Łukasz Gorczyca: - Każdy z artystów zostawił odrobinę swego...

    Łukasz Gorczyca: - Każdy z artystów zostawił odrobinę swego serca

    Rozmawiał Witold Opic

    Gazeta Pomorska

    Gazeta Pomorska

    Łukasz Gorczyca

    Łukasz Gorczyca ©Agata Jankowska

    Nakładem toruńskiej wytwórni płytowej HRPP Records ukazał się album Łukasz Gorczyca i Przyjaciele. Premierowy koncert odbył się 4 kwietnia w Toruniu. Łukasz Gorczyca to ceniony basista, współpracujący z wieloma artystami z całego świata.
    Łukasz Gorczyca

    Łukasz Gorczyca ©Agata Jankowska

    Gdy ma się przyjaciół nagrywa się płytę...


    - To prawda, niektórzy tak robią, znam nawet taką osobę.

    Mówi pan o sobie


    - Ta płyta siłą rzeczy wcześniej czy później musiała się ukazać. Artyści, których zaprosiłem do współpracy, tym razem pod moim szyldem, to ludzie z którymi wiele lat współpracowałem, grałem z nimi trasy koncertowe, spotykaliśmy się też w studio. Teraz role się odwróciły, teraz to oni pracują dla mnie.

    Pan jest kompozytorem całego albumu, czy to pierwsza autorska płyta ?


    - Tak, to pierwsza moja autorska płyta, do tego to album koncepcyjny - każda piosenka jest w innej stylistyce. To efekt zamierzony, ponieważ każdy z tych artystów, którzy występują na płycie ma ma inny charakter. Każdy z nich zostawił tutaj trochę siebie, odrobinę swego serca.

    Słuchając płyty miałem wrażenie, że przenoszę się co chwilę w inną muzyczną epokę. Raz słyszałem Erica Claptona grającego ze Stevem Winwoodem, by po chwili przenieść się i usłyszeć funkowe rytmy, jak u Michała Urbaniaka i jego „Urbanatorze”.


    - Użył pan takich porównań, że moje serce rośnie. Łechta to oczywiście moją próżność, to fajnie, bo zawsze jest chyba tak, że na kimś się wzorujemy. To czego słuchamy na co dzień albo to czego słuchaliśmy, gdzieś to siedzi w nas głęboko i nawet podświadomie wychodzi spod palców, spod głowy czy spod... czapki. Ja generalnie lubię takie stare rzeczy, jak muzyka funkowa lat 60, 70, 80.

    Jak układała się współpraca z gwiazdami? Na płycie współpracował pan m.in. z Jennifer Batten, która była gitarzystką u Michaela Jacksona.


    - Nie wiem, czy „układała” to dobre słowo. Jesteśmy zaprzyjaźnieni z Jennifer , praca z nią to była czysta przyjemność, rozumiemy się w pół słowa i też muzycznie czytamy w swoich myślach. Tak samo z Patsy ( Patsy Gamble, saksofonistka, która współpracowała z Rodem Stewartem i Mickiem Jaggerem) z którą jestem zaprzyjaźniony od wielu lat. Podobnie jest z innymi muzykami, którzy wystąpili na płycie „Gorczyca i Przyjaciele”. To wszystko jest bardzo naturalne, choć trwało bardzo długo, gdyż cały proces tworzenia i nagrywania trwał prawie dwa lata. Bardzo się cieszę, że ta płyta się ukazała,, nie mogłem się tego doczekać.



    Jak zawiera się takie znajomości?


    - Dzieje się to bardzo naturalnie. Jeżdżąc w trasy koncertowe poznajemy bardzo dużo ludzi. Z biegiem czasu spotykamy coraz lepszych muzyków, gramy na lepszych festiwalach, odwiedzamy coraz więcej krajów. Gdzieś rodzą się znajomości, niekiedy przekształcają się w przyjaźnie a potem pojawiają się propozycje zawodowe. To wszystko wychodzi bardzo spontanicznie

    Planujecie koncerty?


    - Graliśmy już kilkanaście ale rzecz jasna planujemy kolejne koncerty projektu „Gorczyca i Przyjaciele”. Każdy koncert będzie inny z powodu logistyki. W nagrywaniu płyty brało udział bardzo wielu muzyków i jeśli byśmy chcieli ich zebrać w tym samym czasie siłą rzeczy musiałby to być bardzo drogi koncert.

    Czy także zamierzacie grać w naszym regionie?


    Również tutaj. Premiera płyty miała przecież miejsce w Hard Rock Pubie Pamela w Toruniu, 4 kwietnia. Ale też będziemy grać na południu Polski, na Śląsku, Opolszczyźnie, Podkarpaciu. Będzie tych koncertów naprawdę sporo.

    Czy lubi Pan porównania? Często Pana granie porównywane jest z Krzysztofem Ścierańskim...


    - Nie śmiałbym nigdy tak powiedzieć o sobie.

    Denerwują one pana?


    - Nie denerwują, ja się uśmiecham. Uśmiecham się z takim rozrzewnieniem, gdyż Krzysztof Ścierański jest jednym z moich guru i to dla mnie niedościgniony wzór. Ale to bardzo przyjemne porównanie.

    - Piosenka „Samba na słowa”, gdzie występuje Kasia „Puma” Piasecka zdobywa polskie listy przebojów.


    - Piosenka chyba się podoba. Od kilku tygodni jest na czołowych miejscach list przebojów w kilku lokalnych rozgłośniach radiowych. To nas oczywiście bardzo cieszy. Wcześniej powiedziałem, że ta płyta to album koncepcyjny, taka książka zamknięta. Okazuje się jednak, że musimy tę puszkę Pandory otworzyć jeszcze raz, przygotowujemy się bowiem do wydania winylowego tego albumu. A w związku z tym pomyśleliśmy, że jak otwieramy tę puszkę to trzeba słuchaczom dać coś dodatkowego, więc na winylu będzie jeszcze bonus. Mamy pomysł aby premiera płyty winylowej odbyła się pod koniec roku w Londynie, chcemy zaprosić na nią muzyków z województwa kujawsko-pomorskiego oraz z Anglii. To będzie europejska premiera tej płyty.

    Winyl. A plany na kolejne rzeczy, może kolejna płyta?


    - Oprócz albumu o którym rozmawiamy do końca roku będę też promował drugą płytę mojego „drugiego muzycznego dziecka” zespołu Oversoul, którą wydało Polskie Radio. Znajdują się na niej też moje autorskie rzeczy. Latem będę koncertował też z bardzo ciekawym gitarzystą z Australii - Wolfem Mailem , w październiku z moim zespołem będę grać z czarnoskórym bluesmanem z Chicago Vincem Agwadą, do tego dojdą też koncerty z zespołem Krzysztofa „Pumy” Piaseckiego.

    Bardzo intensywny czas...


    Do tego potrzebne jest na pewno zdrowie oraz cierpliwość i wytrwałość. Mam też pomysły na swoją kolejną płytę. Jest już jej koncepcja, są wybrane kompozycje. Na razie ostatnia płyta jest jednak tak „gorąca”, że nie mogę w pełni poświęcić się kolejnej ale w przyszłym roku będzie na pewno kolejna premiera.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Wideo