Pijemy jak za PRL - z frustracji. Tym razem jednak frustruje nas kapitalizm

Adam Willma
Adam Willma
Zaktualizowano 
21.07.2008 Krakow, przystanek tramwajowy
21.07.2008 Krakow, przystanek tramwajowy Wojciech Matusik
Rozmowa z Robertem Rutkowskim, psychoterapeutą, pedagogiem, trenerem umiejętności psychologicznych o tym dlaczego znowu pijemy niebezpiecznie.

Wychowałem się w czasach PRL, więc doskonale pamiętam krajobraz z pijakami zataczającymi się na ulicy. Pamiętam imprezy rodzinne, na których często któryś z wujków wypił o kieliszek za dużo. Dlatego nie chce mi się wierzyć statystykom, które jasno wskazują, że znów dobiliśmy do tamtych norm spożycia alkoholu.

Cóż, zeszliśmy do podziemia, do kanałów. To jest bardzo proste do wytłumaczenia. Wtedy piliśmy z frustracji i - paradoksalnie - teraz również pijemy z powodu frustracji.

Ale pod każdym względem żyje nam się dziś lżej.

Zmieniły się tylko powody frustracji. Zmieniły  się dekoracje.

Wtedy piliśmy bo komuna. Teraz pijemy bo Platforma i PiS?

Bo kapitalizm! W ekonomii znany jest termin przegrzania gospodarki. Ja nazywam to przegrzaniem konsumpcyjnym. Gdy wracam z wielu miast zachodnich na świecie do Warszawy i jadę taksówką z lotniska, mam wrażenie, że wracam z krajów biednych do kraju bogatego. Przynajmniej jeśli mierzyć to markami samochodów. Na pewno w Warszawie widzę nie mniej nowych samochodów niż w tych miastach. Mamy eksplozję żądzy posiadania i nieadekwatność potrzeb, w stosunku do rzeczywistości.  To emocje stoją u źródła problemu. Co ciekawe, na ulicach Londynu czy Paryża widuję więcej pijących osób. Ale wynika to z tego, że u nas ci, którzy piją, piją w sposób niewyobrażalny i to im zawdzięczamy te statystyki.

Jeśli posłuchać ekspertów z PARP - wzrost spożycia jest spowodowany łatwą dostępnością alkoholu i jego niewielką ceną w Polsce.
Status, do którego dochodziły społeczeństwa zachodnie, został przez nie osiągnięty przez 200-300 lat. Natomiast u nas ta zmiana nastąpiła w ciągu ledwie 20 lat. Sam alkoholu nie kupuję, więc trudno mi mówić o liczbach bezwzględnych, natomiast w wątek ten często pojawia się narracji moich pacjentów. Podkreślają, że alkohol w Polsce jest bardzo tani. Pod tym względem stanowimy odwrotność krajów skandynawskich, w których często bywam. Porównanie z tymi krajami ma zresztą głębszy sens. W moim przekonaniu jednym z najbardziej niedocenionych w analizach jest czynnik ograniczonej ilości światła słonecznego i towarzyszącej mu depresji. Jeśli dodamy w tym kontekście, że alkohol jest najsilniejszą na świecie substancją depresjogenną, pokazuje nam pełniejszy obraz polskiego problemu. Człowiek, który wychował się w społeczeństwie, w którym pije się z każdej okazji, jest impregnowany na wiedzę o oddziaływaniu alkoholu -  tym, że pijąc pakuje się w depresję i tym, że w znaczącym stopniu podwyższa u siebie ryzyko wystąpienia nowotworów. To jest zburzenie światopoglądu. Z równym skutkiem może pan przekonywać wyznawców płaskiej Ziemi, że nasz glob jest okrągły.  Najgorsze jest jednak przekonanie, z którym niestety często się spotykam, że alkohol jest czymś niezbędnym w normalnym funkcjonowaniu.

O wzroście spożycia mówią fachowcy, biją na alarm socjologowie, natomiast rządzący pozostają głusi.
I tak jest już od wielu kadencji. Niestety, lęk przed przegrany mi wyborami skutecznie uniemożliwia politykom skuteczną walkę z problemem. I w jakiejś mierze ich obawa jest słuszna - dotknięcie sprawy alkoholu może przełożyć się na wynik wyborczy. To powoduje, że znajdujemy się w zamkniętym kręgu.

Ale czy nie demonizujemy?   Jeśli w Polsce można spokojnie wyjść na ulicę, jeśli widok zataczającego się pijaka jest dziś rzadkością, to może nie trzeba się przejmować tymi cyferkami?

Gdy wykonuje się zawody, które nie zmuszają człowieka do kontraktu z konsekwencjami tej wzrastającej fali alkoholizmu, nie ma powodu, aby się z tego powodu frustrować. Czasami dobrze jest nie wiedzieć. I mówię to zupełnie serio. Dziś wartością stało się nie bycie dobrze poinformowanym, czyli umiejętność selekcjonowania informacji. Bardzo wielu ludzi ma z tym realny problem.

Czy spożycie alkoholu w Polsce wyróżnia nas czymś w Europie?

Mając takie same samochody, jak ludzie na Zachodzie, pijemy taki sam alkohol. Zadomowiła się w obyczaju społecznym pewna elegancja związana z piciem whisky czy wina. Niestety, obojętne jest to jaki alkohol i w jaki sposób pijemy, mamy w sobie w konsekwencji ten sam aldehyd kwasu octowego.  

polecane: FLESZ: Polska żywność nie jest EKO, a wszystko przez węgiel

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3