Dziennik covidowy. Dziesięć dni z życia zakażonej koronawirusem

Anita Czupryn
Anita Czupryn
Anita Czupryn w kolejce przed punktem pobrań wymazów; SPZOZ, ul. Grzybowska 34 w Warszawie w dniu 16 października 2020
Anita Czupryn w kolejce przed punktem pobrań wymazów; SPZOZ, ul. Grzybowska 34 w Warszawie w dniu 16 października 2020
Jedna podróż autobusem miejskim, parę przystanków. Jedna pasażerka bez maseczki. 10 dni z COVID-em – o swoim chorowaniu na koronawirusa pisze nasza dziennikarka, Anita Czupryn.

Od marca nie jeżdżę komunikacją, ale to miała być krótka podróż autobusem miejskim nr 190. Ledwo kilka przystanków. Na dodatek autobus, który podjechał na przystanek, był niemal pusty. Uzbrojona w maseczkę („Tylko niczego w środku nie dotykaj, Anita!”), usiadłam na wolnym siedzeniu przy drzwiach. Na następnym przystanku wsiadła młoda dziewczyna. Długie włosy, krótka kurtka, gołe nerki, brak maseczki. I od razu przysiadła się do mnie.

Nie mam już siły zwracać uwagi ludziom, żeby nakładali maseczki, więc zwykle tego nie robię, a mogłabym przecież. Na przykład w mojej osiedlowej „żabce” rzadko uświadczysz kogoś z przykrytą buzią. Nawet ekspedientki – miłe Ukrainki – machnęły ręką na tych antycovidowców, antyszczepionkowców i płaskoziemców. Po prostu są ludzie, którym pewnych rzeczy nie wytłumaczysz.

Ale tego dnia, w autobusie nr 190 coś mnie poniosło.
- Proszę nie siadać obok mnie. Proszę zachować dystans. I proszę włożyć maseczkę! – zawołałam do młodej bździągwy, która wpakowała się na siedzenie obok.

Odwróciła się w moją stronę (wielokrotnie później przypominałam sobie jej regularną twarz, wykrzywiona złością i słowa, które rzuciła, wszystko w niemal filmowej scenie, w zwolnionym tempie).
- No już dobrze! Dobrze! Już się tak nie bój! – zawołała, a razem ze słowami z jej ust wyleciała fontanna mikroskopijnych cząsteczek śliny, które osiadły na mojej twarzy.
Nie wiem na pewno, czy to było wtedy. Czy to był ten moment.

Sześć dni później straciłam węch.

Wtorek, 13 października

- Nic nie czuję – uświadomiłam sobie od razu po obudzeniu. Poderwałam się z łóżka, pomaszerowałam do łazienki i otworzyłam butelkę perfum. A jednak! Delikatna, choć rozmyta smużka zapachu Lacoste dotarła do mojego nosa. - Szału nie ma, ale jeszcze coś czuję – ucieszyłam się.

To pewnie przez ten katar! Już kiedyś tak miałam, że silny katar sprawił, że prawie nic nie czułam. A dzień wcześniej nagle i nieoczekiwanie nos się zatkał całkowicie. I leciutko drapało w gardle.

- Katar to nie jest objaw koronawirusa. Tak, że spokojnie – mówi mi koleżanka.
- Weź cirrus, na katar najlepszy – słyszę.

Spokojnie zażywam więc cirrus, chlorchinaldin, witaminę C, witaminę D, czosnek. Czujnie obserwuję samą siebie. Lekki spadek nastroju? Ale za to apetyt jaki! Gorączki brak. To może uda mi się jeszcze wieczorkiem przebiec codzienny dystans – 10 kilometrów – raz przez lasek na Kole i dwie rundy po parku Moczydło?

Nie udało się.

Wróciłam do domu pokonana napadami potów.

Środa, 14 października

Na drugi dzień, a była to środa, przypadkiem dzień premiery mojej książki „Jeszcze końca nie widać” o pandemii koronawirusa w Polsce („Wielkie brawa, Anita, naprawdę świetnie się czyta!”) nie czułam już nic – nawet delikatnej smużki najsilniejszych aromatów. A jakby tego było mało – straciłam smak. Kawa lura. Herbata z cytryną – jak kreda. Pomidory, te wspaniałe, słodkie, malinowe – papier. Mało, że brak apetytu. Jadłowstręt. Słabość w nogach. Ból głowy, ale taki, jakby mózg się od czaszki odklejał i kolebał jak w pustym dzbanku. No i biegunka! („Oszczędź szczegółów, Anita”). Temperatura wzrosła do 37 stopni i trzech kresek. Pojawił się kaszel. Suchy.

Wieczorem komunikuję się przez Messengera z koleżanką z pracy. No bo objawy takie, że mogą wskazywać na przeziębienie, a mogą i na COVID-19, prawda? Koleżanka Już dwa razy robiła sobie test na koronawirusa. W szpitalu zakaźnym na Woli. „Mieszkasz na Woli, do szpitala zakaźnego niedaleko, co ci szkodzi, Anita”.

Późnym wieczorem, drżąc lekko, czy to z gorączki, czy z przejęcia, wybrałam się pustymi ulicami do szpitala zakaźnego, na Wolską.

- Już od 3 tygodni nie robimy testów. Diagnozę ma? Skierowanie ma? – zatrzymał mnie pan z ochrony. Nic nie miałam. Odprawił mnie bez kwitka. Nawet na dziedziniec szpitala nie weszłam.

Wróciłam do domu. „Dzwoń do sanepidu, Anita”. Dzwonię do sanepidu. Dzwonię do sanepidu. Dzwonię do sanepidu. Dzwonię do sanepidu…

Dodzwoniłam się do NFZ. Pan, który odebrał telefon, poradził, abym zarejestrowała się na stronie internetowej pacjent.gov.pl i zamówiła e-wizytę. Zarejestrowałam się. Przyszedł mail, że mam czekać, aż przyjdzie drugi mail. Drugi mail nie przyszedł.

Warto przeczytać również:

Czwartek, 15 października

Czwartek powitał mnie brakiem zapachu, smaku, bólem głowy, mięśni, duszącym kaszlem, powodującym ucisk w klatce piersiowej. Coś dziwnego działo się w moim brzuchu. Burczenie, kląskanie, jazda z góry na dół, z dołu do góry. Biegunka. Dzwonię do najbliższej przychodni. Pani, która odebrała telefon informuje, że najszybciej e-wizyta może się odbyć 20 października. Jest 15 października. Rezygnuję z wizyty.

Przypomina mi się, że dwa lata temu, jak zachorowałam na anginę, przyjął mnie lekarz w przychodni przy ulicy Bellottiego. Pewnie przychodnia ma moje dane. Dzwonię tam. – Ma pani szczęście - mówi recepcjonistka. – Lekarz zadzwoni do pani jutro o 11.
Szczęściara ze mnie, kto by pomyślał. Spokojnie czekam do jutra. To znaczy – niespokojnie, bo biegam co i raz do łazienki. Skąd ta biegunka? Prawie nic nie jem. W brzuchu potężne burczenie i bulgocząca kanonada. Może i dobrze, że nie mam węchu.

Przypomina mi się horror Stephena Kinga. Mój ulubiony, „Łowca snów”. Pamiętacie? Zakażony Rick McCarthy w łazience myśliwskiego domku wydaje dziwnie trzeszcząco-bulgocące odgłosy, więc określenie „psucie powietrza” nie ma w tym wypadku racji bytu, a nad domkiem pojawia się ogromny śmigłowiec z dudniącym głosem i komunikatem: „ZOSTAŃCIE TAM, GDZIE JESTEŚCIE! TEN OBSZAR ZOSTAŁ OBJĘTY TYMCZASOWĄ KWARANTANNĄ! POWTARZAM: TEN OBSZAR JEST OBJĘTY KWARANTANNĄ! NIKOMU NIE WOLNO GO OPUSZCZAĆ!”

Witamina C, witamina D, Theraflu, cynk. Acatar na katar. Czosnek na odporność. Jem go bez zagryzania, bo nic nie czuję, nawet tego, że język cierpnie. Odgrzebuję też z koszyczka z cebulą zapomniany imbir. Ucieram go i papkę wrzucam do herbaty. Wyobrażam sob

Drożyzna nad Bałtykiem. Lepiej wyjechać za granicę?

Wideo

Materiał oryginalny: Dziennik covidowy. Dziesięć dni z życia zakażonej koronawirusem - Polska Times

Komentarze 24

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Marek Staniszewski

Przykro, ze Ciebie dopadlo,jednak wierze w szczesliwy koniec.Trzymaj sie !!!!

G
Gość
25 października, 23:46, Michał:

No tymczasem minęła niedziela, a dupka nic nie napisała.. Codziennie pisała aż przesadnie szczegółowo, a dziś lub (oby nie) od dziś już nic.. Powiem wam że zaczynam sie o nią martwić. Przypuszczam że wzięli ją do szpitala i przez sprzęt na twarzy i niewygode nie pisze, choć mam nadzieje i oby - że Jej sie tylko odechciało. Ja tej dupeczce jestem wdzięczny za opis zaleceń lekarskich podczas trafienia tym chińskim gównem. Opisała czynności o których w telewizji nic nie mówią np. Przy dusznościach aż 30tysięcy jednostek Wit.D (!!) też biore tylko 2000.. Zwiększam od dziś profilaktycznie do 5000. Fajna dupeczka, ładne ma oczy, życze Jej dużo zdrowia i zrozumienia od czytająco komentujących

Dobrze, że nie zachorowała na grypę, profesor Kuna mówi, że powikłania po niej są groźniejsze...

G
Gość

"PiS wprowadza totalitaryzm! Zakaz zgromadzeń, areszt domowy, godzina policyjna dla młodych. Lockdown"

https://www.youtube.com/watch?v=QGVBsX3FY7s

M
Michał

No tymczasem minęła niedziela, a dupka nic nie napisała.. Codziennie pisała aż przesadnie szczegółowo, a dziś lub (oby nie) od dziś już nic.. Powiem wam że zaczynam sie o nią martwić. Przypuszczam że wzięli ją do szpitala i przez sprzęt na twarzy i niewygode nie pisze, choć mam nadzieje i oby - że Jej sie tylko odechciało. Ja tej dupeczce jestem wdzięczny za opis zaleceń lekarskich podczas trafienia tym chińskim gównem. Opisała czynności o których w telewizji nic nie mówią np. Przy dusznościach aż 30tysięcy jednostek Wit.D (!!) też biore tylko 2000.. Zwiększam od dziś profilaktycznie do 5000. Fajna dupeczka, ładne ma oczy, życze Jej dużo zdrowia i zrozumienia od czytająco komentujących

G
Gość
Prof. dr hab. n. med. Ryszard Rutkowski z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku:

"...– Z medycznego punktu widzenia osoby zdrowe nie powinny ulegać COVID – histerii, obsesji, czy nawet – paranoi. Jeśli jednak już ulegli medialnej psychozie to proponuję aby sami chodzili w maskach i/lub przyłbicach, które przecież wg pana Ministra Szumowskiego mają nas i nasze otoczenie skutecznie chronić przed zachorowaniem, a nie żądali tego od dzieci i ich rodziców. Strach nauczycieli, tak jak strach lekarzy w żadnym przypadku nie może być przenoszony na uczniów, czy pacjentów. Każdy lekarz, nauczyciel i inna osoba publiczna, która boi się śmierci z powodu infekcji SARS-CoV-2 powinna zmienić swoje dotychczasowe zatrudnienie, a nie terroryzować otoczenie swoim lękiem – podsumowuje prof. Rutkowski. Cały wywiad TUTAJ."

https://wprawo.pl/dziwne-milczenie-mz-nie-potrafia-odpowiedziec-na-kilka-pytan-o-naukowe-podstawy-wprowadzonych-obostrzen-epidemicznych/
G
Gość
25 października, 13:26, Wadliwy test RT PCR:

Teraz już wiecie dlaczego komuna i III RP rozbroiła Polaków. Wczoraj w Warszawie było by już po temacie i byli byśmy wolnym państwem !

Jesteśmy najbardziej rozbrojonym narodem w Europie, w Polsce przypada najmniej sztuk broni na obywatela (1, coś tam na stu obywateli).

t
tradddddddd

Izolacje chorych przejmie WOT bo policja jest potrzebna do bicia kobiet

G
Gość

Ona w maseczce tamta bez i już obłożnie chora,? Moment moment przecież maseczki zatrzymują niby wirusa to po co je nosimy w takim razie? Przecież to słowa słynnych ekspertów p Simona..

W
Wadliwy test RT PCR

Teraz już wiecie dlaczego komuna i III RP rozbroiła Polaków. Wczoraj w Warszawie było by już po temacie i byli byśmy wolnym państwem !

K
Krzysztof
25 października, 13:08, Krzysztof:

Ta pani ma natręctwa i objawy autyzmu. Wie że jest chora ale musi przebiec 10 km.

Jeśli taka z niej biegaczka to mogła przebiegnąć te trzy przystanki przynajmniej z sensem.

K
Krzysztof

Ta pani ma natręctwa i objawy autyzmu. Wie że jest chora ale musi przebiec 10 km.

G
Gość

Pier... o Szopenie

P
Plandemia wypad

Plandemia strachu. Jak ktos ma za duza kupe i nie chce wyjac z dziury to dobiero boli dupa o tym lepiej piszczcie a tak na powaznie zalosna gazeto to zrobcie dzienniknz zycia pracownika corpo to zobaczycie jakimi szczurami jestesmy.

s
saq
24 października, 20:08, Gość:

"Jeśli zrezygnujesz z wolności na rzecz bezpieczeństwa,

nie będziesz miał żadnej z tych rzeczy"

https://www.zdrowapolska.org.pl/

Niektórzy kolego nie dorośli ani do wolności ani do demokracji. W dna macie zakodowane, że wolność to bezprawie...

G
Gość

"Jeśli zrezygnujesz z wolności na rzecz bezpieczeństwa,

nie będziesz miał żadnej z tych rzeczy"

https://www.zdrowapolska.org.pl/

Dodaj ogłoszenie