- Panie Krzysztofie, co to? Kryzys pana dopadł?
- A źle mi się żyje przez ten kryzys. I do tego od reumatyzmu dostałem choroby serca. Z wiekiem będzie coraz gorzej. W każdej chwili może przyjść kryzys. Trach i po człowieku. Ale co tam, taką malutką zastaweczkę mi wstawią i będzie dobrze.
Jasnowidz z Człuchowa: - Wszyscy jesteśmy telepatami
- Oj, rąbnie nam pan w kalendarz i co?
- Nie badam się, bo nie mam czasu! Wciąż jestem zajęty. Niedawno wysłałem pismo przedprocesowe rzecznikowi policji Mariuszowi Sokołowskiemu.
- Znowu?
- W 2000 roku wcale nie doszło do procesu. Wszyscy mi wyperswadowali drogę sądową, ale powiedziałem sobie - koniec. Dlaczego ja mam być pokorny? Nie chcę, mam już tego dosyć. Policja korzysta z mojej pomocy, oszczędzając sobie trudów i kasy, a potem się tego publicznie wypiera. Mam w dupie ich korzystanie i wypieranie się, ale nie pozwolę się tak traktować! Uległem perswazjom w 2000 roku i szkoda. Teraz będę dochodził swoich praw przed sądem pracy.
- Ale to chyba nie to miejsce.
- A dlaczego? Mówi się o mojej pracy, kwestionując moją wiedzę zawodową. Czyszczę policji kartoteki. Ktoś zgłasza zaginięcie. Są sprawy, z którymi policja nie radzi sobie latami, a ja dostaję od ludzi telefony, że dzięki mojej mapie mogą godnie pochować bliskich. Podobny problem mam z Itaką, która żyje z rodzin zaginionych. Zupełnie jak Jackowski. Ale jak Jackowski to robi i ma efekty, to jest źle, ale jak Itaka - to już jest w porządku. Wie pani, jak to wygląda w Itace?
Jasnowidz Krzysztof Jackowski: Chwalę się trupami. Lubię je
- Nie mam pojęcia.
- Twierdzę, że oni fałszują raporty: Itaka plakatuje i informuje, robi dokumentację. Chcę zażądać od Itaki weryfikacji spraw wyjaśnionych, bo w ich statystykach są moje sprawy. Znalazłem trupa, rodzina dzwoni do Itaki i mówi - już nie szukajcie, naszego ojca znalazł Jackowski, a oni dają na aktach pieczątkę - załatwione. Zażądam, żeby w ich dokumentach znalazły się zapisy - odnalezione dzięki wskazówkom jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego. Przez lata nie reagowałem, ale powiedziałem sobie - koniec.
- Skąd takie nastawienie?
- Dzięki narzeczonej, Kasi. Moja Kasia tchnęła we mnie wiarę w siebie. Powiedziała mi: człowieku, czemu ty pochylasz głowę? No właśnie, czemu? Przecież nie mam powodu do wstydu, znalazłem tyle osób i mam na to dowody. Czego mam się tego wstydzić? Czy to jest coś złego, że chcę walczyć o godność swojej pracy? Dość tej pokory! Przed Kasią czułem się zaszczuty, wiedziałem, że robię dobre rzeczy, ale spuszczałem głowę. A dzięki niej wiem, że jestem wartościowym człowiekiem.
- No no, bardzo pan bojowo nastawiony.
- Znajdując ludzi udowodniłem, że istnieje coś więcej niż świat realny. Wszystko jest kwestią telepatii i coraz częściej jestem zapraszany na uczelnie z wykładami na ten temat. Świat naukowy powoli przełamuje stereotypy, ale policja tego nie potrafi, przynajmniej oficjalnie. Nie ma to nic wspólnego z sacrum, tylko zwykłym procesem myślowym. Ja mam takie właściwości, ktoś inny ich nie ma - i tyle. Chcę udowodnić, że telepatia jest cechą naszej psychiki. Ile będę żył i wystarczy mi sił, będę o to walczył. Bo Jackowski nie tylko znajduje ludzi, ale zażąda od urzędników i nauki osądzenia rzeczywistości.
- Skoro policjanci tak panu nie wierzą, to po co przychodzą?
- Ostatnio przejechali do mnie policjanci z Gniezna. Dostałem zdjęcie zamordowanej kobiety i poczułem, że już wiem wszystko. Oni siedzieli na kanapie, byliśmy wszyscy przy stoliku i nagle coś zastukało w biurko, które stoi pod ścianą. Zażartowałem, że ona jest z nami i nagle poczułem, że była, naprawdę była. Opowiedziałem, że zabili ją jej wnuczkowie, że wiedzieli, że ma pieniądze na pogrzeb i przyszli je zabrać, a ona nagle weszła do domu. Jeden się przy tym skaleczył, ale udawał, że stało się to kiedy indziej i wiele innych szczegółów. I nagle powiedziałem tak: kojarzy mi się zaprawa śledziowa. Nie wiem, o co chodzi, ale śledzie i zaprawa. Oni nagle mówią: pan rozmawia z nieboszczką. Bo okazało się, że podałem wszystko, jakbym tam był. Oni nawet tych wnuków podejrzewali, ale nie byli pewni. A na stole w kuchni leżała kartka z przepisem na zaprawę śledziową. Dla policjantów trup to trup. Przepis był tak ciekawy, że panie policjantki go sobie zapisały i nawet zrobiły taką zaprawę, co było ich tajemnicą. Nikt o tym nie wiedział, a ja to powiedziałem. Wyszli zaszokowani.
- To teraz policjanci chyba już przestaną do pana przyjeżdżać.
- Szczerze? Ja naprawdę mam to w dupie.
Czytaj e-wydanie »