- To skandal! Niektórzy umieją bogacić się na cudzym nieszczęściu! - komentuje Anna Kołodziejska z Rojewa. - To ciekawe, że mamy bardzo drogie usługi bankowe, co raczej nie idzie w parze z ich poziomem. Mam konto w PKO BP. Gdy jest jakaś sprawa do załatwienia w banku, muszę jechać do pobliskiego Inowrocławia. I jeszcze nie zdarzyło się, bym nie musiała stać w ogromnej kolejce do bankomatu lub kasy i by wszystkie okienka były czynne.
Na Zachodzie płacą mniej
Niezależnie od tego banki chcą zarobić na klientach jak najwięcej.
- Rekord w pierwszym kwartale tego roku pobił BPH - informuje Katarzyna Siwek, ekspert z firmy doradczej Expander. - Zarobił na prowizjach aż o 100 procent więcej niż w analogicznym okresie zeszłego roku. Prawie taki sam wynik osiągnął Bank Millennium, zaś np. Pekao uzyskało 57 procent większe dochody z tego tytułu, a PKO BP - 46 proc. Więcej pieniędzy banki mają z opłat niż z działalności kredytowej. Oznacza to, że w kryzysie banki nie rozwijają działalności, ale sięgają do kieszeni klienta - zaznacza Siwek.
Oferta banków jest oczywiście bardzo zróżnicowana. Do tego stopnia, że za to, co jeden oferuje za darmo, inny każe sobie słono płacić. Przykładowo prowizja za udzielnie kredytu hipotecznego może wynieść od 0 do 15 procent.
Tymczasem banki w innych państwach europejskich nie mogą się pochwalić takimi wynikami, co oznacza, że ich klienci płacą mniej za usługi. I tak np. węgierski OTP zarobił na prowizjach więcej o 30 proc., a czeski Komercni Banka - 35 proc. W rozwiniętych krajach Unii Europejskiej mamy też m.in. ING z 20-proc. zyskiem, hiszpańskiego Santandera (35,5 proc.), austriackiego Erste (36,3 proc.), włoskiego UniCredit (39,7 proc.). Nawet we francuskim BNP Paribas, gdzie szczegółowe dane można uzyskać jedynie dla bankowości detalicznej, która charakteryzuje się najwyższymi marżami, wynik jest gorszy niż osiągnięty przez nasze banki.
Potrzeba świeżej krwi
Konsekwencją podwyższania prowizji może być to, że rynek stanie się atrakcyjny dla nowych graczy. Świeża konkurencja może mieć w przyszłości wpływ na atrakcyjniejsze ceny usług bankowych. - Na rynku ciągle jest miejsce na nowe banki - pociesza klientów Marek Zuber, analityk rynków finansowych w firmie Dexus Partners.
- Gdy rozpoczynały działalność Eurobank czy Noble Bank, komentowano, że nie mają żadnych szans na przetrwanie. A jednak, oba banki, osiągnęły duży sukces. Wystarczy więc umiejętnie wypromować kolejną markę, choćby właśnie atrakcyjnymi cenami.
Marek Zuber uważa, że uzasadnione jest działanie banków, jeśli podniosły prowizje i marże przy udzielaniu kredytów hipotecznych: - To w tej chwili duże ryzyko. Banki potrafią je ocenić i dlatego mniej osób ma szanse na pożyczkę i jest droższa. Jednak zupełnie nieuzasadnione ekonomicznie jest między innymi podnoszenie opłat za prowadzenie kont. Banki na siłę szukają pieniędzy. Wykorzystują moc, jaką bez wątpienia ma słowo kryzys.
Pocieszające jest to, że banki nie będą w nieskończoność podnosić prowizji. Na rynku, wcześniej czy później, pojawią się nowi gracze z milionami w depozytach, a nie w kredytach u klientów. Zaczną dyktować ceny. Potencjał znacznego podnoszenia opłat i śrubowania w ten sposób wyniku jest więc niewielki. To są raczej doraźne działania, które w perspektywie czasu mogą nawet zaszkodzić. W myśl przysłowia "nosił wilk razy kilka..."
