Najgorsze miejsce w Inowrocławiu. Dla zapewnienia porządku posterunkowy, który tam pełni służbę dostanie zegarek i wachlarz...

Piotr Strachanowski
Jeszcze tu cisza i spokój, bo to fotografia z 1905 r., ale już za 20 lat będzie się tu działo! Właśnie skrzyżowanie "Królówki" i Zygmuntowskiej z ulicą Toruńską w Inowrocławiu określano w latach 20. ub. wieku jako najgorsze miejsce  w mieście
Jeszcze tu cisza i spokój, bo to fotografia z 1905 r., ale już za 20 lat będzie się tu działo! Właśnie skrzyżowanie "Królówki" i Zygmuntowskiej z ulicą Toruńską w Inowrocławiu określano w latach 20. ub. wieku jako najgorsze miejsce w mieście Z archiwum autora
Fatalne i groźne skrzyżowanie "Królówki" i Zygmuntowskiej z ulicą Toruńską w Inowrocławiu, gdzie automobile mkną jak oszalałe i trąbią na ludzi, wojsko chodniki ujeżdża, a biedny szofer premiera się błąka, drogę myli i do kasyna dojechać nie potrafi... Przypominamy tekst, który ukazał się w "Gazecie Pomorskiej" w 2016 r.

Zobacz wideo: Więcej radarów na polskich drogach. Zapłaci za to Unia.

Ta oszczędna w słowach notka ukazała się w "Dzienniku Kujawskim" w piątek 13 kwietnia 1923 r. pod nie oddającym dramatyzmu sytuacji tytułem: "Przejazd premiera przez Inowrocław". W notce zaś redaktor - zdaje się jednym tchem - pisał tak: "Wczoraj około godz. 6-ej po poł. przejeżdżał premier otwartym automobilem przez miasto nasze w towarzystwie drugiej osoby wojskowej. Jadąc kłaniał się salutującym go posterunkom Pol. Państw. i nielicznie zgromadzonej na zbiegu ulic Toruńskiej i Król. Jadwigi publiczności. Szofer nie orientujący się należycie, w pierwszej chwili pojechał w stronę dworca kolejowego, lecz po niejakim czasie spostrzegł pomyłkę i został skierowany na ulicę Toruńską".

I Bogu dzięki! - aż chce się dopisać, bo fatalna w skutkach byłaby to pomyłka! Ani chybi premier zdążał otwartym automobilem w celu wiadomym prosto do kasyna oficerskiego przy Toruńskiej, zaś szofer - osobnik nietutejszy i słabo w topografii miasta rozeznany - jadąc dalej "Królówką" w stronę dworca kolejowego z każdą chwilą nieuchronnie oddalałby się od celu niczym udręczony Józef Szwejk w drodze do Czeskich Budziejowic.

Przez Inowrocław przejeżdżał premier Władysław Sikorski

A o jakim to premierze mowa, bo "Dziennik" - o dziwo - nazwiska jego nie wzmiankuje? Do tego czasu młoda RP od listopada 1918 r. miała ich już jedenastu, przy czym Daszyński był premierem 3 dni, drugi po nim Moraczewski - 60, Witos - premier dwukrotny "wyśrubował" wynik na 416. Paderewski rządził 313 dni, po nim był Skulski 179 dni, dalej Grabski, który padł po 27 dniach, po nim nastał Ponikowski, też premier dwukrotny, raz na 167 dni, a powtórnie na 88 dni. Jeszcze Śliwiński 9 dni i Nowak- 136.
I wtedy, precyzyjnie rzecz ujmując: 16 grudnia 1922 r., na fotelu premiera zasiadł ówże słabo skręcający z "Królówki" w Toruńską - generał Władysław Sikorski, który urząd piastował do 26 maja 1923 r., czyli przez dni 161.
https://inowroclaw.naszemiasto.pl/zur-kwas-czarnina-kartoflanka-parzybroda-potrawy-z-kujawsko/ar/c15-8181965

Generał Sikorski przymierzał się do zakupu majątku w Parchaniu

A cóż skłoniło Sikorskiego, że - jak to pięknie o premierach się pisze - porzucił ster nawy państwowej, od fotela rządowego się oddalił, troski i meandry polityki przedłożył nad jazdę po Inowrocławiu otwartym automobilem i z komunikacyjnym kłopotem się mierzył, nie mogąc - powtórzę po raz trzeci - udatnie skręcić w Toruńską?

Żadna pewnie w tym tajemnica. Biografowie Sikorskiego podają, że od wiosny 1923 r. generał przymierzał się - korzystając z ustawy o osadnictwie wojskowym - do zakupu mająteczku rolnego i jesienią tegoż roku taki zakup sfinalizował, nabywając w Parchaniu (za namową pracującej w tamtejszej szkole krewnej swej żony Heleny) 80-hektarową resztówkę. Stąd niewątpliwie ten Inowrocław po drodze do Parchania, dokąd generał wybrał się prywatnie na rekonesans swój przyszły majątek oglądać. I tyle o pierwszej w II RP dziwacznej choć historycznej wizycie u nas premiera rządu (potem był tu jeszcze Sławoj-Składkowski).

Najgorsze miejsce w Inowrocławiu. Teraz ma być lepiej!

Swoją drogą fatalną reputację miało to skrzyżowanie w tamtym czasie. Aż w 1924 r. z troską pochylili się nad tym problemem radni miejscy, a "Dziennik" troskę tę rzetelnie opisał tymi słowy: "Podniesiono zatem na sesji żądanie, by nasza policja większą baczność zwracała tam na szybkość jazdy, bowiem do wypadków co rusz dochodzi. Także wojsko nie liczy się z przepisami i oficerowie jadą po chodnikach na koniach czy powózkami. Tam też samochody używają nadmiernie sygnałów strażackich i trąbią na pieszych bez potrzeby".

Odpowiadając na interpelacje prezydent Krzymiński zaznaczył, że "istotnie to najgorsze miejsce w mieście. Dlatego stale pełni tam teraz służbę posterunkowy i by sytuację poprawić, w przyszłości zamierza się dać mu zegarek, przy pomocy którego będzie mógł sprawdzać tempo jazdy samochodów, a winnych przekroczenia maksimum szybkości jazdy podać odnośnej władzy do ukarania. Również dostanie on wachlarz, którym dyrygować będzie ruchem na tej krzyżówce. I jeszcze postawi się tam tablice ku przestrodze pieszych z napisem: "Krokiem iść!"

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie