Adres: 20 Stycznia 17

GIZELA CHMIELEWSKAZaktualizowano 
Mieszkanie Doroty i Jerzego Chrapkowskich, w suterenie (dziś jest tu sklep spożywczy), codziennie zmieniało się w stołówkę dla aktorów z Teatru Polskiego. Obiady jadał m.in. Mieczysław Wielicz.
Mieszkanie Doroty i Jerzego Chrapkowskich, w suterenie (dziś jest tu sklep spożywczy), codziennie zmieniało się w stołówkę dla aktorów z Teatru Polskiego. Obiady jadał m.in. Mieczysław Wielicz. Fot. Wojciech Wieszok
O kamienicy, w której mieszkał Zbigniew Raszewski i wiele innych osób.

W biurze Miejskiego Konserwatora Zabytków znajdują się dokumenty, w których opisano kamienicę przy ul. 20 Stycznia 17. Zawarto tam informację o położeniu domu, jego historii, detalach architektonicznych, potrzebie renowacji. Z oczywistych względów nie ma tam miejsca na sentymenty i wspomnienia. Ale my możemy sobie na to pozwolić - chociażby z tego względu, że właśnie w tej kamienicy mieszkał Zbigniew Raszewski.

Widok na park Bismarcka
Historia kamienicy zaczęła się na początku XX w., w tym czasie, kiedy centrum Bydgoszczy otrzymywało nowe oblicze, wzbogacając się o okazałe domy. Jak zapisano w "Karcie obiektu", przygotowanej w 1997 r., wzniesiono go "prawdopodobnie wg projektu Paula Bohma, który był pierwszym właścicielem".

Niestety, sprawdzić tej informacji dziś w aktach nie można, bo zaginęły w Archiwum Państwowym jeszcze w 1989 r. Co ciekawe, w księdze adresowej - "Adressbuch" - kamienicę ujęto dopiero w 1909 r. Figuruje tam przy ul. Goethestrasse. A jako pierwszy z lokatorów wymieniony jest właśnie Paul Bohm - architekt i mistrz murarski, właściciel liczącego się w Bydgoszczy biura projektowo-budowlanego.

Budynek wzniesiony przez niemieckiego architekta, robił wrażenie. Jak na tamte czasy był to dom komfortowy - z centralnym ogrzewaniem, z salonami ozdobionymi bogatą stolarką i stiukami, witrażowymi szybkami, z łazienkami, pokojami dla służących na poddaszu, oddzielnym wejściem kuchennym, itd. Kamienica przeszło dziesięć lat służyła dobrze sytuowanym Niemcom, ciesząc ich komfortem i przepięknym widokiem z okien na powstały wcześniej, bo w 1901 r. park Bismarcka i na ulicę Bülowa, gdzie rosnące wiązy połączono girlandami winobluszczu.

Naprzeciwko kamienicy w ogrodzie stał murowany pawilon z dużą salą, wykorzystywaną na zebrania, tańce i przedstawienia teatralne. Nosił nazwę "Elysium". Domy z sąsiedztwa - równie eleganckie i okazałe - zaprojektowane były przez innych ówczesnych, znanych bydgoskich architektów: Rudolfa Kerna, Ericha Linderburgera czy Józefa Święcickiego.

Widok na park Kochanowskiego

Po 1920 r. dom zmienił lokatorów przyjmując pod swój dach Polaków ceniących sobie wygodę i mogących za nią dobrze zapłacić. Nazwę ulicy też szybko zmieniono - na 20 Stycznia 1920 r. Nowi lokatorzy mieli teraz widok na park im. Jana Kochanowskiego i na Aleje Mickiewicza. Mieszkańcami byli m.in. kupcy, oficerowie, urzędnicy, uciekinierzy ze Wschodu, szefowie zakładów, w tym Konstanty Piradoff, dyrektor znanej bydgoskiej firmy "Persil". On, jako jeden z nielicznych, miał telefon.

Pod koniec lat 30. do mieszkania na I piętrze wprowadził się Zbigniew Raszewski z rodzicami. Dzięki jego "Pamiętnikowi gapia" można dziś zajrzeć do kamienicy i na sąsiadujące z nią ulice. Stąd m.in. 3 września ojciec pana Zbigniewa wyruszał na wojnę, aby kilka miesięcy później przysłać pod ten adres kartkę ze Starobielska.

Dzięki książce wiadomo, że we wrześniu 1939 r. Aleją Mickiewicza, dzień i noc, ciągnęły sznury samochodów, zarekwirowane Polakom przez Niemów. Wiemy, że przez mieszkanie państwa Raszewskich przewinęli się sowieccy oficerowie, szeregowcy, czasami wykształceni, czasami nieokrzesani. Tu gościli również francuscy jeńcy wojenni. Pewnego dnia tam, gdzie jest obecnie wejście do teatru, oficer Armii Czerwonej wygłaszał przemówienie, żegnając wyjeżdżających na front w 1945 r. Na ulicach stały wówczas ciężarówki wypełnione wojskiem ze Wschodu. W tym samym roku rosyjscy żołnierze przez Mickiewicza pędzili wielkie stado krów, zarekwirowane w podbydgoskich wioskach.

Po wojnie Zbigniew Raszewski wyprowadził się do Poznania, potem do Warszawy. Tam kierowany sentymentem do "miasta B" - jak pisał o Bydgoszczy - poświęcił mu "Pamiętnik gapia". Kto czytał tę książkę na pewno wie, jakie ważne dla naszego miasta dzieło.

Widok na Teatr Polski

W czasie wojny eleganckimi wnętrzami kamienicy ponownie cieszyli się Niemcy, zajmując miejsca wysiedlonych Polaków, w tym rodziny pana Raszewskiego.

Cieszyli się też starą nazwą ulicy - Goethestrasse. Po 1945 r. znowu zagościli tu Polacy - ci dobrze sytuowani, ale i ludzie, którzy musieli zaczynać wszystko od nowa. Krótko mieszkali przy ul. 20 Stycznia 1920 r., bo nowym władzom bardziej odpowiadała nazwa 24 Stycznia 1945 r. Na szczęście nazwa, Aleja Mickiewicza, władzy nie raziła.

Kamienica - jak tysiące wówczas - zamieniła się w dom z "mieszkaniami kołchozowymi". Kiedyś służyła jednej rodzinie, po wojnie - w najlepszym wypadku dwóm. Nikt nie grymasił, bo nowych domów brakowało. "Dzień dobry" mówili sobie ludzie przesiedleni z Kresów Wschodnich, dawni mieszkańcy Włocławka, którzy przyjechali tu zrobić urzędniczą karierę, artyści, ale i robotnicy. W dawnych pokojach państwa Raszewskich zamieszkała rodzina adwokata Nuszla. Piętro wyżej rozlokowali się m.in. śpiewacy z opery. Przed południem robili sobie "domowe próby", co słychać było chyba aż na strychu.

Z kolei mieszkanie Doroty i Jerzego Chrapkowskich, w suterenie (dziś w tym miejscu jest sklep spożywczy), codziennie zmieniało się w stołówkę dla aktorów z Teatru Polskiego. Obiady jadał tu maestro Mieczysław Wielicz! - Schodziła się tu śmietanka teatralna Bydgoszczy - wspomina dr Barbara Guzińska, w tamtych czasach Glińska, z mieszkania nr 7. - Zapamiętałam Roberta Satanowskiego, w oficerskich butach, z kozacką urodą. Przychodził tu pan Konieczka i wiele innych znakomitości.

Z okien kamienicy rozciągał się widok na gmach Teatru Polskiego (stanał w 1949 r. na miejscu "Elysium"). Kiedy córka państwa Chrapkowskich, kilkuletnia Hania, wystąpiła na scenie w bajce, wszystkie dzieci z okolicy długo były tym faktem poruszone. Niedługo później powód do poruszenia mieli dorośli mieszkańcy kamienicy z ul. 24 Stycznia 17. Okazało się bowiem, że żona adwokata Bochaczyka z trzeciego pietra, zabrała córki i "po cichu" wyjechała do Australii. Raz nawet przyszła od niej paczka, pachnąca słońcem i dostatnim życiem. Czy to rzeczywiście tylko przypadek, że wiele lat później kolejny lokator związany z tym mieszkaniem - Lech Wieczorek - przeprowadził się na antypody?

Jednych wzruszała świątynia sztuki, innych - raczkująca w mieście motoryzacja. Marzący nie o wielkiej sztuce, a o czterech kółkach mieli z czasem w zasięgu wzroku aż dwa samochody parkujące na Al. Mickiewicza. Jeden z nich - chyba simca - należał do pana Radomskiego, właściciela sklepu z galanterią na Al. 1 Maja. Wtedy naprawdę długo trzeba było czekać, aby na ulicy pojawiło się jakieś auto.

Nie brakowało też akcentów happeningowo-artystycznych. W drugiej połowie lat 60. lokatorzy kamienicy mogli oglądać w parku wielkie pucowanie pomnika "Łuczniczki", którym zajęła się Joanna Jonscher. Był tam wówczas i poeta Zdzisław Pruss. Co do pani Joanny - zdarzało się, że gdy spacerowała przed teatrem ze swoimi pudelkami, dorośli z kamienicy przy ul. 24 Stycznia 17, którzy nie znali się na sztuce ani na jej muzach, straszyli zacną artystką swoje pociechy. Szczęście, że ona o tym nie wiedziała.

Były też akcenty sensacyjne, gdy milicyjny gazik z piskiem opon pędził przez parkowe alejki. Po co? Za kim? Gazety tego zdarzenia nie odnotowały. No i wreszcie akcenty filmowe - naprzeciwko kamienicy, na ścianie domu za teatrem wymalowano ekran kinowy. W ciepłe, letnie wieczory na seanse schodziła się cała okolica. Czy ktoś to jeszcze pamięta?

Czasami było śmiesznie, czasami strasznie, jak np. w latach 1966-1968 podczas kapitalnego remontu, który przypominał horror. Nie było wody, nie można było korzystać z łazienek. Jedno z mieszkań na 3 piętrze straciło tralki na balkonie, które zastąpiono metalową balustradą. Z korytarza zniknęły śliczne polichromie. Dziwne, że w konserwatorskiej "Karcie obiektu" na temat malowideł nie ma ani słowa.

Czyżby o nich zapomniano?

W 1994 r. kamienicę przy ul. 20 Stycznia 17 wpisano do rejestru zabytków. Zdaje się, że obecnie budynek czekają kolejne zmiany.

Przez wiele lat - za czasów, gdy obowiązywała nazwa: 24 Stycznia 1945 r. - był to również mój dom. Wspominam go z sentymentem. Chyba z równie wielkim, jak ten, z którym profesor Zbigniew Raszewski, historyk teatru i pisarz, przez całe życie wspominał Bydgoszcz.

polecane: Flesz: otyłość zabija Polaków, problem rośnie i dotyczy nastolatków

Materiał oryginalny: Adres: 20 Stycznia 17 - Gazeta Pomorska

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3