Zorganizowała czytelnię czasopism w Unisławiu

Jolanta Zielazna, [email protected]
Z Unisławskiej Czytelni Czasopism korzysta prawie stu mieszkańców. Grażyna Bartkowska, autorka pomysłu - w środku.
Z Unisławskiej Czytelni Czasopism korzysta prawie stu mieszkańców. Grażyna Bartkowska, autorka pomysłu - w środku. autorka
Gdyby nie synowie, Grażyna Bartkowska najprawdopodobniej nie wystartowałaby z pomysłem czytelni czasopism. - To im zależało, żebym wyszła z domu - nie ukrywa. Dzięki Grażynie od kilku miesięcy w niewielkim Unisławiu (pow. chełmiński) działa wypożyczalnia czasopism. Pomysł "kupiło" wielu mieszkańców.

Ponad 80 tytułów na półkach

Tak powstała Unisławska Czytelnia Czasopism.

Jest środa, ale równie dobrze mógłby być piątek czy poniedziałek. W tygodniu, od godz. 14 w niewielkim pokoiku w centrum Unisławia, tuż przy targowisku, przez dwie godziny można przyjść i wypożyczyć czasopisma. Cała ściana zastawiona półkami. Tytułów - ponad 80! Od tygodników po miesięczniki, Od "Zwierciadła" i "Twojego Stylu" po "Świat seriali" i "Twoje imperium", od "Polityki" i "Angory" po "Gościa Niedzielnego", od "Wiadomości wędkarskich" po "Piłkę nożną". Coś dla siebie znajdą nastolatki, zainteresowani komputerami, historią czy psychologią.

Tomasz Kłaput, student drugiego roku stosunków międzynarodowych w Toruniu lubi czytać. No i chce być na bieżąco. - A finanse nie pozwalają na kupowanie wszystkiego, co chce przeczytać.
Zauważam, że wiele tych tytułów znajdzie przecież w internecie. - To nie to! - śmieje się. - Wolę papierową gazetę. Poza tym w internecie oczy się męczą.

Co chwilę ktoś przychodzi. Młodzież, mamy z dziećmi, małżeństwa. Tu można wpaść po drodze, zamienić kilka słów. Jerzy Cyrski dla siebie wziął "Newsweek", "Angorę" i "Wprost", dla żony - "Poradnik domowy". - Przyjdziemy jutro na dyżur, to oddamy - mówi.
Wypożyczających jest blisko setka. Głównie mieszkańcy Unisławia, ale są i osoby z niedalekiego Grzybna.

Poradziła sobie z trudnymi szkoleniami

Grażyna Bartkowska bardzo krótko pracowała zawodowo. - Byłam zajęta domem, wnukami, nawet do koła emerytów nie należałam - przyznaje. - To synom zależało, żebym wyszła z domu.
Pomysł czytelni czasopism narodził się jednak w jej głowie. Wtedy, kiedy stwierdziła, że nie stać jej na prenumerowanie tylu gazet, co kiedyś. A czytać lubi i czyta dużo. Gminna biblioteka nie ma tyle czasopism.

Stąd był już tylko krok do poszukania kogoś, kto pomoże pomysł wcielić w życie i wesprze pieniędzmi. Tym kimś okazało się Towarzystwo Inicjatyw Twórczych "ę" i Polsko-Amerykańska Fundacja Wolności. One co roku ogłaszają konkurs "Seniorzy w akcji". Na pomysły, które osoby w wieku 55+ chcą zrealizować dla lokalnej społeczności, swojego środowiska.
Ponieważ potrzebne jest wsparcie instytucji - partnerem zgodziło się być Unisławskie Towarzystwo Historyczne.

Początkowo Grażyna myślała o mobilnej wypożyczalni - młodzież miałaby nosić tytuły starszym mieszkańcom do domu. Okazało się, że to za duża odpowiedzialność za młodych. Stanęło na wypożyczalni w miejscu. Z dzisiejszej perspektywy można powiedzieć, że chyba lepiej, iż tak się stało.

Czytelnia działa od października ubiegłego roku. Zanim do tego doszło, autorka pomysłu musiała przejść kilka szkoleń. Już po wstępnej kwalifikacji, na pierwszym spotkaniu w Toruniu dużo projektów nie przeszło przez pierwsze sito. Jej pomysł się spodobał, ale trzeba było napisać plan finansowy. Tu pomogło towarzystwo historyczne.

Później były szkolenia w Warszawie. Przeżyciem był sam wyjazd do stolicy. - Tam spotkałam wspaniałych ludzi, którzy mieli mnóstwo pomysłów, a mój był zupełnie inny - wspomina Bartkowska. - Prócz mnie może jeszcze tylko jedna osoba była taka, jak ja, która wcześniej żadnymi projektami się nie zajmowała. Szkolenia były trochę trudne - nie kryje - ale poradziłam sobie.
Pojawiały się problemy ze znalezieniem miejsca na wypożyczalnię. Trochę wszystko trwało, ale w październiku wreszcie zaczęli.

Pogawędki w czytelni

Grażyna sama czytelni nie prowadzi. Do projektu zaprosiła mieszkańców. - Zapraszałam znajomych, mniej znajomych i przez znajomych - mówi. Wyłoniła się grupa, która ustaliła dyżury i codziennie przez dwie godziny dwie osoby zapisują, co kto wypożycza, przyjmują zwroty, prowadzą karty czytelników.

Tego dnia dyżurowały Marianna Brzozowska i Kazimiera Kuna. Pani Marianna to emerytowana nauczycielka wychowania przedszkolnego, dyrektorka przedszkola. Chciała pracować dłużej w swoim zawodzie, ale się nie dało. Przeszła na emeryturę. Nie lubi siedzieć i nic nie robić. - Jak zostałam zaproszona do projektu to się ucieszyłam! - mówi. - Bardzo! Przyszłam, zobaczyłam i zostałam.

- Gdybyśmy były niezadowolone, to byśmy tu nie przychodziły - mówi dyżurująca z nią Kazimiera Kuna. Ona działa społecznie od ponad 50 lat. Najpierw długo w Kole Gospodyń Wiejskich (- Pokochałam tę pracę, lubię pomagać ludziom), później zaangażowała się w stowarzyszenie "Pomocna dłoń" dla dzieci niepełnosprawnych. - Ostatnie trzy lata się nie udzielałam i brakowało mi tego - nie ukrywa.

Nie wiadomo kiedy czytelnia stała się czymś więcej niż tylko miejscem, gdzie można pożyczyć gazety. Niektórych zachęciło to do wyjścia z domu. - Codziennie można się spotkać - dodaje Grażyna Branicka, która przyszła wymienić gazety.

Można też wymienić informacje, spotkać znajomych, wymienić się książkami, powiedzieć, czy się podobały, wypić kawę. Przystanąć w biegu, a potem iść dalej.
Potrzebne jest takie miejsce, wszędzie. Nawet w niedużej wsi, gdzie - wydawałoby się - wszyscy co i rusz spotykają się w sklepie, na rynku, w kościele. Ale to nie to samo.

Działanie ich napędza

Z reguły, większość z grupy, którą włączyła się w czytelnię, gdzieś już działa. Bo w Unisławiu dużo się dla seniorów dzieje. Przy Gminnym Ośrodku Kultury są dwa chóry. - To taki narkotyk, że czekamy na wtorek, kiedy są próby - cieszy się pani Marianna.

Chodzą z kijami. - Na początku na wsi wytykano palcami tych, którzy z kijami spacerują! Teraz pół wsi tak chodzi i nikogo to nie dziwi! - śmieją się panie.
Przy GOK działa też Akademia Dorosłego Człowieka. Seniorzy spotykają się co piątek. Są pogadanki, zajęcia z rękodzieła.
- To wszystko nas napędza - mówi Marianna.

O Grażynie Bartkowskiej wyrażają się z podziwem. Jak był tłusty czwartek, to i pączki zorganizowała, na Dzień Kobiet wyjazd do Ostromecka.
Projekt trwa do końca czerwca. Ale grupa wierzy, że zainspirują swoją liderkę do następnych pomysłów.

Co Grażynie Bartkowskiej dał udział w projekcie? Mówi, że "przetarła się troszkę", ale musi ochłonąć, bo przeżywa to bardzo. - Dziś, z perspektywy czasu myślę, że to była bardzo fajna, choć dla mnie trudna przygoda. Inni startujący uczęszczali na uniwersytety trzeciego wieku, robili różne projekty. Ja nie miałam takiego doświadczenia.
- Bardzo ciężkie to było, ale bardzo się cieszę. Ale też dobrze, że was mam - zwróciła się do osób, które były w czytelni. - Bo mnie wspieracie.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie