
Historia Umedy to gotowy scenariusz na powieść. Przyjechał nad Wisłę z japońskiej Mobary w 1963 r., w wieku niespełna 13 lat, niejako z synowskiej konieczności. Polskę bowiem w testamencie... zapisał mu ojciec – Ryōchū Umeda, mnich buddyjski.
„Polska w spadku”
Jak wspominał Umeda senior, gdy w 1922 r. wysłano go na studia do Berlina poznał Polaków podróżujących do kraju z Dalekiego Wschodu. Zaprzyjaźnił się z nimi i w efekcie przyjechał do Warszawy. Mieszkał w Polsce do 1939 r. i był nie tylko promotorem japońszczyzny, lektorem języka japońskiego, ale też barwną postacią życia towarzyskiego w Warszawie. Zmarł co prawda w Japonii w 1961 r., ale przedtem zdążył jeszcze ochrzcić się i przyjąć imię Stanisław.
„Na łożu śmierci powiedział żonie, że jego wolą jest by jeden z synów pojechał do Polski, dokończył prace, które on zaczął – tłumaczenie m. in. >>Faraona<<, >>Nocy i dni<< na japoński” – pisała Agnieszka Niewińska z portalu Tygodnik.TVP.pl w biograficznym tekście o barwnej familii Umedów.
Młodym Yoshiho zaopiekował się w Łodzi prof. Konrad Jażdżewski, archeolog, laureat medalu „Pro Ecclesia et Pontifice”, związany z radykalnie opozycyjnym „Ruchem”. Głównie dzięki niemu Yoshiho mógł rozpocząć samodzielne życie: studiował polonistykę i historię sztuki na Uniwersytecie Warszawski, a z czasem został przedstawicielem japońskich firm w Polsce.
Przedstawiciel na Azję
Umeda już na studiach związał się z antykomunistyczną opozycją. W latach 1976-1981 był współpracownikiem KOR, a następnie KSS KOR, działał głównie w środowiskach wydawnictw drugiego obiegu. Wielokrotnie był zatrzymywany przez milicję. „Ubecja mnie zwinęła, zostałem zamknięty na 48 godzin” – wspominał po latach w programie historycznym „Notacje”. „Jak już mają mnie przesłuchiwać to uznałem, że nie będę takim lojalnym, małostkowym człowiekiem. Zacząłem robić awanturę”.
Brał udział w I Krajowym Zjeździe Delegatów w Gdańsku, współtworzył związkowe radio, a w Tokio zorganizował nawet Centralne Archiwum Polskie, wydające pismo „Magazyn Polski”. Po 13 grudnia komunistyczne władze wydaliły go z kraju. Jego żona (japonista Agnieszka Żuławska) i dwójka dzieci zostali w Polsce. Na emigracji zajął się więc organizowaniem pomocy zagranicznej z Francji (świadkowie wspominają, że przedstawiał się publicznie jako „Przedstawiciel NSZZ >>S<< na Azję”).
W 1984 r. Umeda przyjął chrzest. Mało kto wie, że jego ojcem chrzestnym per procura był przewodniczący zdelegalizowanej „Solidarności” Lech Wałęsa, z którym Umeda zaprzyjaźnił się podczas tzw. „Karnawału Solidarności”. Do Warszawy wrócił dopiero pod koniec lat 80.

Polak bez obywatelstwa
Po powrocie do Polski w 1989 r. nie stał z boku: został obserwatorem obrad Okrągłego Stołu, a następnie włączył się w prace Komitetu Wyborczego Regionu Mazowsze. Choć był namawiany – nigdy nie zaangażował się w czynną politykę (ponoć Jacek Kuroń tłumaczył mu: „Yoshiho, najlepiej, żebyś się zajął biznesem, działalnością gospodarczą”).
On też wolał bardziej konkretne działania: zainicjował m.in. powstanie Polsko-Japońskiej Grupy Parlamentarnej, organizował spotkania japońskich delegacji z parlamentarzystami w Sejmie. Jako szef firmy YOHO ściągał nad Wisłę japoński kapitał, pisał ekonomiczne teksty w piśmie „Wokół Energetyki”.
Jak przypomina Agnieszka Niewińska z Portalu TVP, nigdy nie przyjął polskiego obywatelstwa. „Pytanie czy jesteś Polakiem czy Japończykiem, Eskimosem czy Żydem nie jest za szczęśliwe. Jeżeli masz w sobie język, historię, wiedzę o tym obszarze, o tym wycinku społeczeństwa, to nie musisz być wcale przedstawicielem tej nacji” – tłumaczył w wywiadach.
Pozostał wierny ideałom „S”. Dwukrotnie zeznawał przed sądem w sprawie pacyfikacji kopalni Wujek, potwierdzając zeznania autorów tzw. Raportu Taterników, który demaskował udział władzy w tragicznych wydarzeniach z 16 grudnia 1981 r.
Biografowie przypominają, że był również współzałożycielem i członkiem nieformalnej grupy weteranów „S” pod nazwą Konwent Seniorów „S”.

Pamięć o Umedzie
Wolna Polska doceniła polsko-japońskiego bohatera. Za swoją działalność prodemokratyczną Yoshiho Umeda został w 2006 r. odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, a w 2015 roku został pośmiertnie wyróżniony przez prezydenta Bronisława Komorowskiego Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej.
Trafił też do kultury popularnej. Jego sylwetka przedstawiana była w licznych tekstach dziennikarskich i reportażach, m.in. w 1995 r. stał się bohaterem filmu dokumentalnego „Góral z Tokio” w reż. Bożeny Garus-Hockuby, zaś jego niezwykłe życie opisane zostało szczegółowo w książce biograficznej „Wolny agent Umeda i druga Japonia” autorstwa Anny Nasiłowskiej.


