www.pomorska.pl/bydgoszcz
Więcej informacji z Bydgoszczy na stronie www.pomorska.pl/bydgoszcz
Rozmowa z Grażyną Ciemniak
posłanką na Sejm
- Dlaczego przyjechała pani na Kongres Kobiet? Czy on nam jest w ogóle potrzebny?
- Zostałam zaproszona do udziału w panelu o kobietach w samorządach. Właściwe to wraz z zaproszeniem zobaczyłam swoje nazwisko w programie i nie mogłam już odmówić. A tak poważnie, to bardzo chciałam tu być. Kongres jest bardzo ważny dla pań, ponieważ daję nam poczucie integracji. Jest to takie podsumowanie działań rządu w naszych sprawach.
- I co w naszej sprawie jest już zrobione?
- Podstawowym postulatem pierwszego kongresu kobiet było wprowadzenie parytetu na listach wyborczych.
- Ustawa utknęła w tzw. zamrażarce i nadzwyczajna komisja sejmowa nie robi nic w tym kierunku, by ustawa została uchwalona. Pani jest za parytetem?
- Konieczny jest udział kobiet w życiu publicznym. Jeśli do tej pory nie udało się zwiększyć liczby kobiet w parlamencie, mimo 20-letniej demokracji, to ta ustawa jest potrzebna. W Polsce 51 proc. społeczeństwa stanowią kobiety. Bez nich w polityce, ta demokracja jest niepełna. Partie mogłyby same wyznaczyć sobie taki postulat, że na listach wyborczych musi być 50 proc. kobiet i 50 proc. mężczyzn. Skoro parte mają z tym problem, trzeba uprawomocnić ten wymóg ustawą.
- Co jeszcze należy zrobić, by kobietom żyło się lepiej?
- Trzeba stworzyć im odpowiednie warunki do życia, według ich preferencji. To znaczy, że praca kobiet, które zajmują się domem, powinna być wyceniona. Należałoby obliczyć, jaka jest wartość tej pracy i w dalszej perspektywie wypłacać za nią wynagrodzenia. A kobietom, które robią karierę, powinno się pomóc łączyć role pracowniczki i matki zakładając więcej żłobków i przedszkoli. Należy uświadamiać mężczyznom, że jest nas 51 proc., że jesteśmy lepiej wykształcone, chcemy się angażować, a napotykamy na duże bariery. Im też będzie łatwiej, gdy pomogą nam te bariery zlikwidować, posuną się trochę w rządzie i wspólnie zadbamy o nasze sprawy.
- Czy pani doświadczyła kiedyś dyskryminacji?
- Gdy zaczynałam swoją karierę polityczną, zarzucano mi, że mam jakieś moje wygórowane ambicje. Owszem, miałam ambicje. Ale nie chodziło o moje osobiste sprawy, tylko o miasto. Miałam ambicje realizować cele, by w Bydgoszczy działo się lepiej.
- A jak sprawa równości kobiet wygląda w bydgoskim ratuszu?
- Mamy dobre tradycje. Gdy byłam zastępczynią prezydenta w 1998 roku, kobiet w urzędzie miasta było 40 procent. W zarządzie miasta były trzy kobiety na 7 osób. W tej chwili jest prezydent, trzech zastępców i wśród nich jedna kobieta. Przewodniczącą rady miasta też jest pani. Powinno się promować kobiety. Powinny mieć równe szanse. Dlatego ważny jest parytet na listach wyborczych.
Czytaj e-wydanie »