Trudno dłużej tolerować skandaliczny stan włocławskiego dworca i jego otoczenia. Trudno nie zauważyć, jak bardzo przydałby się dziś, gdy zamknięto dla ruchu ulicę Kapitulną, otwarty przejazd przez tory na ulicy Kaliskiej. I choć obydwie sprawy dotyczą wyłącznie Włocławka i jego mieszkańców, najwięcej do powiedzenia mają przedstawiciele kolei. Dziś kolej to różne dziwne spółki odpowiedzialne jedynie na fragmenty działalności, jak choćby Kasy Biletowe, o których pisaliśmy wczoraj w "Kujawskiej". Pracownicy dawnego nierentownego giganta za wszelką cenę próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości, nie mając ani czasu, ani ochoty na zajmowanie się tak drobnymi sprawami, jak jakiś przejazd czy dworzec w odległym Włocławku. Sytuację komplikuje fakt, że właśnie we Włocławku wciąż nie są rozstrzygnięte kwestie własnościowe, związane z terenem i budynkiem, użytkowanym wspólnie przez PKP i PKS. Przedsiębiorstwo Komunikacji Samochodowej twierdzi, że partycypowało w kosztach budowy dworca, wzniesionego w 1975 roku i w jednej czwartej jest jego właścicielem. Kilka lat temu sprawa trafiła do Naczelnego Sądu Administracyjnego, który nie rozstrzygnął jej do dziś.
- To państwo w państwie - oburza się na PKP Czytelnik, który wczoraj zatelefonował do redakcji. Dla niego i dla wielu innych mieszkańców, jest sprawą niezrozumiałą upór w sprawie zamknięcia przejazdu na ulicy Kaliskiej w sytuacji, gdy z powodu remontu ul. Kapitulnej miasto tak się korkuje. Tuż obok, na ulicach Szpitalnej, Wienieckiej, Hutniczej, są przecież podobne przejazdy przez torowiska, zamykane tylko wtedy, gdy przejeżdża pociąg. Dlaczego na Kaliskiej nie jest to możliwe?