Matura wczoraj i dziś

Aleksandra Budzińska
Udostępnij:
Maturę zdawał mając przeszło trzydzieści lat. Tak się życie ułożyło.

Najpierw , będąc dzieckiem stracił ojca - uczestnika wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku. Jakby tego było mało, kilka lat później odeszła i matka . Odtąd wychowywał się u wujostwa w Rusinowie.

Dionizy Kawecki, prawdopodobnie ma szlacheckie pochodzenie. Jego ojciec - Teofil odziedziczył majątek koło Przasnysza. Później zakupił dom na dzisiejszej ulicy Warszawskiej w Rypinie. W rypińskie, rzuciła go wojna polsko-bolszewicka i tu już pozostał. Zmarł w 1930 roku, gdy mały Dyzio miał zaledwie 5 lat. Jak przez mgłę, pamięta swojego dziadka ze strony matki, który snuł opowieści o księciu Józefie Poniatowskim.

- Znam nawet wiersz o tym dowódcy: "Książę Józef Poniatowski, dobrze Niemców kropił. Ale wielkie to nieszczęście, bo nam się utopił" (przyp. red. : w rzeczywistości Poniatowski, utopił się w nurtach rzeki Elstery, podczas bitwy pod Lipskiem, w 1813 r.).

Mały Dionizy rozpoczął edukację w szkole powszechnej w Czyżewie. Pamięta doskonale swoją świetną nauczycielkę , zamordowaną jesienią 1939 przez gestapo w rypińskim "Domu Kaźni" - Łucję Kulczewską. Później uczęszczał do szkoły w Rypinie. Skończył 7 klas. Wybuchła wojna i brutalnie przerwała dobrze zapowiadający się proces edukacji. Jako młody chłopak wywieziony został na roboty przymusowe do Prus Wschodnich (dzisiejsze Mazury) . Przydzielono go do małego gospodarstwa rolnego koło Malborka.

- O dziwo byłem tam dobrze traktowany. Mój gospodarz - Niemiec, Jeszke , miał niewiele wspólnego z tymi oprawcami, którzy np. działali tu, w rypińskiem. Pracowałem w polu, w gospodarstwie, kiedy trzeba jeździłem po zakupy. Obchodzono się ze mną niemalże jak z członkiem rodziny. Ja, który, tak wcześnie zostałem sierotą, doceniałem to - opowiada pan Dionizy.

Gdy nadciągał front rosyjski i rodzina Jeszke uciekała do Niemiec, chciała go ze sobą zabrać. Wolał jednak, mimo, że tak niepewne były jego dalsze losy wrócić w rypińskie strony. Utkwiły mu w pamięci pewne "obrazy", które zastał po wojnie: pustki na ulicach Rypina, drewniane chałupy, tuż przy głównych ulicach. Nie było już "bramy sierpeckiej (usytuowanej przy dzisiejszym postoju taksówek), synagogi (stojącej opodal dzisiejszego CPN-u).

W maju 1946 został powołany do służby wojskowej w 1. Pułku Artylerii 1. Dywizji im. Tadeusza Kościuszki w Skierniewicach. Później było wiele innych stacji wojskowej służby. Pan Dionizy brał min. udział w walkach z bandami na terenie Lubelszczyzny i Bieszczad, za co został odznaczony Krzyżem Walecznych.

- Po powrocie z wojska rozpocząłem pracę w cegielni w Rusinowie. W latach pięćdziesiątych, zaistniała możliwość dalszej edukacji. Z racji zainteresowań i dotychczasowej pracy, podjąłem naukę w Technikum Ceramiki Budowanej w Krotoszynie. Placówka szkoliła kadry na potrzeby przemysłu ceramiki budowlanej. Powołana w 1951 r. przez Ministerstwo Przemysłu Lekkiego na wniosek Centralnego Związku Przemysłu Ceramiki Budowlanej. Dyrektorem szkoły został Benedykt Przybylski. Edukacja trwała dwa lata i kończyła się złożeniem egzaminu dojrzałości. Było to w 1956 r.

- Oto pamiątka -wskazuje rozmówca na okazałe zdjęcie, na którym widnieją wszyscy absolwenci z jego rocznika, wraz z dyrekcją_. - Były to niezwykle intensywne dwa lata wytężonej nauki: w godzinach przedpołudniowych odbywały się zajęcia teoretyczne, a po południu- praktyczne. Egzaminy dojrzałości zdawaliśmy, tak jak i obecnie, w maju. Była oczywiście powołana komisja egzaminacyjna i przed nią zdawaliśmy. Oprócz pisemnej i ustnej części z kilku przedmiotów, był również egzamin z przedmiotów zawodowych. Były więc pytania z budowy pieca, sposobu wydobycia gliny itp. Wcześniej także, jak obecnie, był bal gimnazjalny. Niestety do mnie żona nie mogła przyjechać, bo spodziewała się dziecka - _wspomina pan Kawecki.

Po ukończeniu szkoły w Krotoszynie, pan Dionizy awansował w pracy, czyli w Rypińskich Zakładach Ceramiki Budowlanej, któremu to przedsiębiorstwu podlegały cegielnie: Rusinowo, Wapno, Brodnica, Wąbrzeźno i Gulbiny. Na stanowisku kierownika technicznego produkcji, pan Kawecki pracował do chwili przejścia na zasłużoną emeryturę. Jeszcze do niedawna aktywnie działał na rzecz Rypińskiego Oddziału Związku Bojowników o Wolność i Demokrację, pełniąc funkcję najpierw członka zarządu, a później (od 1992 do 2001r.) - prezesa koła. Gdy dotknęła go choroba ustąpił ze stanowiska. Dyrekcja Związku Kombatantów i Byłych Więźniów Politycznych we Włocławku uhonorowała go tytułem Honorowego Prezesa Zarządu, zaś Prezydent RP z dniem 1 czerwca 2001 r., nadał mu stopień podporucznika.

Pan Dionizy Kawecki jest z tych, dla których mundur żołnierski, to rzecz święta.

- A, egzamin dojrzałości? Tak naprawdę, , zdałem go znacznie wcześniej, aniżeli w szkole w Krotoszynie- dodaje z zadumą pan Dionizy.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

i jutro

B
Bill
Patrzcie młodzi ile trzeba mieć determninacji by być przyzwoitym człowiekiem i patryiotą.Losy tego człowieka mogą służyć za przewodnik dla nas wszystkich jak zostać człowiekiem w okolicznościach nawet najbardziej ekstremalnych.Chylę czoło
Dodaj ogłoszenie