Ambroży Figiel wierny tucholskiej firmie Hydrotor [zdjęcia]

(jw)
Pan Ambroży pokazuje  numer  z fabryki.
Pan Ambroży pokazuje numer z fabryki. Janina Waszczuk
Zaprosił "Pomorską", aby opowiedzieć o swoim życiu. Skłoniła go do tego uroczystość, która była niedawno, 70-lecie "Hydrotoru".

Historia tucholanina Ambrożego Figla

Bo właśnie z tym zakładem pracy życie pana Ambrożego ściśle się łączy. Ma teczkę, w której skrupulatnie składa ważne dokumenty ze swojego życia od najwcześniejszych lat młodości. Ma zachowany numer z obozu pracy, kartę pracy z tego obozu, która uratowała mu życie, kiedy z kolegą uciekali stamtąd, legitymacje, świadectwo maturalne i i różne zaświadczenia, dyplom od ministra rolnictwa oraz dyplom z uroczystości 50-lecia, 60-lecia "Hydrotoru", ale z 70-lecia ... zabrakło.

- Ja żyję jeszcze. Zaprosili mnie przed 10 laty na uroczystość, ale co, w ciągu ostatnich dziesięciu lat zmniejszyły się moje zasługi dla tego zakładu - rzuca pytanie. - Zapomnieli o mnie? Koledzy wychodzili, odbierali dyplomy, a mnie pominięto. Trochę mi przykro, bo całe życie związałem z tym zakładem. Załoga była dla mnie jak rodzina. Zacząłem pracę 11 kwietnia 1946 r. w Przedsiębiorstwie Maszyn Rolniczych, dzisiejszym "Hydrotorze" i pracowałem tam bez przerwy do 1982 r. Mam 89 lat i następnej uroczystości pewnie nie doczekam. Przeżyłem w tym zakładzie sześciu dyrektorów. Jestem na bieżąco, co się tam dzieje. Pięknie się rozwija i mimo wszystko życzę im wszystkiego najlepszego i dalszych sukcesów...
Mieszkaniec ul. Świeckiej opowiedział nam, jak to się zaczęło.

Urodził się 20 grudnia 1925 r. w Wielkim Mędromierzu w rodzinie wielodzietnej. Miał dziewięciu braci i pięć sióstr. Życie nie oszczędzało go. Całe życie uczył się, dokształcał się, zdobywał kolejne umiejętności i pogłębiał swoją wiedzę. W wieku 50 lat zdał maturę i na potwierdzenie pokazuje świadectwo maturalne, z którego jest dumny. - W latach młodości nie dane mi było uczyć się w szkole. Jako młodzieniec trafiłem do obozu w Potulicach i tam montowałem silniki do samolotów Messerschmitt - wspomina.

Pan Ambroży pokazuje numer z obozu pracy z fabryki Ludwiga Hansena & Co Munster. Ma ma też kartę pracy, w której odbijane były godziny kolejnych dniówek. - Wszyscy robotnicy, którzy nie mieli 19 lat, chodzili obowiązkowo na lekcje niemieckiego. Szybko załapałem i umiałem się porozumieć - opowiada. - Był alarm, nalot i niemieccy wartownicy schowali się do schronów, robotnicy po krzakach kryli się i ja z kolegą uciekliśmy wówczas. Karta pracy to był mój dowód osobisty, numer z fabryki miałem schowany w bucie, umiałem trochę po niemiecku. Szliśmy z moim kompanem, jedliśmy nasionka z szyszek. Jak uciekłem z obozu, miałem 21 lat, trafiłem do gospodarza, prosiłem, żeby jedzenie dali. Wypisali mi zaświadczenie, że oddaliłem się z obozu. 10 kwietnia 1945 r. Amerykanie nas wyzwolili, a do domu wróciłem w amerykańskim mundurze 1 sierpnia tego roku do Wielkiego Mędromierza do rodziny.
Pan Ambroży musiał rozejrzeć się za robotą, bo w domu bieda, tyle dzieci, trzeba było żyć.

Pojechał do Tucholi i tam zatrudniono go w zakładzie maszyn rolniczych, ale zaraz w 48 r. powołano go do wojska, tam zdał na prawo jazdy. W Pleszewie przez dwa lata był kierowcą dowódcy. Wrócił do dawnego miejsca pracy i wysłano go do Łyskowa do PGR-u uruchomić warsztat mechaniczny. Wykonał zadanie i wrócił na Nowodworskiego. Zdobywał kolejne umiejętności, zrobił kurs kontroli technicznej w Poznaniu, potem był na ćwiczeniach rezerwy w Pile. Gdy wrócił zakład przejmował warsztat - obecny Hydrotor. W 1965 r. dostał awans na kierownika działu kontroli. 4 czerwca 1975 r. zdał maturę i otrzymał tytuł technika mechanizacji rolnictwa. Wszystkie umiejętności robił zaocznie, bo pracował.

- Osobiście otwierałem laboratorium pomiarowe zarejestrowane w urzędzie miar w Bydgoszczy. W 1975 r dyrektor powołał zespół do uruchamiania hydrauliki siłowej. Wówczas dostałem od ministra rolnictwa nagrodę II stopnia - wylicza tucholanin. - Byłem też radnym powiatowym i miejskim. Otrzymywałem różne odznaczenia i dyplomy, ale najbardziej się cieszę z Krzyża Oświęcimskiego i Srebrnego Krzyża Zasługi.

Życie napisało taki scenariusz, że cały czas Ambroży Figiel pracował w jednym zakładzie. Zna go od podszewki. Znalazł czas na dokształcanie się i założył także rodzinę, bo w 1952 r. ożenił się i ma dwóch synów i córkę. Doczekał czterech wnuków, dwóch wnuczek i pięciorga prawnuczek oraz jednego prawnuka. Opiekuje się chorą żoną, miał problemy zdrowotne, ale jest pogodny i życzy swojemu ukochanemu zakładowi pracy "Hydrotorowi" dalszych sukcesów. - Niech rozwijają hydraulikę, którą ja wprowadzałem - dodaje.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie