Nie róbcie krzywdy mamie

Andrzej Bartniak
Jest wiele znaków zapytania - uważa siostra mężczyzny. Do akcji wkracza sąd
Jest wiele znaków zapytania - uważa siostra mężczyzny. Do akcji wkracza sąd
Czy obsada karetki, z której wyskoczył mężczyzna ponosi za to odpowiedzialność? Prokuratura nie dopatrzyła się zaniedbań. Innego zdania są bliscy zmarłego. Skierowali sprawę do sądu.

Rodzina Jarosława H. nie może pogodzić się z tym, co się stało. Trzy tygodnie po wypadku 29-letni mężczyzna, po kolejnej operacji w grudziądzkim szpitalu, zmarł. Czy można było uniknąć tragedii? Rodzina jest przekonana, że wszystko mogło skończyć się inaczej, gdyby tylko obsada karetki wykazała większe zaangażowanie.

Nie róbcie krzywdy mamie

Przypomnijmy. Jest 14 października 2009 r. Rodzina Jarosława H. wzywa karetkę. Podczas wywiadu, jaki zawsze przeprowadza dyspozytor pogotowia, ojciec chorego informuje, że syn cierpi na schizofrenię paranoidalną. Poczuł się źle i prosi, żeby zawieźć go do szpitala psychiatrycznego. - Wiedzieliśmy, że zaczyna się z nim dziać coś niedobrego, zresztą on również był świadom, że wraca choroba - wspomina Monika H., siostra zmarłego. - Zwierzył się ojcu, że ma myśli samobójcze.
Pogotowie zajechało na podwórze państwa H. chwilę przed godz. 21. - To była krótka rozmowa - mówi Monika H. - Lekarz wskazał na mojego brata pytając czy to ten? Potem zażartował jeszcze, że zamiast pogotowia lepiej było wezwać taksówkę. Brat był wyraźnie zdezorientowany, w jego oczach można było zobaczyć strach. Dostrzegła to moja mama, dlatego poprosiła, aby mogła mu towarzyszyć.

Bez związku?

Tak dochodzimy do momentu, który budzi najwięcej emocji. Chory, siedzący na zwykłym siedzeniu w karetce, podczas jazdy miał dwukrotnie podchodzić do ratownika i szeptać mu na ucho: "Nie róbcie krzywdy mojej mamie!" Co z kolei miało świadczyć, że dopadły go silne stany lękowe, może omamy wzrokowe i słuchowe ? - Dlaczego to zlekceważono ? - pyta retorycznie jego siostra. - Nikt się tym nie zainteresował. Nie dziwi więc, że nawet nie zauważono, jak jej brat otwiera drzwi karetki i wyskakuje.
Co było potem, wiadomo. Z silnymi urazami czaszki trafił na oddział intensywnej terapii. Najpierw w Świeciu, później do szpitala w Grudziądzu. Osoby związane z ratownictwem sugerowały, że to zapowiedź problemów, jakie pojawią się wraz ze zmniejszeniem obsady karetek. Bliscy zmarłego są innego zdania. Nie to było sednem zdarzenia.
Na początku listopada Prokuratura Rejonowa w Świeciu wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci. Po dwóch tygodniach sprawę umorzono. Rodzina złożyła zażalenie na to postanowienie. - Aby postawić zarzut, musi być widoczny związek przyczynowo-skutkowy między zachowaniem konkretnych osób a czynem - tłumaczy prokurator ze Świecia Piotr Głowacki. - Nie dopatrzyliśmy się ścisłego związku między postawą pracowników świeckiego pogotowania a śmiercią mężczyzny, który wyskoczył z samochodu.
Teraz wypadkiem zajmie się sąd, który zleci prokuraturze ponowne zajęcie się sprawą. - Jest wiele znaków zapytania - zauważa Monika H. - Prokurator nie widział potrzeby powołania biegłego z dziedziny psychiatrii czy ratownictwa medycznego, a warunki transportu w karetce ustalił wyłącznie w oparciu o informacje z Nowego Szpitala.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie