Kobieta z kilkunastoma innymi bezdomnymi mieszkała w budynku po noclegowni, przy ul. Zygmunta Augusta. Nielegalni lokatorzy nie chcieli wyprowadzić się z rudery. Tu mieli i dach nad głową, i prąd, i bieżącą wodę.
Komornik wkroczył do akcji. Przez ponad rok prosił, błagał. A oni nic - obiecali mu, że za tydzień czy dwa się wyniosą. Kilka osób się wyniosło.
Czytaj: Straciła dach nad głową. Teraz mieszka w fotelu. Pod chmurką
Jako przedostatni - pan Krzysztof. Komornik go eksmitował. Pierwszą noc bezdomny mężczyzna spędził pod chmurką, potem koleżanka (która też kiedyś była bezdomna) pomogła mu załatwić mieszkanie.
Została pani Lusia. Sama. Dwa miesiące temu zmarł jej partner, tutaj - w eksnoclegowni. Od kilkunastu lat byli ze sobą. Poznali się jako bezdomni, właśnie na Zygmunta Augusta.
Emerytka dostaje co miesiąc 816 złotych. To jej jedyny dochód. Na wynajem mieszkania nie było jej stać. Zarzekała się, że do schroniska nie pójdzie. Nie ma co ukrywać: ona nadużywa alkoholu, a w placówce picie jest zakazane. Zapowiadała jednak za każdym razem, że za kilka dni się wyprowadzi.
- Bo już mi znajomi mieszkania poszukali - mówiła.
Ale nie poszukali.
Bezdomna nie chciała pomocy od pracownika socjalnego, od komornika też nie.
Pani Lusia, gdy ekipa komornika wyniosła jej meble i sprzęty, a robotnicy budowlani zamurowali wszystkie wejścia i okna w budynku, rozstawiła mały namiot na podwórku przy noclegowni. Przez tydzień spała w fotelu, przed tym namiotem. W środku nie mogła, bo tam schowała swój dobytek.
Towarzyszyła jej koleżanka, też bezdomna. Jedna spała w dzień, a druga pilnowała rzeczy. Nocą było odwrotnie. Często razem piły.
Wreszcie kobieta się wyprowadziła. - Pani Lusia zamieszkała w wynajętym pokoju, na Bocianowie - mówi pani Iza, która mieszka w budynku sąsiadującym z dawną noclegownią.
I pod nowym adresem podobno znowu pije.
Czytaj e-wydanie »