MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Angelina Nyagu w Bydgoszczy: Powinniście protestować przeciwko budowie elektrowni atomowej

Roman Laudański
Organizatorami spotkania z prof. Angeliną Nyagu było Stowarzyszenie ekologiczno-kulturalne "Wspólna ziemia" z Chojnic i Pracownia tradycja/tożsamość/tendencje MCK w Bydoszczy.
Organizatorami spotkania z prof. Angeliną Nyagu było Stowarzyszenie ekologiczno-kulturalne "Wspólna ziemia" z Chojnic i Pracownia tradycja/tożsamość/tendencje MCK w Bydoszczy. Andrzej Muszyński
Rząd polski chce budować elektrownię atomową. - A nasz, ukraiński, 26 lat po Czarnobylu - nie chce - uśmiecha się prof. Angelina Nyagu. - Nasz rząd prosi Europę o pieniądze na budowę nowego sarkofagu.

W Związku Radzieckim prezes Akademii Nauk gorąco przekonywał, że reaktor z Czarnobyla jest tak bezpieczny i bezawaryjny, że można go postawić na placu Czerwonym. I naród radziecki mu wierzył.

Może powinien o tym pamiętać nasz rząd, który forsuje ideę budowy elektrowni jądrowej w Polsce. - Powinniście protestować przeciwko budowie - namawiała prof Angelina Nyagu, podczas spotkania w Bydgoszczy. - Ale to wołanie na puszczy, bo przyjdą tu zwolennicy atomu, którzy obiecają wam nowe miejsca pracy, bezpłatną elektryczność, chodniki i drogi. Ludzie się zgodzą. Dlatego powinniście mieć jak najwięcej posłów i senatorów, którzy rozumieją zagrożenie. Tak jak w Niemczech.

Prof Angelina Nyagu prowadziła badania w 30-kilometrowej strefie zamkniętej wokół elektrowni w Czarnobylu. Otrzymała tytuł oficjalnego likwidatora katastrofy. Jako jedna z pierwszych przygotowała bardzo długą listę chorób spowodowanych przez Czarnobyl.

Opowiada o dzieciach, które zostały napromieniowane w łonie matki. To dziś dorośli ludzie, którzy mają wielkie problemy ze zdrowiem. Lekarze kontrolują 45 tys. dzieci urodzonych przez napromieniowanych ludzi. Mają wysoki wskaźnik zachorowalności.

Bydgoszcz wiadomości

- Dlatego można powiedzieć, że Czarnobyl naprawdę nigdy się nie skończy - stwierdza.
Naukowcy przebadali kolejne pokolenia napromieniowanych zwierząt. Ustalili, że ślady promieniowania ustępują dopiero w dziesiątym - jedenastym pokoleniu.
- To, co stało się w Czarnobylu jest koszmarem nie tylko dla Ukrainy, ale dla nas wszystkich- mówił gość z Ukrainy. - Po katastrofach w Czarnobylu i Fukushimie należy zapytać: czy warto rozwijać energetykę jądrową? To bardzo ryzykowne. Katastrofa nie jest zagrożeniem lokalnym, które dotknęło tylko Ukrainę, Białoruś i Rosję. Czarnobyl pokazał, że promieniowanie nie uznaje granic. Czterdzieści procent radioaktywnego opadu dotknęło 23 kraje. Chmura nakryła pół Europy. Ten koszmar dotyczy nas wszystkich.

Katastrofa elektrowni jądrowej musiała kiedyś nastąpić. Konstrukcja reaktora i zachowanie personelu pozostawiało wiele do życzenia. Nie mówiło się głośno, że instalacje nie działały prawidłowo.
Wybuch w Czarnobylu miał taka moc, że Związek Radziecki, choć bardzo chciał, nie mógł tego ukryć. Awaria w japońskiej Fukushimie udowodniła, że nawet Japończycy, stosujący najbardziej rozwinięte technologie, nie mogli temu zapobiec.

- Kwestią czasu jest atak terrorystyczny na elektrownię atomową - przestrzega prof. Nyagu. - Dlatego trzeba wyciągać wnioski z koszmaru w Czarnobylu.

26 kwietnia 1986 roku była w Charkowie. - O niczym nie wiedziałam, ponieważ nikt nie mówił o katastrofie - wspomina. - Pracowałam w szpitalu. Przyjmowaliśmy poszkodowanych, ale zwierzchnicy kazali nas wpisywać w kartach pacjentów zupełnie inną diagnozę. Jak wszyscy ludzie w całym Związku Radzieckim wierzyłam w energię atomową, taka była propaganda. Nie dopuszczaliśmy do siebie myśli, że coś złego mogło się stać. Wtedy nie znaliśmy skutków promieniowania. O tym wiedzieli lekarze wojskowi, ale nie dzielili się z nami tą wiedzą. Leczyliśmy poszkodowanych najlepiej jak mogliśmy.

Żołnierze dostali rozkaz zasypania rozerwanego reaktora, a z rozkazami się nie dyskutuje. Nikt nie mógł powiedzieć, że się nie zgadza. Nie można podać dokładnej liczby zmarłych z powody choroby popromiennej.Szacuje się, że dotyczy to 40 procent biorących udział w akcji ratowniczej.

- Śmiertelność wśród nich była dość wysoka i niestety, wciąż rośnie - mówi prof. Angelina Nyagu. - Na pewno wśród likwidatorów nie ma zdrowych ludzi. A przecież to byli żołnierze - młodzi chłopcy. Ciężko było na nich patrzeć.

Przeczytaj także: Czarnobyl 26 lat po wybuchu. Zobacz, jak teraz wygląda miasto [zdjęcia]

W ciągu trzech lat pracowało tam 6 tys. żołnierzy radzieckich. Własnoręcznie zbierali części grafitowych prętów i napromieniowanych elementów reaktora. Na terenie 30-kilometrowej strefy znajduje się ponad tysiąc "mogielników", w których żołnierze zakopali radioaktywne szczątki.

W sumie, przy usuwaniu skutków katastrofy pracowało 85 tys. ludzi.
Żołnierze, którzy na na początku ruszyli usuwać skutki wybuchu - jako pierwsi zachorowali na białaczkę. Wchłonęli dużą dawkę promieniowania, ich organizmy zostały zatrute.

Umierali w potwornych męczarniach.
Po kilku dniach panika w Kijowie była już taka, że trudno było się wcisnąć do pociągów wyjeżdżających ze stolicy. Uciekali dorośli, wysyłali z miasta dzieci.
Szpitale dostały nakaz przyjmowania osób ze strefy bez kolejki.

Miasto Prypeć stoi puste od 26 lat. Przed katastrofą mieszkało tam 45 tysięcy ludzi. Domy zostały tak napromieniowane, że nigdy już nikt nie będzie z nich korzystać. Z terenu całej zony (strefy) przymusowo ewakuowano 116 tys. ludzi.

Władza radziecka zdecydowała, że dla uchodźców zbuduje ponad sto nowych miast, osiedli i wsi. - Moim zdaniem Polacy bardzo szybko zareagowali na skutki katastrofy - ocenia prof. Angelina Nyagu. - Zlikwidowaliście napromieniowane mleko, dlatego dziś w Polsce nie ma tylu zachorowań na raka tarczycy. A my, nasze dzieci, je wypiliśmy. Zwierzęta hodowlane zostały zabite, ale ich mięso - zjedliśmy. Zjedliśmy napromieniowaną żywność. Dlatego na Ukrainie i Białorusi tak dramatycznie zwiększyła się liczba zachorowań na raka tarczycy. U nas nie było jodowej profilaktyki. Trzymanie w tajemnicy informacji o katastrofie w Czarnobylu można uznać za przestępstwo wobec narodu.

Po kilku dniach przypadał 1 maja. Władze ukraińskie nie chciały organizować pochodów, ale Moskwa nakazała masowe obchody pierwszomajowego święta.
Wyścig pokoju ruszał z Kijowa. Niektóre ekipy, do których dotarła wieść o katastrofie, wycofały się ze startu.

Zabetonowane resztki reaktora mają zostać przesłonięte nowym sarkofagiem. Będzie to kosztować kosmiczne pieniądze. Ale to nie jest wyjście z sytuacji. Bo pod kopuła znajduje się tylko ok. 30 proc. odpadów. Reszta - jest poza nim. Dlatego należałoby je wywieźć. Ale nikt na świecie nie ma pomysłu, co zrobić z radioaktywnymi odpadami. Na razie przechowywane są głęboko pod ziemią.

Ten przykład pokazuje, że w energetyce jądrowej nie ma dobrych pomysłów na to, co zrobić z odpadami. Chcemy dalej rozwijać energetykę jądrową, ale nie potrafimy rozwiązać problemów, które ona powoduje.

20 lat po Czarnobylu nikt nie budował elektrowni jądrowych. Teraz, kiedy pojawiły się głosy, że Czarnobyl nie był taki straszny, energia atomowa znowu przeżywa renesans. - Jestem przeciwna takiemu pozyskiwaniu energii - zaznacza prof. Angelina Nyagu. - Trzeba rozwijać alternatywne źródła energii. Możliwe, że w tym czasie naukowcy znajdą odpowiedź na pytanie, co robić z odpadami radioaktywnymi?

Granicząca z Polską Ukraina znajduje się na czwartym miejscu w świecie, pod względem ilości przechowywanych odpadów. - Jesteście naszymi najbliższymi sąsiadami. Wam również grozi niebezpieczeństwo - przestrzega naukowiec.

Ćwierć wieku po Czarnobylu ludzie chcieli już o nim zapomnieć. "Trudno, zdarzyło się, nie wracajmy do tego" - mówili przed 25 rocznicą. Politycy, którzy wybierali się na obchody, nieoczekiwanie musieli zmienić treść przemówień, bo 11 marca 2011 roku trzęsienie ziemi spowodowało falę tsunami, która uszkodziła elektrownię jądrową w Fukushimie.

Przedstawiciele Japonii nie dojechali na ukraińskie obchody katastrofy w Czarnobylu.
Ukraiński gość zapewniał, że energia atomowa wcale nie jest tania. Ci, którzy tak twierdzą, nie doliczają do kosztów jej wytworzenia tego, co trzeba będzie zapłacić za przechowywanie odpadów.
W Chinach dwa procent energii pozyskuje się z atomu. We Francji - 80 proc., na Ukrainie - 40 proc. Dużo również w Japonii.

- Ludzie stali się zakładnikami atomu - podkreśla Angelina Nyagu.
Po katastrogfie i przymusowym wysiedleniu do wsi na terenie strefy wróciło ok. 3 tysięcy ludzi. Nie przestraszyło ich promieniowanie. Prof Nyagu apelowała do władz, żeby zapewnić im wszelką pomoc. - Przecież wiecie, że ich tam nie powninno być! - usłyszała. Po badaniach okazało się, że pięć razy częściej chorują. Umierali nie tylko ze starości. Dziś żyje jeszcze ok. 300 z nich.

Wybuch w Czarnobylu można porównać do siły czterech bomb zrzuconych na Hiroszimę. - Jest mi przykro, że Polacy tak mało wiedzą na temat energii atomowej - mówi prof. Angelina I. Nyagu. - To, co dzieje się u nas, może i was dotyczyć. Biedna Białoruś do dziś nie posiada elektrowni jądrowych, a tak ucierpiała w czarnobylskiej katastrowie. Jedna czwarta jej powierzchni od 26 lat jest napromieniowana. A oni i wy jesteście naszymi sąsiadami. Polacy mieli szczęście, bo wiatry pognały radioaktywne chmury nad Białoruś, a później nad Szwecję i Norwegię.

Może dlatego, że jesteście narodem wierzących ludzi?

Czytaj e-wydanie »

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska