Niektórzy cieszyli się, że "już jej nie ma", podobnie jak niedawno Młodzież Wszechpolska przekonywała, że geje z Orlando sami są sobie winni masakry, jakiej dokonał na nich młody terrorysta. Wpisy były obrzydliwe. Do tego stopnia, że...zniknęły. Prawicowe portale po kilku godzinach zablokowały możliwość komentowania informacji o jej śmierci. I stało się tak chyba po raz pierwszy, odkąd istnieją niezależna.pl, wsieci.pl, dorzeczy.pl czy fronda.pl
Janina Paradowska nie żyje. Miała 74 lata
Chciałabym wierzyć, że stanie się to codzienną praktyką. Eliminowanie hejtu z przestrzeni publicznej, zwłaszcza internetowej, do tej pory było uważane za niemożliwe. Okazało się, że wszystko zależy od chęci i smaku administratora. Teraz wiemy, że napuszczanie jednych na drugich może zostać zatrzymane natychmiast. Przykre, że musiało się to stać w okolicznościach śmierci kobiety, która była symbolem przemian i jakości polskiego dziennikarstwa.
Można się było z nią nie zgadzać, ale należało mieć argumenty. Można było jej nie lubić, ale za ogrom wiedzy, niebywałe zdolności analityczne - należało szanować.
Dziś zmarła jedna z najbardziej pracowitych publicystek. Janina Paradowska nie lubiła oglądać telewizji, nie znosiła "medialnych sposobów" na podbijanie emocji czytelników. Uważała, że rzetelne informowanie, spokojne tłumaczenie, sięganie do źródeł jest podstawą solidnego dziennikarstwa. Należała do nielicznych publicystów, którzy czytają stenogramy, a nie czerpią wiedzę z opinii innych. Dla wielu to może być nudne, ale właśnie dzięki takiej pracy, porządkowała życie swoje i nasze. Zapytana, jak robi się taką karierę, jaka przypadła jej w udziale, powiedziała: dzięki pracowitości. Choć dodała, że w jej przypadku rządził tym również przypadek. Tak było jednak dopiero w drugiej połowie lat 90. Wcześniej dochodziła latami do swojej pozycji. Siedząc godzinami w Sejmie, codziennie pisząc o czymś innym, ale zawsze z zaangażowaniem i po to, aby zrozumieć.
Nazywała siebie rzemieślniczką, co w czasach "gwiazd" nie brzmi zbyt pociągająco. Jednak bycie dobrym rzemieślnikiem nie wyklucza bycia damą. Dobry gust, maniery i klasa, ale przede wszystkim serce do tego, aby pojąć, co się dzieje ze współczesnym światem. To Janina Paradowska, również felietonistka "Gazety Pomorskiej", jaką chcemy pamiętać. Jej wielką miłością był teatr. I choć nie zrealizowała się w nim za życia, paradoksalnie po śmierci odegrała wielką rolę. Uciszyła nienawistne emocje. Siłą swojego autorytetu.
wideo: TVN24/x-news