Wśród następców Murawskiego wymienia się Tomasza Arteniuka, Marka Chojnackiego i Dariusza Pasiekę. A może bydgoszczan poprowadzi Piotr Gruszka, asystent Murawskiego?
- Dlaczego podał się pan do dymisji?
- Wiele rzeczy miało na nią wpływ. Nie była łatwa (długie milczenie). Jest za wcześnie, by mówić o wszystkim, a poza tym nie wiem czy chcę o wszystkim powiedzieć. Prosta przyczyna jest taka, że nie było wyników, ale nie była jedyna. Stwierdziłem, że może jak odejdę, to przyjdzie ktoś, kto będzie miał więcej szczęścia niż ja. Może odmieni sytuację.
- Co się stało z zespołem walecznym ze sparingów, który gonił rywali po boisku?
- W mojej filozofii gry, w której wymieniamy wiele piłek, bardzo istotne jest boisko. W sparingach graliśmy na sztucznej murawie, równej i było nam łatwiej. Poza tym nie było presji. W lidze, kiedy przyszło grać na słabych boiskach, nasz atut odpadł. Pojawiła się presja, która miała wpływ na podejmowane decyzje na boisku. Wtedy posypała się nasza gra. Kluczowy chyba był mecz z Zagłębiem. Nie powinniśmy w taki sposób stracić punktów. Zamiast dostać kopa, wpadliśmy w doła. Sami sobie zaczęliśmy robić presję. Poza tym atmosfera wokół mojej osoby i klubu była niefajna. Zespół to czuł. Udało mi się zmotywować drużynę na pierwszą połowę z Ruchem. Po przerwie straciliśmy gola, tradycyjnie po stałym fragmencie gry i znowu wszystko się posypało.
- Może przyjęta filozofia gry była zła. Zamiast uczyć grać ładnie w piłkę trzeba było wymagać dobrej obrony, skutecznej kontry i szlifować stałe fragmenty gry. Tak jak robią to inni. Przecież to jest trzecia liga państwowa.
- Możliwe, ale to nie byłby mój zespół! Chcę, by to co działo się na boisku było przemyślane i zaplanowane. Lubię mieć kontrolę nad grą. Wiosną poza fragmentami meczów u siebie w pierwszych połowach, to nie funkcjonowało.
Cały wywiad tylko w poniedziałkowej "Gazecie Pomorskiej" i http://kiosk.m2a.pl/gazetapomorska