Do zaginięcia Ewy Tylman doszło w nocy z 23 na 24 listopada 2015 roku. Zwłoki 26-latki odnaleziono osiem miesięcy później w Warcie na wysokości Czerwonaka. Ciało kobiety zostało przewiezione do Zakładu Medycyny Sądowej przez Mariusza P. i Roberta K., dwóch pracowników firmy podwykonawczej, z którą umowę miało podpisane Universum. Po przetransportowaniu ciała, Mariusz P. otworzył worek i zaczął robić zdjęcia zwłok. Z kolei Robert K. w pewnym momencie zrobił sobie z nimi selfie. Obaj mężczyźni zostali oskarżeni o zbezczeszczenie zwłok, przyznali się do winy a we wrześniu 2017 roku skazano ich na karę grzywny w wysokości 10 tys. złotych.
Oprócz tego rodzina Ewy Tylman po kilku miesiącach pozwała także samą firmę Universum oraz Bartosza S. i Cyryla K., dwóch podwykonawców, z którymi firma miała podpisaną umowę. Rodzina domaga się 100 tys. zł. W poniedziałek sąd przesłuchał m.in. Roberta K., pracownika jednego z podwykonawców. Ten zaś przekonywał, że nie zrobił sobie żadnego selfie ze zwłokami Ewy, zaś do zrobienia zdjęć ciała kobiety mieli zachęcać go ochroniarze z Zakładu Medycyny Sądowej.
Najwięcej emocji było przy przesłuchaniu Andrzeja Tylmana. Ojciec Ewy nie ukrywał swojej złości i żalu. – Od samego początku czekaliśmy na odnalezienie żywej Ewy. W końcu jednak dostaliśmy telefon od pełnomocnika o śmierci córki i zaczęliśmy przygotowania do pogrzebu a w tym czasie ktoś bezcześcił zwłoki córki. To jest trauma, która pozostanie – mówił Andrzej Tylman.
I dodawał: – Muszę przyjeżdżać do sądu i przeżywać to jeszcze raz. A do tego jestem obrażany przez prezesa Universum, który twierdzi, że chcę żyć za pieniądze firmy. Nie mieliście prawa tego robić, otwierać worka z ciałem. Grzmię i będę grzmiał na ten temat. Powinniście ponieść karę.
To tylko fragment artykułu. Zobacz całość w serwisie Plus:
Rodzina Ewy Tylman domaga się 100 tys. zł od firmy pogrzebowej Universum
W dalszej części tekstu przeczytasz:
- Co zawierały mowy końcowe?
- Dlaczego rodzina Tylmanów wycofała pozew wobec jednego z mężczyzn?
POLECAMY:
