reklama

Smak musztardy i słońca

Adam WillmaZaktualizowano 
Uzdrowiciel i jego delfiny.
Uzdrowiciel i jego delfiny. Adam Willma
Trzy lata temu Kazimierz Karwot, emerytowany górnik z Rybnika, przeszedł Wielki Proces. Od tego czasu żywi się tylko pozaziemską energią, porusza się w czasie i produkuje eliksir bogów. W wolnych chwilach buduje klinikę pod Nowym Miastem Lubawskim.

     Media zajmują Karwotowi stanowczo zbyt wiele czasu. Na rozmowę godzi się pod warunkiem, że nie będzie musiał przerywać pracy. A pracuje nad letnią kuchnią przy swoim nowym domu we wsi Otręba. Siadam więc pokornie na ławeczce w cieniu przyglądając się, jak gospodarz wywija kielnią w asyście pomocnika przycinającego klinkierowe cegły.
     Kucharz, niewolnik i dotyk wiedzy
     
- Nazywają mnie różnie: światłożerca, elektryczny lekarz, ale najlepiej jak pan napisze "zaczarowany dotyk wiedzy miłości". To najlepszy tytuł, aż się dziwię, że nikt go nie użył - Karwot chrypliwym głosem przekrzykuje maszynę do cięcia ceramiki. Jest drobny, szczupły, jego twarz nie zdradza 54 lat. Przed kilku laty otrzymał informację "z góry", aby porzucić żonę i syna w Rybniku, wyjechać i przejść reinkarnację we własnym ciele. Od tego czasu z górnika Karwota, absolwenta szkoły podstawowej, pozostało jedynie ciało. Narodził się Mistrz.
     O poprzednich wcieleniach Karwot mówi z niechęcią.
     - W czasach faraonów byłem niewolnikiem, ale później byłem też kucharzem, dlatego potrafię dobrze gotować, byłem też artystą - wyjawia Karwot.
     Więcej wcieleń już nie będzie, ponieważ były górnik ma za sobą Wielki Proces, dzięki któremu czas przestał mieć dla niego znaczenie: - Podróżuję swobodnie w czasie i przestrzeni.
     Właśnie za sprawą tych podróży Karwot wziął się do leczenie innych: - Weźmy takie nowotwory. Podstawa to dotrzeć do przyczyn, a ja potrafię cofnąć i znaleźć je w dowolnym miejscu w przeszłości, potrafię dojść nawet do łona matki. A kiedy już zna się przyczyny, to likwidacja jest prosta - Karwot gestykuluje kielnią, a piekielna maszyna do klinkieru, jakby pod wrażeniem tego gestu, gaśnie. Mój gospodarz wygładza fugi (nie tak proste jak walka z rakiem) i kontynuuje wywód: - W ubiegłym roku skasowały się cztery nowotwory. Między innymi żołądek i sprawy kobiece. Najważniejsze, aby przed leczeniem wyzbyć się z egoizmu, bo egoizm niszczy tarczycę, a tarczyca ma wpływ na odporność organizmu.
     Słoneczny patrol, kolacja, jeep
     
W zasadzie miał ochotę zostać ascetą i zaszyć się gdzieś ze swoim darem płynącym z Kosmosu, ale tkwiła w nim wielka potrzeba pomagania innym, więc pomaga. A umie wiele: - Pan pójdzie ze mną, to panu pokażę - _Karwot odkłada kielnię. Obchodzimy budynek dookoła, na wschodnią stronę, gdzie przygrzewa słońce. - Ludzie nie mogą patrzeć prosto w Słońce, a ja - proszę bardzo - mnie to nie przeszkadza. Ja patrzę w Słońce i oglądam sobie od środka jego system energetyczny.
     
- Ciekawy?
     
- Ciekawy.
     
- A jak nie ma Słońca, to czym się pan żywi?
     "Zaczarowany Dotyk" patrzy na mnie z pobłażliwością, ale bez gniewu (od kiedy przeszedł Wielki Proces nic nie jest w stanie wyprowadzić go z równowagi):
- To podstawowy błąd. Czasem mówię, ze żywię się światłem, ale to nie jest słoneczne światło, ale energia, która jest wszędzie w Kosmosie. Więc w nocy też jest. W nocy nie głoduję.
     Najmniej energii jest w samolocie, dlatego pan Kazimierz nie lubi latać. - _Samoloty są z aluminium, a aluminium nie przepuszcza energii
- precyzuje. Ostatnio musiał jednak przełamać niechęć i wzbić się w przestworza na zaproszenie biznesmena z hiszpańskiej Malagi: - Któregoś dnia zobaczyłem mężczyznę, który przyjechał wielkim jeepem. Otrzymał wizję zbudowania miasta żywiącego się światłem. Prosił, abym mu w tym pomógł - tłumaczy Karwot, który w tym czasie przestał już obserwować procesy energetyczne na Słońcu i sięgnął po karmę dla kolorowych karasi, które zasiedliły ozdobną sadzawkę: - One czują energię. Kiedy je wołam, przypływają, pozwalają się głaskać. Teraz nie chcą, pewnie boją się obcej osoby. Bardzo lubię zwierzęta, ale one niestety też często chorują. Przylatuje do mnie sokół, bo dobrze wiem, co mu dolega. Pomagałem też chorym delfinom w Morzu Czarnym.
     Dzieci, delfiny, musztarda
     
Delfiny to ulubione stworzenia uzdrowiciela z Otręby. W domu na komodzie ustawił portret delfina w ramkach, na ścianie namalował fresk z morskimi ssakami (w poprzednim wcieleniu był między innymi artystą), po drugiej stronie okna umieścił inne dzieło - dzieci tańczące w kółku (- Dzieci też lubię).
     Siadamy przy kuchennym stole, pan Kazimierz z plastykowych butelek nalewa brązowy płyn z lekkim osadem, w smaku przypominający kwaśne piwo. - To kampucza, mój napój - herbata, cukier i grzybki z Tybetu. Kampucza pomaga bakteriom w jelicie grubym, a jelito grube, jak wiadomo to drugi mózg.
     - Ale dlaczego właściwie pan nie je?
     - Bo przeszedłem Wielki Proces, nie muszę jeść.
     - A te pomidory i szczypiorek w ogródku?
     - To dla żony, ona jeszcze je, ale już niewiele. Pracuje nad sobą.
     - I nie ma pan czasem ochoty na bigos czy ogórkową?
     - Mam ochotę na ostre smaki. Dlatego poliżę sobie od czasu do czasu musztardy albo cytrynę, smak barszczu też lubię.
     Komar, znak i fermentacja
     
Bez picia Karwot w zasadzie też mógłby sobie poradzić, ale rzadko to praktykuje. Najczęściej w podróży. Wówczas jego szyszynka produkuje eliksir bogów, który zbiera mu się w ustach: - Kiedyś wyprodukowałem go dla filmowców z telewizji.
     - Smakowało im?
     - Nie spróbowali. Ale karmię tym żonę, to jest doskonałe na zmarszczki. Ja też, gdybym tylko chciał, mógłbym wyglądać na 30-latka, bo tak, jak mówiłem, mogę poruszać się w czasie.
     Prosty reporter może nie poznać się na zdolnościach Karwota, ale "mistrzowie chodzący po ziemi" rozpoznają się bez trudu. Po "znaku": - Mam go na ciele.
     - Gdzie dokładnie?
     - Tego nie mogę powiedzieć.
     Wracamy na budowę, pomocnik czeka już ze świeżo dokrojonymi cegłami, które pan Kazimierz układa w fantazyjny łuk. - Niech pan się przyjrzy, żaden komar na mnie nie siada.
     - Bo tu nie ma komarów.
     - Ale nawet jak chodzę po lesie, nie mam się czego obawiać.
     - Boją się?
     - Nie, wiedzą, że ze mnie nie napiją się białka. Jak człowiek je, zwłaszcza mięso, wszystko w środku fermentuje i ściąga robactwo. A na mnie komar może usiądzie, ale zaraz odleci - Karwot wymownie strzepuje koszulkę, na której namalował siebie samego po przemianie, czyli coś w rodzaju komety.
     Energetyczny haj, apokalipsa, kluczyk
     
- Jestem na miłosnym haju z energią - wyjaśnia. - Niektórzy są na miłosnym haju fizycznie, a ja jestem na energetycznym haju. Wszystkich kocham, pana również.
     Niestety, miłość pana Kazimierza do rodzaju ludzkiego nie potrwa długo, bo w 2012 roku czeka nas koniec świata. - Apokalipsa, to znaczy, że cywilizacja wejdzie w nowy poziom energetyczny, zapanuje nowa cywilizacja, która nie będzie już cywilizacją ludzi - prorokuje pan Kazimierz z uśmiechem i uspokaja. - To nic nowego, na Ziemi żyło już wiele cywilizacji.
     Łatwo powiedzieć, jeśli przeszło się Wielki Proces i życie wieczne ma się w kieszeni.
     - Fajnie mieć taką energię - _zatapiam sie w melancholii.
     
- Niektórzy nie mogą znieść tego poziomu naenergetyzowania. Nie są w stanie pracować na mojej działce. Zresztą to pomaga w różnych sytuacjach. Mogę na przykład pojechać do Warszawy (przed domem Karwata stoi granatowe audi hatchback), zostawić klucze w stacyjce i pójść do miasta. Nikt go nie ruszy.
     
- Kurczę... - skręca mnie zazdrość. - Próbował pan?
     
- No... nie, wie pan, to samochód żony.
     Dach, trupy, lodówka
     
Póki co, Kazimierz Karwat nie przejmuje się apokalipsą. Klinika stoi w stanie surowym.
- Dokończę jeszcze dach, a z wykończeniem trzeba będzie poczekać na hojnego sponsora.
     Sponsorzy przyjeżdżają z różnych zakątków Polski, żeby poddać się terapii albo spróbować Wielkiego Procesu. Do tej pory na żywienie światłem przeszły u Karwota dwie osoby. Nie wszyscy mogą dostąpić przemiany, dlatego niektórych Karwot prosi, aby ćwiczenia kontynuowali w domu:
- Nie chce mieć trupów u siebie.
     Częściej przyjeżdżają ci, którzy chcą, żeby Zaczarowany Dotyk ich uleczył. Godzinna sesja kosztuje tyle, ile wizyta u lekarza specjalisty, kilkudniowe sesje to już inna para kaloszy - negocjuje się indywidualnie.
     
- Na czym polega sesja? - dopytuję.
     
- Nic szczególnego, samo przebywanie w mojej obecności to ogromna dawka energii.
     
- A jeśli pacjent przyjeżdża z zaawansowanym nowotworem?
     
- Niektórzy mają karmiczny zapis, że musza umrzeć.
     
- I co wtedy?
     
- Wtedy przygotowuję ludzi do śmierci.
     Chłodny wiatr sprawia, że wychodzimy z cienia na słońce. Nie ma jak energia słoneczna.__
     - _A z tym jedzeniem...
- sprawa nie daje mi spokoju. - Nie podjada pan w nocy z lodówki.
     - Niektórzy tak mówią, a ja się z nimi nie spieram. Nie potrafię się denerwować, jestem w innym wymiarze.
     - Ludzie nie mają pretensji, że nawet pan nie spróbuje poczęstunku?
     - To nie tak. Czasem coś zjem, żeby się nie tłumaczyć z tego wszystkiego. Ale wyłącznie z grzeczności. Na tym to właśnie polega - mogę zjeść, ale nie muszę. Jeśli jem, to nie po to, żeby przeżyć. Do przeżycia wystarczy mi energia.
     Piwo, michałki i kask
     
Wyjeżdżając od Karwota polną drogą pomiędzy łanami żyta czuję niepokojący ucisk w żołądku. Czyżby głód? Na wszelki wypadek uchylam szybę w samochodzie, żeby napuścić energii. Bez skutku. Dopiero dwie bułki w wiejskim sklepiku i wafelek w czekoladzie (- Pan Karwot zwykle przychodzi po piwo i michałki) dają poczucie ulgi. Upokorzony słabością własnego organizmu wdaję się w pogawędkę z listonoszem. Jemu też nie wychodzi z tą kosmiczną energią. - Wszystko przez kask, który trzeba zakładać na motor - dochodzimy do wniosku. - Energia nie może się przebić.

60 Sekund Biznesu: Wyczerpuje się imigracja ukraińska

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3