Henryk Skrzypiński Bydgoszcz zna najlepiej

    Henryk Skrzypiński Bydgoszcz zna najlepiej

    Małgorzata Wąsacz malgorzata.wasacz@pomorska.pl

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Dziewięcioletni Henio na spacerze z mamą Elżbietą i tatą Albertem. Idą ul. Markwarta - 1934 rok.

    Dziewięcioletni Henio na spacerze z mamą Elżbietą i tatą Albertem. Idą ul. Markwarta - 1934 rok.

    Już jako kilkuletni szkrab, spacerując z mamą po Bydgoszczy, dopytywał, dlaczego dana ulica nazywa się Gdańska lub Królowej Jadwigi.
    Dziewięcioletni Henio na spacerze z mamą Elżbietą i tatą Albertem. Idą ul. Markwarta - 1934 rok.

    Dziewięcioletni Henio na spacerze z mamą Elżbietą i tatą Albertem. Idą ul. Markwarta - 1934 rok.

    Dziś Henryk Skrzypiński na te pytania odpowiada obcokrajowcom, których oprowadza po naszym mieście. I to już od pięćdziesięciu lat!

    Skąd jego zamiłowanie do Bydgoszczy? Pan Henryk mówi wprost: - Moja rodzina była rozmiłowana we wszystkim, co bydgoskie. Uczyłem się miasta, w którym się urodziłem, tak jak moi rodzice i dziadkowie. Dorastałem w okresie, kiedy odradzało się jeszcze w swojej polskości.

    Uczył się od najlepszych
    W poznawaniu miasta stał się dla niego pomocny "Ilustrowany Przewodnik po Bydgoszczy", wydany w 1930 roku przez dra Stanisława Łabendzińskiego. Pan Henryk, uczeń Szkoły Powszechnej nr 10, zawsze miał go pod ręką, gdy samodzielnie przemierzał zakątki naszego miasta.

    Naukę naszemu bohaterowi przerwała wojna. Walczył w Armii gen. Andersa. Miał szczęście, że zaraz po zakończeniu działań wojennych dowódca skierował go do liceum powstałego we Włoszech. Tutaj wiedzę o Polsce uczniom-żołnierzom wpajali profesorowie przedwojennych uczelni Lwowa i Krakowa, a także z Kresów Wschodnich. Tutaj również pan Henryk perfekcyjnie nauczył się włoskiego. Perfekcyjnie włada też angielskim i niemieckim.

    Przykład dał franciszkanin
    Dzięki szkole, zwanej "Karpacką", uczniowie podczas przerw w nauce zwiedzali Italię. Podczas jednej z takich wypraw0 Henryk Skrzypiński był pod wielkim wrażeniem Polaka-franciszkanina, który oprowadzał młodzież po Rzymie. Nie tylko miał ogromną wiedzę, ale również swobodę, z którą opowiadał o historii miasta. - Gdy po chwili, z równą biegłością i swadą, po angielsku odniósł się do żołnierzy amerykańskich, podjąłem decyzję, że właśnie zawód przewodnika chciałbym w życiu wykonywać. Bardzo tęskniłem za krajem. Zdecydowałem, że wrócę do Bydgoszczy i będę oprowadzał turystów po naszym mieście - słyszymy.

    Zanim pan Henryk zrealizował swoje zamierzenia, ukończył studia architektoniczne oraz w Wyższej Szkole Ekonomicznej w Poznaniu. Pracował w biurach projektów. Pełnił też funkcje inspektora nadzoru budowlanego na obszarze całego województwa bydgoskiego.

    Dla niego odznaczenia
    Henryk Skrzypiński jest kawalerem orderu "Polonia Restituta". Odznaczony został również Złotym i Srebrnym Krzyżem Zasługi i Medalem "Pro Memoria", Srebrnym Krzyżem Za Zasługi dla Republiki Austrii i brytyjskim odznaczeniem "H.M. WWII Veteran", nadanym przez królową Elżbietę II. Z kolei władze naszego województwa uhonorowały pana Henryka Medalem Za Szczególne Zasługi dla PTTK, Złotą Odznaką PTTK oraz tytułem Honorowego Członka Koła Przewodników PTTK "Szlak Brdy".

    Złoty Laur w nagrodę
    Sprawdzianem umiejętności Henryka Skrzypińskiego stał się Pierwszy Ogólnopolski Konkurs Krasomówczy Przewodników, zorganizowany na zamku w Golubiu-Dobrzyniu w 1971 roku. W szranki stanęły setki kandydatów. Spośród nich wybrano 13 przewodników z całego kraju. Najlepszy okazał się bydgoszczanin . W "Gościńcu", piśmie przewodników i pilotów wycieczek, wydawanym w Warszawie, tak oceniono zdobywcę "Złotego Laura Przewodników": "Podczas eliminacji mówił o swym rodzinnym mieście, zaś w finale - temat obowiązkowy - zamek golubski przedstawił nie tylko z dużą znajomością faktów historycznych, ale także ukazując jego dzieje na szerokim tle wydarzeń w Polsce i Europie".

    Trzydzieści lat później pan Henryk znowu wystąpił w konkursie. Ponownie zyskał uznanie jurorów. Znalazł się w gronie najlepszych przewodników w kraju. Jednak tylko jego nieżyjący już Zygmunt Kwiatkowski, wieloletni kasztelan zamku golubsko-dobrzyńskiego, nazywał "Pierwszym Przewodnikiem Rzeczypospolitej".

    Byle nie nużyć słuchaczy
    Henryk Skrzypiński właśnie świętuje 50-lecie pracy w zawodzie przewodnika. - Gdy pół wieku temu rozpoczynałem tę zaszczytną służbę i założyłem pierwsze koło przewodników, Bydgoszcz liczyła 200 tysięcy mieszkańców. Dziś jest ich już grubo ponad 350 tysięcy. Miasto ciągle się rozwija. Serce mi rośnie, gdy mogę innym pokazywać miejsca, które jako młody chłopak, z zapałem, sam zwiedzałem i poznawałem - opowiada.

    Zapytany o cechy dobrego przewodnika, odpowiada bez wahania: - Prawdą jest, że przewodnik rozwlekle "trujący" nuży słuchaczy. Tak samo nieznośny bywa przewodnik "strzelający" w stronę słuchaczy językiem SMS-ów. Dobry przewodnik musi swoją opowieść ubarwić odrobiną romantycznego kolorytu.

    Czytaj treści premium w Gazecie Pomorskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Wideo