Marcin Dołęga: Taka szansa się nie powtórzy... To chyba koniec

TOMASZ FROEHLKE Z LONDYNU
Marcin Dołęga był faworytem do zdobycia mistrzowskiego tytułu
Marcin Dołęga był faworytem do zdobycia mistrzowskiego tytułu Paweł Skraba
- Taka szansa już się nie powtórzy. A była tak wielka okazja, żeby stanąć na podium. To chyba koniec. Rozmowa z Marcinem Dołęgą.

- To najsmutniejszy dzień w pana karierze?
- Chyba w całym życiu. Jestem trzykrotnym mistrzem świata, a jak widać nie nadaję się chyba na igrzyska. Kontuzja stanęła na przeszkodzie w Pekinie, a teraz dałem totalnie ciała. To był najważniejszy start w moim życiu. Byłem całkowicie zdrowy, świetnie przygotowany. Trzeciej szansy już nie będzie. Zawsze mówiłem, że te trzy tytuły mistrzowskie oddałbym za jeden medal olimpijski. Nie chcę rzucać zdecydowanych słów teraz na gorąco, ale muszę nad tym wszystkim poważnie się zastanowić. Chyba trzeba powiedzieć jednak "koniec".

- Co się stało? Był pan zdenerwowany? Czuł się źle?
- Wręcz przeciwnie. Byłem totalnie spokojny. Zupełnie nie czułem, że to są igrzyska. Po prostu - spokojnie podnieść to, co wielokrotnie podnosiłem na treningach. Podchodziłem spokojnie, wstawałem bez problemu, a sztanga była lekka a ciągnęła mnie do przodu. Barki mi wyrywało, nie mogłem jej zablokować i byłem w szoku. Była lekka, a leciała. Nie potrafię sobie wytłumaczyć, co się stało.

Dramat Marcina Dołęgi!

- Może warto było założyć na początek inny ciężar. Może nieco mniej?
- No i założyliśmy. Nie 195 kg, ale 190. Taktyka była taka, żeby założyć spokojny dla mnie ciężar a potem kontrolować sytuację. Wyrywając 190 kg medal byłby prawie pewny. To nie jest dla mnie żaden ciężar. Zapewne teraz stanę w środku nocy i go podniosę. Na treningach po 180 czy 185 kg wyrywałem po sto razy i sztanga fruwała. Potrafiłem dwa razy jeden za drugim wyrywać taki ciężar. Ale co z tego? Byłem przygotowany na 420 kg a nie potrafiłem wyrwać 190. Ostatni raz spaliłem trzy podejścia w rwaniu bodaj w 2007 roku, gdy miałem rozcięty palec. Na 193 kg, bo nie miałem jak chwycić zranioną ręką sztangi. Na ostatnim zgrupowaniu przed igrzyskami w Spale nie spadło mi żadne podejście. 190 kg wyrwałem tam niezliczoną ilość, 195 kg dwa razy, 200 kg - raz. I tak przez miesiąc.Sam trener bardzo się dziwił, że w wieku 30 lat nie spada mi żadne podejście. Najmniej na jednym z pięciu sprawdzianów to było 190 kg wyrwane na treningu trzy razy i podrzucone 225 kg dwa razy. Z uśmiechem na ustach. I co z tego? Mogłoby wszystko spadać, byle teraz utrzymać.

- Sportowcy to taki naród, że przegrywają, ale potem podnoszą głowę i idą dalej. Może warto iść dalej.
- Nie wiem, czy ja to wstrzymam. Wątpię. Sam na razie nie wiem, co dalej zrobić. Nie mam pomysłu.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.