Po tragedii kolejowej w Szczekocinach pasażerowie w naszego regionu nie panikują, podróżują pociągami

(JPL, kb)
Michał Szymajda / archiwum GP
Dworce kolejowe w naszym regionie były w niedzielę pełne pasażerów, którzy mimo obaw związanych z katastrofą w Szczekocinach, podróżowali jak zwykle.

- Proszę spojrzeć, są metrowe kolejki do kas - wskazywała 4 marca jedna z kasjerek na bydgoskim Dworcu Głównym. - To typowe w niedzielę, ludzie wracają do miasta, studenci wyjeżdżają. Nie mają wyjścia.

Potwierdza to Małgorzata Ratajska, studentka, która wracała od rodziców do Poznania. - Boję się, na pewno nie usiądę z przodu - mówiła. - Ale muszę jechać, jutro rano mam zajęcia.

Część pasażerów jednak bez obaw wsiadała do pociągów. - Czy się boję? Nie. Ale gdybym się bał, to miałbym kłopot, jeżdżę do pracy do Inowrocławia pociągiem - twierdził Marian Lewandowski z Torunia. - Oczywiście, kiedy się słyszy o takich katastrofach, ciarki przechodzą po plecach, ale potem sobie myślę, że przecież tak naprawdę, jeśli ma mnie coś złego spotkać, spotka mnie wszędzie.

Największa katastrofa kolejowa miała miejsce w naszym regionie [wspomnienie]

- To dobrze, że nie ma paniki - uważa Sławomir Centkowski ze Związku Zawodowego Maszynistów Kolejowych. - Myślę jednak, że w najbliższych dniach pasażerowie będą raczej unikać podróżowania w pierwszym czy drugim wagonie.

Na bydgoskim dworcu rozmowy dotyczyły prawie wyłącznie katastrofy ze Śląska. Podróżni mogli śledzić na żywo akcję ratowniczą, dzięki umieszczonym na peronach telebimom. Dla części młodych ludzi, oczekujących na pociąg katastrofa w Szczekocinach była po prostu sensacją. - Nie jesteśmy w stanie zrozumieć takiej tragedii, jeśli sami jej nie doświadczymy - komentował Sławomir Centkowski. - Taka trauma zostaje na całe życie.

Katastrofa kolejowa w Szczekocinach: Mieszkańcy naszego regionu zostali ranni

Do wypadków kolejowych dochodzi stosunkowo rzadko, zaufanie pasażerów do tej formy komunikacji jest duże. Czy to się zmieni? - Zdarza mi się jeździć pociągiem relacji Warszawa-Kraków - mówiła Bożena Krajkowska z Torunia. - To straszna tragedia, ale nie zrezygnuję z podróży. Jeździć czymś trzeba.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

I
Irek

Katastrofy na kolei to obecnie rzadkość. Przedostatni z wieloma ofiarami śmiertelnymi miał miejsce w 1997r. W latach 70-tych nie bylo praktycznie roku, w którym nie doszłoby do poważnej katastrofuy kolejowej. Bezpieczeństwo w ciągu kilkudziesięciu lat znacznie się poprawiło, ale nie zmienia to faktu, że kolej jest źle zarządzana, źle zorganizowana, nieprzyjazna pasażerom i niedofinansowana, a stan linii kolejowych jest gorszy niż dróg.

Rządzący chcą wprowadzać pendolino, budować linie szybkich kolei, a na linii kolejowej Grudziądz-Laskowice Pomorskie pociągi jeżdżą z prędkością 40km/h. Na pierwszy rzut oka widać, że podkłady i tory są w opłakanym stanie. Remont tej linii mógłby spowodować, że wiele osób, które jeżdżą aktualnie do pracy do Bydgoszczy, mogłyby jeździć bezpieczną (mimo ostatniego wypadku) koleją, a nie samochodami. Tylko pociąg musiałby być bezpośredni (lub z dobrze skomunikowaną przesiadką w Laskowicach), umożliwiający dotarcie z Grudziądza do Bydgoszczy w maksymalnie 75min.

Dodaj ogłoszenie