Prof. Janusz Sytnik-Czetwertyński: - Skończył się w polskiej polityce czas na to, by obiecywać

Grażyna Rakowicz
- Żaden człowiek nie jest w stanie w tak krótkim czasie zmienić swojego systemu wartości, więc: albo teraz kłamie, albo kłamał przedtem. Innej możliwości nie ma - mówi w rozmowie z "Gazeta Pomorską" prof. Janusz Sytnik-Czetwertyński, filozof z UKW w Bydgoszczy.
- Żaden człowiek nie jest w stanie w tak krótkim czasie zmienić swojego systemu wartości, więc: albo teraz kłamie, albo kłamał przedtem. Innej możliwości nie ma - mówi w rozmowie z "Gazeta Pomorską" prof. Janusz Sytnik-Czetwertyński, filozof z UKW w Bydgoszczy. nadesłane
Ludzie żądają konkretów. Skończył się w polskiej polityce czas na to, by obiecywać i mówić ogólnikami. Wyborca dzisiaj pyta, jak polityk chce konkretnie zrobić to, co obiecuje? Same obietnice nie robią już wrażenia na dzisiejszym elektoracie. Słucha on bardzo dokładnie i jak nie ma na to pytanie odpowiedzi, to polityk nie musi już dalej mówić – mówi w rozmowie z "Gazeta Pomorską" prof. Janusz Sytnik-Czetwertyński, filozof z UKW w Bydgoszczy.

Zacznijmy od tego, że niedawno szef PO jednoznacznie wypowiedział się o możliwości aborcji do 12. tygodnia ciąży – projekt ten partia chce zaproponować w pierwszych dniach po wyborach. Ale też stwierdził, że „osoby, które uznają inaczej, nie znajdą miejsca na listach PO do parlamentu”. Według pana – filozofa - co czeka teraz tych polityków?
Człowiek ma ustalony swój system wartości i zawsze na szczycie piramidy tych wartości jest jedna – najważniejsza. Ona jest granicą dla pozostałych, co oznacza, że wszystkie argumenty jakie człowiek sobie dobierze, będą służyły tej najważniejszej wartości. I teraz, gdy mówimy o aborcji, to mamy tu oczywiście dwie grupy: jedna jest „za”, a druga – „przeciw”. Dla jej zwolenników najważniejszą wartością jest szczęście, zresztą bardzo często szczęście własne. A dla tych, którzy są „przeciw” – życie. Nie ma możliwości, aby te osoby dobrały jakiekolwiek inne argumenty spoza własnej granicy myślenia. W związku z tym, trudno jest mi zrozumieć taką zapowiedź Donalda Tuska – czego on oczekuje? Nie bardzo sobie wyobrażam, że politycy, którzy są przeciw tej aborcji, nagle zburzą swój system wartości dla miejsca na liście wyborczej. I jedną wartość wyrzucą na śmietnik, a w jej miejsce wstawią – zgodnie z życzeniem lidera – tę drugą. To byłaby dewastacja człowieka.

Jakie mogą być konsekwencje takiej zapowiedzi?
W przypadku aborcji, jeśli polityk będzie chciał być na liście wyborczej, a ma inny pogląd do oczekiwań Donalda Tuska, to będzie musiał przyjąć obcą sobie narrację wbrew sobie. Poza tym, w odbiorze powszechnym takie oczekiwanie na zmianę poglądu obniża standard polityki i drastycznie zmienia sposób widzenia polityków w ogóle. Przecież o tzw. spadochroniarzach, czyli o tych, którzy często zmieniają swoje poglądy, a tym samym partie, raczej mówi się niechętnie. Taka osoba nie ma wówczas żadnej wiarygodności, jest uważana za „maszynę” do produkcji słów, którą można wynająć do tej, czy innej sprawy.

To co jest takim głównym motorem tej zmienności polityka?
Zazwyczaj do tego motywują najbrzydsze rzeczy, czyli chęć zrobienia kariery lub wzbogacenia się, ponieważ żaden człowiek nie jest w stanie w tak krótkim czasie zmienić swojego systemu wartości, więc: albo teraz kłamie, albo kłamał przedtem. Innej możliwości nie ma. Jest to taka wewnętrzna przemiana na zawołanie, dlatego też w tej moralnej drabinie politycy nie są sytuowani wysoko. Nie oczekujemy od nich takich zachowań jak np. od strażaków, którzy są od wielu, wielu lat zawsze na szczycie zaufania publicznego.

Czego w takim razie wyborcy oczekują dzisiaj od polityków?
Przede wszystkim tego, aby byli skuteczni. Żeby dobrze prowadzili nasze społeczne interesy. Wyborcy są bardzo egoistyczni – to było widać wtedy, gdy PiS wygrał wybory po raz pierwszy. Wówczas – po ośmiu latach rządzenia, Platforma wyraźnie zignorowała emerytów, o których Donald Tusk powiedział „moherowe berety”. Potem okazało się, że ci starsi ludzie nie zagłosowali na Platformę - czemu się nie dziwię, bo kto odda swój głos na polityków, którzy tak mówią o elektoracie. Poza tym, skoro ta partia nie miała dla emerytów żadnej ciekawej propozycji, to na nią nie głosowali – jest to na wskroś racjonalne.

A na ile politycy mają świadomość tego, że jak będą obiecywać to bardziej pozyskają elektorat...
Mają dużą tego świadomość, ale zapominają o swojej wiarygodności. Bardzo dobrze pamiętam, że kiedy PiS wygrał swoją pierwszą kadencję, to proponował słynne 500 plus. Ale również pamiętam, że pieniądze te proponował nie na pierwsze tylko na drugie i kolejne dziecko. Podchwyciła to PO i zaproponowała 500 plus już na pierwsze dziecko – a mimo to wybory przegrała z kretesem. Politycy tej partii mówili wówczas, że ludzie sprzedali się za 500 plus. Ale przecież propozycja Platformy była lepsza, więc gdyby ludzie myśleli w kategoriach finansowych to PO powinna zmiażdżyć konkurencję. Tymczasem propozycja ta nie przyniosła jej głosów, bo partia ta była w oczach elektoratu po prostu niewiarygodna. Propozycja Platformy odebrana została więc jako gruszki na wierzbie. Natomiast PiS, w przypadku 500 plus nie tylko wyszedł z propozycją, ale wskazał źródło jej finansowania. Zadeklarował, że odbierze pieniądze VATowskim mafiom, czyli określił proces, jaki chce wykonać, aby dojść do realizacji tej obietnicy. To przekonało wyborców, którzy ostatecznie uznali, że propozycja PiS jest realna.

To co sprawia, że obietnice polityków są wiarygodne, bądź nie?
Tutaj kluczowe jest to, czy za tymi obiecankami idą rzeczowe argumenty mówiące o tym, w jaki sposób chcą zrobić to, co obiecują. Samo powiedzenie, że „zrobimy to” albo „zlikwidujemy tamto” – znaczy niewiele, to są puste obietnice. Nawet gdyby były efektem głębokich przemyśleń, to nie przebiją się, bo dziś ludzie żądają konkretów. Skończył się w polskiej polityce czas na to, by obiecywać i mówić ogólnikami. Wyborca dzisiaj pyta, jak polityk chce konkretnie zrobić to, co obiecuje? Same obietnice nie robią już wrażenia na dzisiejszym elektoracie. Słucha on bardzo dokładnie i jak nie ma na to pytanie odpowiedzi, to polityk nie musi już dalej mówić. Ciągle wielu z nich nie potrafi tego zrozumieć, co jest dla mnie szokujące. Dokładnie z tych powodów PO przegrała wybory siedem lat temu, także trzy lata temu. A jeśli przegra kolejne – to również z tego samego powodu, wszak wciąż nie przedstawiła żadnego programu.

A ta zmiana oczekiwań elektoratu, z czego wynika?
Pewnie i z tego, że elektorat poczuł się już nie raz oszukany. Doszedł do wniosku, że po politykach nie wiadomo czego można się spodziewać, stąd w pewnym momencie huknął pięścią w stół i powiedział: „Sprawdzam” i „Jak chcecie to zrobić, słucham?!” Często widzę w telewizji, jak w rozmowach politycy sobie dogryzają, przekrzykują się, obrażają wzajemnie i denerwują na siebie, przerywają sobie i potem wydaje się każdemu z nich, że w tej rozmowie wygrał. Jest to bardzo złudne, w tym przypadku obydwaj przegrali, bo nie było konkretów. A elektorat zaraz to wyłapuje, jest wielokroć inteligentniejszy niż się politykom wydaje.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

iPolitycznie - Ireneusz Zyska - skrót

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska
Dodaj ogłoszenie