Maria Ulatowska od dziecka marzyła, by zostać sławną pisarką. Tworzyć zaczęła na emeryturze

rozmawiała Jolanta Zielazna, [email protected]
Autorka wróciła do Bydgoszczy po 15 latach nieobecności. - Miasto wypiękniało - mówi. Autorka
Na książki Marii Ulatowskiej w niektórych bydgoskich bibliotekach tworzą się listy kolejkowe.

Na spotkaniu autorskim

Autorka wróciła do Bydgoszczy po 15 latach nieobecności. - Miasto wypiękniało - mówi.
Autorka wróciła do Bydgoszczy po 15 latach nieobecności. - Miasto wypiękniało - mówi. Autorka

Autorka wróciła do Bydgoszczy po 15 latach nieobecności. - Miasto wypiękniało - mówi.
(fot. Autorka)

Na spotkaniu autorskim

Barbara Jendrzejewska, bydgoska poetka, Marię Ulatowską poznała w internecie. W realu zobaczyły się podczas ostatniego spotkania autorki "Sosnowego dziedzictwa" w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej w Bydgoszczy.

Jendrzejewska zdradziła wtedy, że dostała od Ulatowskiej jedną z jej książek. Nie zdążyła się za nią zabrać, gdy wieczorem sięgnął po książkę mąż. Czytał całą noc. Rano powiedział, że pożyczy koledze. Książka wśród kolegów krąży do dziś, Barbara Jendrzejewska jeszcze jej nie przeczytała.

Przedstawiana jest jako specjalistka od prawa dewizowego, współautorka podręcznika z tej dziedziny. Miłośnicy czytania znają ją z innych tekstów. Maria Ulatowska opowiedziała nam, jak to się stało, że zaczęła pisać, skąd bierze pomysły na książki, czy jej bohaterowie istnieją naprawdę.
- Czekała pani na emeryturę?
- Tak - mówi to z radością. - Tak bardzo, że przeszłam na wcześniejszą. Nie dostałam się na wymarzoną archeologię śródziemnomorską, zaczęłam pracować. Studiowałam zaocznie. Uzbierało mi się 40 lat pracy, byłam już zmęczona.

- A gdyby miała pani pracować do 67?
- Nie, nie! No, gdybym musiała i nie miała wyjścia, to bym najprawdopodobniej pracowała. Ale gdybym tylko mogła nie pracować tak długo, to wolałabym jednak nie.

- Podobno pisze pani "od zawsze", ale były to teksty prawnicze, a nie powieści. Między jednym a drugim jest przepaść.
- Jest. Przez 15 lat przed emeryturą zajmowałam się prawem dewizowym, jeździłam z wykładami, pisałam artykuły, ale nie traktowałam tego jako "pisanie" w rozumieniu tego, co dziś robię. W ogóle mi nie przyszło mi do głowy, że ja piszę, aczkolwiek to robiłam. Pisanie kojarzyło mi się z czymś innym, z innym czytelnikiem. Natomiast moja pierwsza próba literacka była, gdy miałam 5 i pół roku, może 6 lat. Napisałam opowiadanie o dziewczynce, która wpadła do kałuży i znalazła się w innym świecie. Było to oczywiście podobne do Alicji z krainy czarów, ale wtedy jeszcze tej książki nie czytałam, więc nie ściągałam od autora. Napisałam to opowiadanie i mój dumny tata rozesłał je po wszystkich "Misiach", Świerszczykach", "Płomyczkach" i co tam jeszcze było. No, ale nie poznali się, niestety, na moim talencie. Nie ukazało się. Jako dziecko marzyłam, że zostanę sławną pisarką, z naciskiem na "sławną", ale wypisywałam się w szkolnych wypracowaniach. I dopiero na emeryturze, jak uzyskałam upragnioną wolność, stwierdziłam, że spróbuję.

- To znaczy, że gdyby pani nie przeszła na wcześniejszą emeryturę, to byśmy nie czytali "Sosnowego dziedzictwa" czy "Domku nad morzem"?
- Nie tylko to, że przeszłam na emeryturę było powodem, dla którego zaczęłam pisać. Straciłam bardzo bliską osobę. Nie mogłam się z tego otrząsnąć, nawet musiałam się uciec do pomocy lekarskiej. I mądry lekarz powiedział, żebym wzięła się za coś, co zajmie mi myśli. Żebym ciągle nie myślała o tym, co mnie spotkało. Wtedy przyszło mi do głowy: No to może spróbuję napisać książkę. I zaczęłam pisać książkę.

- Pomysł na nią skąd przyszedł do głowy?
- Nie uwierzy mi pani, ale nie wiem. Zawsze to wszystkim opowiadam, więc powtórzę po raz enty, że tak naprawdę napisała tę książkę moja klawiatura. Podczas pisania rodził się szkic powieści. Zaczynając pisać nie wiedziałam, że będę się cofać co czasów powstania warszawskiego, do wojny. Że będzie taka tajemnica, że testament - bo dwór odziedziczony, pensjonat - to mi się samo pisało. Naprawdę! Chociaż to może śmiesznie brzmi, ale tak właśnie było! Później, jak już książka nabrała kształtów, to wymyśliłam dalszą fabułę. Powstał drugi tom, więc wiedziałam mniej więcej, co ma być i jak. Ale sam początek, to równie dobrze - śmieję się - moja klawiatura mogła wymyślić zupełnie co innego.

- Książka miała być terapią. Pomogło?
- Tak, trochę się z tej traumy otrząsnęłam. Ale później wpadłam w rytm pisania. Spodobało mi się to. Oczywiście pomogło mi bardzo, że znalazłam doskonałego wydawcę.

- Bo powieści powstaje mnóstwo, ale często kończą swój żywot w szufladzie. A u pani tak, ot - na pstryknięcie palcami.
- Tak mi się naprawdę udało... To było jakieś zrządzenie losu, że akurat ta osoba w wydawnictwie Prószyński wzięła moją książkę i spodobała się na tyle, że od razu podpisano ze mną umowę na drugą i trzecią książkę, a później na wyłączność.

- Lekko, łatwo i przyjemnie. A mówi się, że z książek nie da się wyżyć.
- Z wyżyciem jest inna sytuacja. Moje książki sprzedają się - nie powiem, że dobrze. One się sprzedają bardzo dobrze. W dziesiątkach tysięcy egzemplarzy. Gdybym w tej chwili miała żyć tylko z pisania, to doskonale by mi się to udało. Ale nie wiem, co będzie za rok. To nie jest zawód, który zapewnia utrzymywanie się do końca życia.

- Trafiła pani w gust czytelników.
- Tak wygląda. Sama wiem po sobie, że mam powyżej dziurek od nosa okropieństw. Otworze telewizor - morderstwa, otworzę gazetę - zabójstwa, jadę tramwajem - słyszę o gwałtach, rozbojach, kradzieżach. Chciałam, żeby ludzie - tak samo, jak ja - otwierali książkę, bo chcą odpocząć od tego, odprężyć się, przeżyć miłe chwile. Postanowiłam dać to ludziom. Okazało się, że tego chcą. Najprawdopodobniej do tego tęskną. Wiem, że życie jest inne, że nie jest tak sielsko. Przecież żyję na tym świecie.

- Czyli to trochę bajki współczesne.
- Troszeczkę to jest celowe. Po prostu chcę, żeby ludzie odprężyli się, pomyśleli: O! Jak jej się udało, może i mnie się kiedyś uda. Pokazuję, że marzenia mogą się spełniać nawet w wieku lat 59. A nawet później. Tylko trzeba chcieć, mieć zdrowie oczywiście, energię i wolę.

- Pani bohaterowie są od początku do końca wymyśleni, czy od początku do końca z krwi i kości, ale "ulepieni" z różnych osób?
- W każdym bohaterze jest coś z autora, coś z przyjaciół, rodziny i coś z obserwacji z życia, książek, filmów. Najbardziej osobistą książką jest "Domek nad morzem". Zaczyna się, gdy 9-letniej dziewczynce umiera mama. Potem jest 50 lat życia tej dziewczynki. To, że bohaterka z Warszawy przeprowadza się do Bydgoszczy, mieszka tu przez 10 lat, jest oparte na moim dzieciństwie. Oczywiście, wiele rzeczy jest pozmienianych, dodanych, ale kanwa jest. Dzieje dorosłej już Ewy trochę oparte są na przeżyciach mojej przyjaciółki.

- Rzeczywiście mieszkała pani w Bydgoszczy?!
- Tak, urodziłam się w Warszawie i tam mieszkałam 12 lat. Później tak się losy ułożyły, że przeniosłam się do Bydgoszcz i właśnie to opisuję w "Domku nad morzem". Choć oczywiście, nie wszystko jest autentyczne. Ale w Bydgoszczy skończyła ogólniak nr VI. Nie dostałam się na archeologię śródziemnomorską, wróciłam do Bydgoszczy i i zaczęłam pracę w Urzędzie Wojewódzkim. Dopiero po dwóch latach zrozumiałam, że warto studiować. Zaczęłam prawo na UMK, ale zaocznie. Później, znowu wskutek rodzinnych zawirowań, wróciłam do Warszawy i skończyłam studia na UW. Ostatni raz w Bydgoszczy byłam 15 lat temu , na pogrzebie mojej przyjaciółki. Miasto bardzo się zmieniło. Wypiękniało. Choć ulica Świętojańska akurat nie. A tam wtedy mieszkałam.

- Co pani robi, jak nie pisze?
- Czytam. Albo pisanie, albo czytanie, albo działka. Ale na nią mam już naprawdę bardzo mało czasu.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie