- Patrząc na Wąbrzeźno okiem przedsiębiorcy, myśli pan: "mamy duży potencjał" czy raczej "jesteśmy skazani na marazm"?
- Mając 15 lat wyjechałem do Torunia, do szkoły. Już wówczas wielu mieszkańców sądziło, że w Wąbrzeźnie nie da się nic osiągnąć. Podczas studiów zdecydowałem się jednak wrócić. Znalazłem pracę, otworzyłem też własny biznes. To bardzo ważne, żeby ludzie chcieli zostawać w naszym mieście, a co najważniejsze zostawiać w nim swoje zarobione pieniądze. Niestety, wielu mieszkańców wyjeżdża i jeśli tak będzie dalej, za kilka lat zapanuje u nas totalny marazm. Musimy zrobić wszystko, by się tak nie stało.
- Ludzie uciekają, bo boją się bezrobocia. Dziwi się pan im?
- Wręcz przeciwnie, doskonale ich rozumiem. Ważne jest jednak, żeby próbować ich przekonać, że także w Wąbrzeźnie można osiągnąć sukces. Trzeba tylko odważyć się i spróbować. Zauważam, że coraz więcej osób decyduje się na własną firmę. Widać to po ilości wniosków, które wpłynęły do Urzędu Miejskiego w ramach unijnego projektu "Pomysł na firmę". Gdyby chociaż kilkunastu mieszkańcom udało się rozkręcić i utrzymać planowane biznesy, to dla miasta miałoby to duży wpływ.
Więcej na strefabiznesu/pomorska.pl