Koronawirus z Wuhan z perspektywy Chińczyków. Ekspert: - Spokojnie, to tylko epidemia. Niebawem lecę do Chin

Adam Willma
Adam Willma
Co się dzieje w Chinach, w związku z koronawirusem z Wuhan? CDC / Unsplash
Rozmowa z Radosławem Pyfflem, kierownikiem studiów "Biznes chiński" na Akademii Leona Koźmińskiego o Wuhan i epidemii widzianej oczami Chińczyków.

Wuhan to 11 milionów mieszkańców i miasto, o istnieniu którego większość z nas dowiedziała się dopiero za sprawą epidemii.
Takich ośrodków jak Warszawa jest w Chinach ponad 100, a aglomeracji takich jak Londyn – kilkanaście. Wuhan jest miastem z drugiego szeregu. Nie może równać się z takimi ośrodkami jak Pekin czy Szanghaj. Jest to jednak stolica prowincji Hubei, która liczy kilkadziesiąt milionów mieszkańców. W tej prowincji znajduje się sławna Tama Trzech Przełomów. Rzeka Jangcy zawsze była kluczowa dla tego miasta, Wuhan żyje z tego, że jest końcowym punktem szlaku wodnego.

Radosław Pyffel
Radosław Pyffel Archiwum

Czytaj także: Koronawirus w Niemczech. Cztery osoby zarażone! W jakim stanie są pacjenci?

Co statystyczny mieszkaniec Pekinu powiedziałby o Wuhan?
Trzeba pamiętać, że mówimy o kraju wielkości Europy. Każdy z tych regionów ma swoją specyfikę. W Chinach Wuhan jest jest postrzegane m.in. jako miasto tenisa. Stamtąd pochodzi jedna z największych gwiazd tego sportu – Li Na, która wygrała kiedyś Australian Open. Li Na pisała w swojej książce, że mieszkańcu Wuhan są bardzo emocjonalni, można ich wręcz nazwać Włochami Chin. Nie jest to region szczególnie charakterystyczny i rozpoznawalny, poza tym, że kojarzy się ze wspomnianą rzeką Jangcy. Typowy chiński średniak o populacji zbliżonej do Niemiec.

Ważne

Trudno sobie wyobrazić wielomilionowe miasto, którego ulice opustoszały.
Tu potrzebne jest jedno zastrzeżenie. W Chinach cały czas mamy obchody tamtejszego Nowego Roku – święto spotkań rodzinnych, gier, zabaw i poczęstunków. Generalnie wszystkie miasta w Chinach o tej porze są pustawe, tak jak w Polsce w czasie Bożego Narodzenia. Wiele osób wyjechało z miast na święta do domu i tu jest poważny problem – co z tymi, którzy wyjechali i po przerwie świątecznej będą chcieli wrócić do miast? A powroty zaczną się na kilka dni przed 10 lutego. To gigantyczny proces logistyczny, bo podróżować będą nawet setki milionów ludzi. W sytuacji, gdy 50 miast jest zablokowanych, sprawa wygląda na dość poważną. Jeśli okres blokady będzie się przedłużał, sytuacja może się poważnie skomplikować.

Przez co umrzemy? TOP 10 największych zagrożeń dla zdrowia w...

Może zaskakiwać, że władze Chin nie zdecydowały się na kompletną blokadę informacyjną. Przez internet wycieka mnóstwo relacji z Wuhan i cały świat może oglądać chiński dramat na żywo. Czy to celowa polityka władz?
To bardzo ciekawe zjawisko. W Azji generalnie rządy mają większą władzę niż w Europie. Również w Japonii, podczas katastrofy w Fukushimie, rząd blokował przepływ niekorzystnych ze swojego punktu widzenia, informacji, aby nie doprowadzić do paniki. Jestem zdziwiony, że rząd chiński nie założył szczelnej blokady. Znając realia życia w Chinach, zakładam, że rząd robi wszystko, żeby opanować sytuację, również pod względem informacyjnym.

Czytaj także: Wirus z Chin. Czy paczki i przesyłki z Aliexpress mogą przenosić śmiertelnego koronawirusa?

A może zwyczajnie współczesne rozwiązania technologiczne nie pozwalają mu założyć takiej informacyjnej blokady?
17 lat temu przeżyłem w Chinach epidemię SARS. Odsetek zgonów w przypadku SARS był większy niż podczas obecnej epidemii. Informacje dystrybuowane były w zasadzie głównie przez tradycyjne media. Panika była spora, obcokrajowcy masowo opuszczali Chiny, ale nieporównywalna z tym co widzimy dzisiaj, w epoce nowych mediów, nad którymi być może nie da się zapanować. Jeśli emocje zaczynają dominować, pojawia się wszechobecna panika, to widać jak trudno to zablokować, ani uspokoić sytuacji.

A emocje w tych mediach pokręcane są w znacznie silniej niż w prasie czy telewizji. Wystarczy, że ktoś wrzuci krótki filmik człowieka upadającego na ulicy w Chinach i od razu następują tysiące retweetów i zaczyna się panika. Przyglądając się wydarzeniom z Chin, zadaję sobie pytanie, czy rzeczywiście mamy do czynienia z epidemią dużo groźniejszą i bardziej niebezpieczną od SARS, czy też z innym światem, który bardzo przez ostatnie kilkanaście lat się zmienił.

Czytaj także: Koronawirus z Chin w Kujawsko-Pomorskiem? Pacjent profilaktycznie trafił do szpitala w Świeciu

O roznoszenie wirusa posądza się węże oraz nietoperze na nie polujące. Te nietoperze są jednym z lokalnych przysmaków. To zjawisko typowe dla Wuhan?
Z takich ekscentrycznych potraw słyną raczej prowincje położone na południe od Wuhan. Owszem, w Chinach jada się rzeczy nietypowe, ale nie jest to raczej zjawiskiem powszechnym. Statystyczny Chińczyk nie zaopatruje się w supermarkecie w świeże nietoperze. W centrach miast są knajpki serwujące niecodzienne smaki, ale jest to na ogół rozrywka wąskiej grupy koneserów.

Koronawirus z Chin. Co już wiemy o wirusie? Objawy, leczenie...

Europejczykowi śledzącemu wydarzenia w Chinach rzuca się w oczy dyscyplina Chińczyków, na przykład karne zakładanie maseczek ochronnych.
Staram się wyjaśniać te różnice na wykładach, które prowadzę. Chińczycy należą do cywilizacji, która – aby przetrwać - musiała poradzić sobie z wielkimi powodziami, budując wielkie tamy. Do takich przedsięwzięć potrzeba było sprawnej zorganizowanego wysiłku tysięcy ludzi. To wykształciło zupełnie inny rodzaj dyscypliny społecznej niż w przypadku np. osadników amerykańskich. Miałem okazję pracować kiedyś jako wychowawca w chińskim przedszkolu. Zaskoczył mnie wówczas ogromny nacisk na dyscyplinę kosztem kreatywności. Oczywiście, czasy się zmieniają i styl życia również, ale Chińczycy do dziś bardzo zazdroszczą Japończykom zorganizowania i dyscypliny – kolektywizmu, który działa jeszcze sprawniej niż u nich. Indywidualizm nie jest tam raczej w cenie. Jeśli chodzi o maseczki, to rzeczywiście dla Europejczyka może być to zjawisko dziwne, a nawet przerażające. Trzeba jednak pamiętać o jeszcze jednym czynniku. Zmysł węchu u Azjatów jest bardziej wrażliwy niż w przypadku Europejczyków, a więc również zanieczyszczenia powietrza odbierają oni dotkliwiej niż my. I z tego powodu wielu ludzi zakłada maseczki. Noszenie maseczki jest w dobrym tonie nawet przy drobnych przeziębieniach. W Chinach nie są one niczym niezwykłym.

Epidemie XXI wieku: jakie choroby nam zagrażają? Nie tylko koronawirus

W Europie wybuch epidemii byłby pretekstem do krytyki rządu. Czy w Chinach również te emocje będą miały przełożenie polityczne?
W Chinach również nie obejdzie się bez rozliczeń, tylko jego kierunek będzie odwrotny. To nie dwór będzie rozliczał cesarza, ale cesarz rozliczy lokalnych urzędników. To jest okazja, aby władza okazała swoją troskę o lud. We wschodnim świecie jest to scenariusz dość częsty. Chyba, że epidemia przybierze kształt prawdziwego pandemonium. Wówczas nie można wykluczyć żadnego scenariusza, bo klęski głodu i epidemie zmiotły już niejednego cesarza. Wydaję mi się, że na razie jednak ta opcja nie wchodzi w grę. Podchodzę do tego wszystkiego z dużym spokojem i po świętach związanych z Nowym Rokiem wybieram się do Chin.

Problemy kadrowe gastronomii

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Tę bzdurę o nietoperzach to Wilma nie wiem skąd wytrzasnąłeś. Jest nagranie w internecie jak Chinka je nietoperza, ale to jest blogerka i nagranie spoza Chin. To jest fejk nius, że Chińczycy nietoperze jedzą.

G
Gość

Niech się wybiera. Jego broszka. Tylko niech się później nie ewakuuje przy pomocy polskiego rządu.

Dodaj ogłoszenie