Stres w pracy. Niestety, pojęcie to nie jest obce większości zatrudnionych. W szczególnej sytuacji są ratownicy: pracownicy pogotowia, policjanci i strażacy.
Powodem jest odpowiedzialność, jaka na nich ciąży i dramat bliskich, gdy nie uda się człowieka uratować. Wiadomo, że najbardziej bolą nieszczęścia z udziałem dzieci.
Pomoc nie dla wszystkich
Bywa, że przykre zdarzenia nakładają się z osobistymi dramatami. To krok do załamania, które ratownikom może się przydarzyć częściej niż innym grupom zawodowym. - Zawsze możemy liczyć na pomoc policyjnego psychologa z Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy. Nie wstydzimy się z niej korzystać - mówi Marek Rydzewski, rzecznik prasowy KPP Świecie.
Strażacy są w gorszej sytuacji. - Nie mamy w komendzie psychologa. Ani w Świeciu, ani w wojewódzkiej w Toruniu - mówi Paweł Puchowski, rzecznik prasowy KP PSP w Świeciu.
Inny świat za szlabanem
Jak sobie radzą w trudnych sytuacjach? - Czasem odwiedzi nas kapelan z dobrym słowem - odpowiada Puchowski. - Ale przede wszystkim trzymamy się zasady, że za szlabanem jest inny świat. Trzeba nauczyć się odcinać życie prywatne od pracy
- To bardzo słuszna postawa - ocenia Roman Jonac, psycholog z Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Świeciu. - Ratownicy nie powinni skupiać się na emocjach, ale na zadaniu. Im sumienniej je wykonają, tym lepiej, bo nie będą sobie nic zarzucać.
Specjalista zauważa, że negatywne emocje w pracy strażaków i pracowników pogotowia potęguje czasem tłum gapiów. - Który ocenia, nierzadko krytycznie, a opanowanie takich uwag, gdy jeszcze ma się na głowie ryzyko, tempo i dotrzymanie procedury, może być bardzo trudne - przyznaje Jonac.
Najprościej dotlenić mózg
Co radzi zestresowanym pracownikom? - Dotlenienie mózgu za pomocą ruchu, choćby zwyczajnego spaceru. Naprawdę skutecznie odstresowuje - zapewnia psycholog. - Podobnie jak odpoczynek, trudniejszy do osiągnięcia dla ratowników, bo pracują w systemie zmianowym. A nieregularny sen i napięcie mogą skutkować bezsennością, która wzmaga załamanie.
Zarówno Paweł Puchowski, jak i Marek Rydzewski przyznają, że najlepszym lekarstwem na nerwy jest rodzina. - Na przykład mała córeczka, która pochłania tyle energii, że po prostu nie ma się czasu na negatywne myśli - mówi policjant.