poruszył pierwszy kamyczek, który wywołał lawinę złych emocji, które zaczęły się manifestować w momencie większego kryzysu. Dlatego potrzeba dużej ostrożności z uruchamianiem antyunijnych emocji i takiej narracji w polityce. Nie ma w polityce rzeczy stałych.

- Czy aby polski rząd nie idzie na totalne starcie z Unią Europejską?
- Polska polityka międzynarodowa podporządkowana jest polityce wewnętrznej. W wymiarze praworządności w kraju zaczyna się tworzyć bałagan i chaos prawny, którego konsekwencje są i będą odczuwalne. To się przekłada na nasze relacje z całą wspólnotą. Pamiętajmy też, że zwarcie, na które prowadzą nas rządzący, będzie miało konsekwencje marginalizacji Polski w polityce międzynarodowej. Unia Europejska zaczyna być zmęczona nieprzewidywalnością Polski. Pytanie, jak długo to wszystko potrwa i jakie będą tego skutki? Do tej pory Unia nie spieszyła się z wyciąganiem konsekwencji wobec Węgier,  teraz ma problemy z dwoma krnąbrnymi krajami - z Węgrami i Polską. 

- Do tej pory rządzący potrafili się wycofać np. ze sporu o wycinkę w Puszczy Białowieskiej. Może podobnie będzie teraz?
- Ostatnim momentem rządowego mocowania się z UE mogą okazać się sankcje finansowe. Kary pieniężne są językiem bardzo zrozumiałym dla tego obozu. Jeśli rząd stosuje siłowy sposób uprawiania polityki, to argument finansowy powinien łatwiej dotrzeć do decydentów.  PiS na unijnych pieniądzach osadza znaczną część polityki na najbliższe miesiące.
 
- “Łamanie unijnego prawa przez Polskę musi się skończyć” czytamy w “Financial Times”, a “Washington Post” domaga się silnej odpowiedzi USA na projekt ustawy wymierzonej w TVN.
- Dla obserwatorów z zewnątrz jesteśmy fenomenem. Do 2015 roku byliśmy postrzegani jak kraj z byłego bloku postkomunistycznego, który obronną ręką przeszedł przez przemiany i dokonał cywilizacyjnego skoku. Tylko to się diametralnie zmieniło w odbiorze zewnętrznym.  O niepokojących sygnałach słyszy się nie tylko od polityków, ale płyną one z niezależnych ośrodków badawczych. To nie jest zmowa w ocenia Polski, po prostu pewne rzeczy – powiem jak naukowiec - widać w dostępnych danych.  Dziś znajdujemy się w zupełnie innym miejscu niż sześć - siedem lat temu jeśli chodzi o relacje z UE.

- Czy coś dobrego wynika z antyunijnej retoryki? Może “wstajemy z kolan”?
- “Wstawanie z kolan” skończyło się na krzykach i sianiu zamętu.Z takiej retoryki nic dobrego nie wynika, poza oczywiście realizacją politycznych celów obozu rządzącego. Póki co postawy proeuropejskie Polaków  są jeszcze silne, ponieważ wynikają z tego, że większość  ma świadomość sukcesu transformacyjnego, który odnieśliśmy dzięki  obecności w UE. Polityka nastawiona na zwarcie z Unią łamie natomiast poczucie stabilności i bezpieczeństwa i służy przede wszystkim polityce wewnętrznej prowadzonej przez obóz Zjednoczonej Prawicy.

- Rząd PiS chce być w Unii, czy nie chce?
- Polski rząd traktuje nasze członkostwa w UE wybiórczo i przedmiotowo. Chce być w Unii, ale na swoich warunkach. A z podpisanych traktatów wynikają konkretne zasady, na które się zgodziliśmy.  Nie spodziewam się w tej materii gwałtownych ruchów, a więc faktycznego Polexitu, ale działania Zjednoczonej Prawicy prowadzą nieuchronnie do osłabienia naszej pozycji w UE, ze wszystkimi tego konsekwencjami. 

Religia i etyka w szkole. Kto ma kształcić nauczycieli etyki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie