Komendant Wojewódzki PSP w Toruniu o pracy strażaków z regionu podczas wakacji

Grażyna Rakowicz
Jacek Kaczmarek, Kujawsko-Pomorski Komendant Wojewódzki PSP w Toruniu.
Jacek Kaczmarek, Kujawsko-Pomorski Komendant Wojewódzki PSP w Toruniu. PSP w Toruniu
Udostępnij:
Codziennie w regionie mamy 298 strażaków, gotowych do podjęcia wszelkich działań. Pełnią oni służbę przez 24 godziny, którą w czasie wakacji uzupełniają jeszcze funkcjonariusze przebywający na tzw. dyżurach domowych. - I w razie dużej akcji, jak najszybciej muszą się stawić do jednostki. Zdarza się, że musimy cofnąć strażakom urlopy. To jest przede wszystkim służba i trzeba się z taką nagłą sytuacją liczyć – mówi w rozmowie z "Gazetą Pomorską" nadbrygadier Jacek Kaczmarek, Kujawsko-Pomorski Komendant Wojewódzki PSP w Toruniu.

W wakacje, zdecydowanie częściej strażacy wyjeżdżają do wypadków drogowych i to ze skutkami śmiertelnymi. Jak są przygotowani do takich zdarzeń?
Dobra pogoda, niestety, sprzyja rozwijaniu prędkości. W tym roku, do tej pory, na kujawsko-pomorskich drogach zginęły już 44 osoby. A jeśli chodzi o przygotowanie, to każdy strażak musi mieć odpowiednie uprawnienia – chodzi o tzw. KPP, czyli kwalifikowaną pierwszą pomoc medyczną. Zdobywa je raz, a potem co trzy lata musi te uprawnienia odnawiać. To jest nasz priorytet. Strażacy zanim wyjadą do wypadku drogowego mają już przydzielone konkretne zadania, które będą musieli wykonać na miejscu. I tak na przykład pierwsza rota zastępu – jest to najmniejsza jednostka organizacyjna w PSP składająca się zawsze z dwóch strażaków - jeśli wie, że będzie musiała uwolnić zakleszczoną w aucie osobę, to zabiera ze sobą urządzenia tnąco-rozpierające, czyli tzw. hydraulikę. Druga rota będzie musiała zabezpieczyć obszar wypadku, oznaczyć go i oświetlić, bo działania prowadzimy w różnych warunkach – także we mgle czy w nocy. Kolejna rota ma udzielić poszkodowanym pierwszej pomocy medycznej więc zabiera ze sobą defibrylator, tlen, apteczkę – wszystko, co pozwoli na przywrócenie i podtrzymanie funkcji życiowej ofiar wypadku. Dopóki nie przyjedzie pogotowie. Co istotne, na miejscu wypadku strażacy, mimo że mogą się znać osobiście, zwracają się do siebie krótkimi hasłami typu: „Pierwsza rota z zastępu Kruszwica wchodzi do akcji” i już wiadomo o kogo chodzi. To znacznie tę akcję ułatwia i przyspiesza. Zwykle do wypadku drogowego wyjeżdżają dwa zastępy PSP i strażacy z najbliższej jednostki OSP. Każdy zastęp ratowniczy tworzą dwuosobowe roty, natomiast zastęp w samochodzie ratowniczo-gaśniczym liczy od 5 do 6 strażaków.

Teraz w wakacje mamy też więcej utonięć…
W kujawsko-pomorskiej PSP mamy dodatkowo dwie grupy ratownictwa wodno-nurkowego i jak dochodzi do tych tragicznych utonięć, to one głównie włączają się do akcji poszukiwawczej. Od tego roku w Toruniu mamy jeszcze grupę sonarową, też mocno ją wspiera. Szczególnie, gdy nie ma jeszcze dokładnie zlokalizowanego miejsca utonięcia danej osoby. Podczas tych poszukiwań zamieszczony za łódką sonar ogólny pokazuje na monitorze cały przekrój wody. Strażacy mają też sonar szczegółowy i używają go, gdy uda się zlokalizować jakąś zmianę w wodzie. Wtedy podpływa do niej nasz podwodny robot i pokazuje bardzo dokładny obraz tego, co pod wodą znaleziono. Jeśli się potwierdzi, że jest to poszukiwana osoba, to wówczas do głębi schodzi strażak-nurek i ją wydobywa. W województwie, oprócz tych wyspecjalizowanych grup, mamy 30 jednostek ratowniczo-gaśniczych. Każda z nich wyposażona jest w sprzęt do ratownictwa wodnego jak choćby łodzie o różnych parametrach. Także większość jednostek OSP już je ma i w przypadku alarmu, gdy ktoś się topi, strażacy natychmiast wyruszają na pomoc.

A co robią strażacy, gdy trzeba poszukać osoby zaginionej na lądzie, co niestety w wakacje także zdarza się częściej?
Zacznę od tego, że mamy tzw. siatkę bezpieczeństwa i z niej wynika, jaka służba w danym zdarzeniu jest wiodącą, a jaka pomocniczą. I tak, w pożarach jest to zawsze straż, a policja ją wspomaga. Z kolei przy poszukiwaniach zaginionych wiodącą służbą jest policja, a straż - pomocniczą. I teraz, jeżeli zaginie starsza osoba z demencją lub dziecko, które weszło w pole kukurydzy to w takich sytuacjach my dostosowujemy się do akcji organizowanej przez policję. W jaki sposób? Przeczesujemy dany obszar, używamy naszych dronów także tych z noktowizorem,aby prowadzić poszukiwania w nocy czy dronów na podczerwień. Dzięki nim możemy wykrywać ciepłotę ciała zaginionego.

Panie komendancie, sporo w tym roku jest pożarów na polach rolniczych…
To prawda. Od 1 lipca mieliśmy w regionie 182 takie pożary. Ich przyczyny bywały różne, ale najczęstsza to awaria maszyn pracujących na tych polach. Okazuje się, że niewiele trzeba, aby mała iskra z kombajnu zapaliła suchą ściółkę czy słomę i wznieciła duży pożar. Trochę też zapominają się sami rolnicy, bo pracując na polu wyrzucają czasem gdzie popadnie niedopałki papierosów.

A jak jest teraz w lasach?
Do tej pory, w naszych lasach mieliśmy 67 pożarów. Chcę tu wyraźnie podkreślić, że mitem jest to, że powstają one od porzuconej w lesie butelki, bo musiałaby być ona cały czas przesuwana zgodnie z kierunkiem słońca tak, aby ta padająca wiązka promieni trafiała tylko w jeden jej punkt - tak długo, aż ten pożar się wznieci. Tak przecież w praktyce nie jest. Nie wykluczamy również świadomych, celowych podpaleń. Jakiś czas temu w okolicach Lipna wybuchły pożary w lesie aż w sześciu miejscach jednocześnie. Poza tym ciągle rozpalane są w lesie ogniska, a potem nieumiejętnie dogaszane. Ale też podpalamy te lasy nieświadomie. Na przykład w Chmielnikach najpierw zapaliła się trawa, a od niej las, ale i kilkanaście zaparkowanych nieopodal pojazdów. Tylko dlatego, że w tej wysokiej i suchej trawie stanęły te auta z rozgrzanym do 700 stopni C katalizatorem. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że i w ten sposób możemy wzniecić tak groźny w skutkach, ogień.

W okresie letnim strażacy chętniej korzystają z urlopów, a zdarzeń w tym czasie jest więcej. I co wtedy?
Codziennie w regionie mamy 298 strażaków gotowych do podjęcia wszelkich działań. Pełnią oni służbę przez 24 godziny, którą w czasie wakacji uzupełniają funkcjonariusze przebywający na tzw. dyżurach domowych. I w razie dużej akcji jak najszybciej muszą się stawić do jednostki, aby wzmocnić działania. Nasze zastępy ratownicze wzmacniają też osoby z administracji, te które mają wymagane uprawnienia do tego, aby zasilić taki bojowy oddział. Jak my to mówimy „schodzą z góry od biurek, na podział bojowy”. Wśród nich są i tacy strażacy, którzy na przykład wcześniej służyli czynnie, a do administracji trafili z przyczyn organizacyjnych. Ale cały czas mają te wymagane uprawnienia i mogą wyjeżdżać do działań ratowniczo-gaśniczych. Są bardzo potrzebni. Zdarza się, że aby zachować ten wymagany minimalny stan zmiany, musimy cofnąć strażakom urlopy. To jest nasza praca, ale przede wszystkim służba i trzeba się z taką nagłą sytuacją liczyć.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Kolejny krok krok do reparacji dla Polski - video flesz

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Domyślam się że Komendant osobiście nie gasi tylko raczej pracuje przy biurku, pytanie: czy zasadna jest możliwość przejścia po 15/25 latach na emeryturkę bezskładkową?
Więcej informacji na stronie głównej Gazeta Pomorska
Dodaj ogłoszenie