Był początek lipca tego roku. Trasa między Bachorzem a Małymi Swornegaciami. Akurat najtrudniejszy odcinek z największymi i częstymi przewyższeniami terenu. Jechali od Charzyków. Pierwszy dzień wyprawy.
Poznajemy teraz tę smutną historię, bo przyjaciele zmarłego pana Jerzego, tak przeżyli jego śmierć, że postanowili uczcić jego pamięć. Zostawili przy Kaszubskiej Marszrucie mały kamień z tabliczką "Jurkowi, przyjaciele".
Kaszubska Marszruta na tym odcinku jest położona na terenie Parku Narodowego "Bory Tucholskie", a w nim nie można umieszczać żadnych obiektów, takich jak pamiątkowe kamienie czy tablice. Dyrekcja Parku poprosiła poprzez FB o skontaktowanie się osób, które coś mogłyby wiedzieć o kamieniu.
Odezwali się ratownik medyczny z załogi pogotowia, który udzielał pomocy rowerzyście i mieszkaniec Charzyków, który gościł grupę cyklistów u siebie. Charzykowianin umożliwił Januszowi Kochanowskiemu, dyrektorowi Parku, telefoniczny kontakt z jednym z uczestników wyprawy. To turyści z Polski. Chcą przyjeżdżać w to miejsce co jakiś czas. W drodze wyjątku Kochanowski zgodził się na pozostawienie kamienia. Tym bardziej, że jest on niewielki i nie jest wkopany w ziemię. - Ustaliliśmy warunki - mówi dyrektor. - Przełożymy kamień tak, żeby nie był niebezpieczny dla korzystających ze ścieżki. Poprosiłem, żeby nie palić zniczy.
Dyrektor Kochanowski zaznacza jednak, że nie chciałby, by takich miejsc pamięci było w Parku więcej. Zgodnie z prawem, na terenie parków narodowych nie można umieszczać żadnych obiektów, a tablice są stawiane tylko wtedy, gdy służą ochronie przyrody. Ewentualne palenie zniczy grozi oczywiście pożarami. - W lasach, szczególnie tak suchych jak nasze, jest to niebezpieczne - podkreśla dyrektor.
