Temat numer jeden po starcie sezonu, to czwarty wygrany wyścig w karierze Valtteriego Bottasa. Po podsumowaniu wyczynów pozostałych kierowców czołowych zespołów nadszedł czas na zajęcie się ogonem Formuły 1. Większość mediów przytacza słowa Roberta Kubicy o momencie paniki na starcie niedzielnej Grand Prix.
- Nie widziałem świateł startowych. Zasłaniał mi je bolid przede mną. Wtedy lekko spanikowałem. Musiałem wychylić się w lewo, by je zobaczyć - cytują Polaka media brytyjskie i niemieckie.
Później na trasie na chwilę było lepiej. Mimo że Polak startował na oponach z twardą mieszanką, to był zadowolony ze swojego startu. W pierwszym zakręcie Pierre Gasly uszkodził mu przednie skrzydło, przez co Kubica musiał zjechać do boksu. Tam wymieniono mu zniszczone skrzydło na... nie do końca sprawne, co jest skutkiem opóźnień w brytyjskim zespole i brak wszystkich części zamiennych. Z czasem z bolidu odpadło też lusterko, co utrudniło życie Polakowi, gdy musiał ustąpić dublującym go rywalom.
JJ Lehto, fiński kierowca F1 na początku lat 90. w krajowym tabloidzie „Iltalehti” stwierdził: - Kwestionowałem jego powrót, od kiedy o nim usłyszałem. Nie było go w stawce szmat czasu, a Williams jest zagubiony, że trudno cokolwiek zdziałać.
Z kolei branżowy serwis, „Planet F1”, ocenił kierowców za wyścig w Australii. W dziesięciostopniowej skali Polak, który zajął 17. miejsce, otrzymał piątkę. To najniższa wystawiona nota. Taką samą dostali też Gasly, Sergio Perez, Antonio Giovinazzi, Carlos Sainz, Daniel Ricciardo i Romain Grosjean. Partner Kubicy w zespole, George Russell, otrzymał siódemkę. Po przytoczeniu wszystkich nieszczęść, jakie spadły na Polaka, podsumował: „Może być tylko lepiej... Prawda?”.
Natomiast serwis „The Checke Red Flag” w analizie Grand Prix napisał: „Trudno wyobrazić sobie mniej pomyślny powrót do F1. Niestety, weekend potwierdził, że przy obecnych kłopotach Williamsa niemal niemożliwe jest ocenić umiejętności Kubicy”.