Nauczycielka zawieszona za lekcję o depresji apeluje: nie walczę tylko o siebie, ale o dobro dzieci

Karina Obara
Karina Obara
W całej tej sprawie ciekawy jest jeden wątek. Nikt nie zapytał pani Doroty o to, na jakiej podstawie przeprowadziła lekcję o depresji. Jakby wszystkim umknęło, że opierała się na podręczniku do języka polskiego.
W całej tej sprawie ciekawy jest jeden wątek. Nikt nie zapytał pani Doroty o to, na jakiej podstawie przeprowadziła lekcję o depresji. Jakby wszystkim umknęło, że opierała się na podręczniku do języka polskiego. zdjęcie ilustracyjne
Po naszym artykule o nauczycielce zawieszonej za to, że zrobiła lekcję o depresji, w szkole rozpętała się burza. Trzy czwarte nauczycieli stanęło za dyrektorem. Jednak 27 osób nie popiera jego działań.

Zobacz wideo: Szczepienia w szkołach wciąż mało popularne

Przypomnijmy. W czerwcu ub.r. pani Dorota Olszewska-Sioma została reprezentantką związku zawodowego w toruńskiej SP 8 (17 osób). Dyrektor uznał go za nielegalny i zagrażający dzieciom. Każda uwaga związkowców doprowadzała go do pasji. Rady pedagogiczne powoli przekształcały się w tyrady dyrektora na temat tego, co niegodziwego zrobił mu związek. Później szef placówki zwolnił nieoczekiwanie troje nauczycieli, za którymi związek się wstawił. Kilkoro nauczycieli napisało list do urzędu miasta, aby przyjrzał się zachowaniom dyrektora. Groźby i szykany – tak wyglądało życie nauczycieli. Najodważniejsi powiedzieli dość i podpisali list. Wielu milczało, choć wracali do domów wykończeni atmosferą w pracy. Jednak z obawy przed zemstą przełożonego, woleli się nie wychylać. Niedługo później pani Dorota realizowała zadania z podręcznika do języka polskiego. Na jednej ze stron znajduje się tekst dotyczący anoreksji. Przy okazji nauczycielka rozmawiała z dziećmi o innych problemach nastolatków. Poleciła im napisać krótki reportaż o depresji. - Temat wywołał duże zainteresowanie. Powstały ciekawe, mądre reportaże – mówiła nauczycielka. – I rozpętało się piekło.
Wkrótce po tym, dyrektor zawiesił nauczycielkę.

Dowody?

Jego notatki oparte na rzekomych skargach dwojga rodziców, których dzieci samookaleczyły się. Miała ich do tego doprowadzić – zdaniem dyrektora – lekcja o problemach młodzieży.

Po naszym artykule, niemal wszystkie media ogólnopolskie też opisały sprawę pani Doroty. Wystąpiła w programie „Uwaga” w TVN, zebrała liczne dowody uznania i sympatii, że walczy ze skostniałym systemem i przyczynia się do tworzenia szkoły bliższej współczesnym problemom młodych ludzi. Niestety kilka dni później dyrektor szkoły rozesłał do mediów list, w którym wraz z grupą 41 nauczycieli dowodzą, że pani Dorota szkaluje dobre imię szkoły, a mobbing nie dotyczy jej, ale właśnie dyrektora.
Jak przekonują, sprawa pani Doroty "nie jest czarno-biała", a podawane przez nią fakty mają być „dalekie od prawdy".
„Spornym pozostaje fakt czy lekcje o poważnych, a często śmiertelnych chorobach psychicznych powinien prowadzić polonista lub inny niefachowiec, na dodatek w klasie (12-letnie dzieci), której nie jest wychowawcą i której uczniowie nie sygnalizowali mu wcześniej problemów. Efekty tych lekcji wskazują, że raczej nie" – czytamy w liście podpisanym przez 41 nauczycieli. "Jednak zawieszenie było skutkiem nie samego przeprowadzenia lekcji, lecz skargi rodziców, których dzieci po wykonaniu zadania domowego (samodzielne wyszukiwanie na YouTubie materiałów o depresji) zaczęły przejawiać zachowania wysoce niepokojące" – przekonują.

Podpisani pod listem nauczyciele twierdzą też, że „Przez ostatnie dwa lata każde posiedzenie rady zaczynało się lub kończyło wystąpieniem pani Doroty, która recenzowała pracę dyrektora i jego sposób zarządzania szkołą, używając często takich zwrotów jak np.: „Kieruje pan szkołą w sposób nieudolny". To dowodzić ma, ich zdaniem, że mobbingowany był dyrektor szkoły, a pani Dorota nie jest żadną ofiarą.

Dorota Olszewska-Sioma także zareagowała na list nauczycieli. Uważa, że została pomówiona przez tych, którzy podpisali się pod nim. "W przeciwieństwie do autorów/autorek tego listu potrafię udokumentować sprawy, o których mówię. Bardzo chętnie udostępnię wszystkie materiały, w tym i te, które pokazują, kto w tej szkole naprawdę jest agresorem, a kto ofiarą" – zapowiada.

O czyje dobro ta walka?

- Jeszcze poważniejsze jest sformułowane przez Państwa oskarżenie, że stosuję wobec dyrektora mobbing – odpowiada nauczycielom. - To oskarżenie, chętnie przez dyrektora powtarzane w trakcie posiedzeń rad pedagogicznych, ma swoje uzasadnienie jedynie w prezentowanych przez niego pomówieniach pod adresem moim i osób należących do związku, który reprezentuję, zaś zadawanie pytań lub składanie wniosków na tychże posiedzeniach jest, co prawda, sprawa rzadką w naszej szkole, lecz w pełni legalną, ja zaś formułując je nigdy nie naruszałam form, które obowiązują mnie jako nauczyciela czy podwładnego, czego nie mogę powiedzieć o panu dyrektorze. Rozmawiając o sprawie mojego zawieszenia z dziennikarką „Gazety Pomorskiej” do wszystkich przytoczonych tam informacji musiałam wskazać dowody, by nie narazić się na zarzut pomówień. Takie szczegółowe dowody przedstawiłam też reporterom „Uwagi” TVN, i chętnie udostępnię je tym wszystkim spośród was, których pamięć co do faktów z nie tak odległej przeszłości zawodzi.

Zdaniem pani Doroty to, co się dzieje jest nie tylko walką o jej dobre imię, ale i walką o szkołę, w której to, „co mówimy naszym uczniom, powinno pokrywać się z tym, co czynimy wobec siebie. Ja się tej zasady trzymam. I działam w interesie wielu nauczycieli, także i tych podpisanych pod listem, o standardy, których nikt, nawet przełożony, nie może łamać”.
Nauczycielka uważa, że o złej sytuacji w szkole świadczy przede wszystkim fakt, że zamiast rzeczowo dyskutować o jej problemach na radach pedagogicznych, grupa osób posuwa się do różnego rodzaju insynuacji, nie tylko wobec niej, ale także niektórych jej koleżanek i kolegów, a także rodziców. Osoby te powołują się przy tym na dobro szkoły i dzieci.
- Dobro uczniów jednak to także pewność, że żaden nauczyciel nie jest zwolniony lub zawieszony tylko dlatego, że się naraził przełożonemu – dodaje pani Dorota. - Nasza szkoła utraciła tę pewność. Jednym z powodów takiej sytuacji jest to, że ktoś arbitralnie zakłada, że wie lepiej od innych czym jest dobro szkoły i uczących się w niej dzieci. A przecież jesteśmy grupą specjalistów, nierzadko z dużym doświadczeniem zawodowym, którzy to dobro codziennie wypracowują i chcieliby to robić w godnych warunkach i z poszanowaniem ich pracy i ich samych.

Niedługo sprawę pani Doroty ma rozstrzygnąć komisja dyscyplinarna przy Kujawsko-Pomorskim Kuratorium Oświaty. Dyrektor nie stawił się, aby przedstawić swoją wersję wydarzeń.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

D
D.S.
co takiego zrobiła ta nauczycielka, że nie wolno jej przestąpić progu szkoły. Piła, paliło zioło, przychodziła z ostrą bronią do pracy? To jest sprawa ewentualnie na tzw. dywanik czy upomnienie (zakładając, że dyrekcja ma rację) a nie na zawieszenie. I pytanie zasadnicze, kto przejął po tej pani godziny? Kto będzie płacił jej wysokie odszkodowanie za pomniejszone wynagrodzenie, dyrekcja czy my podatnicy? no właśnie... Po za tym argumenty z listu poparcia są śmieszne, skoro części kolegów przeszkadzało, że nauczycielka dyskutuje na radzie z dyrektorem (myślałem, że właśnie po to są rady, aby dyskutować, spierać się) , to czemu nie było wtedy rekcji? To, że o szkole jest głośno i niekoniecznie cieszy się ona dobrą opinia, to również wina całej rady pedagogicznej, mleko się rozlało.
Dodaj ogłoszenie