Komitet "Stop aborcji" złożył we wtorek w Sejmie ponad 400 tys. podpisów pod projektem ustawy zakazującej zabijania dzieci przed narodzeniem ze względu na podejrzenie choroby.
Członkowie PiS w większości są zgodni, że ustawa antyaborcyjna jest zbyt liberalna. Poseł Kosma Złotowski uważa np., że zakaz przerywania ciąży powinien dotyczyć również kobiet, u których stwierdzono wady genetyczne płodu. Dlaczego? - To tak, jakby zabić narodzone już dziecko, ponieważ poważnie zachorowało - uzasadnia bydgoski parlamentarzysta. Natomiast dla wicemarszałka Sejmu Jerzego Wenderlicha (SLD) próba zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej - jednej z najbardziej restrykcyjnych w Europie - jest "aborcyjnym terrorem".
Pod koniec września możemy się spodziewać kolejnej odsłony wojny polsko-polskiej. Do Sejmu trafił bowiem obywatelski projekt zaostrzający obowiązującą ustawę antyaborcyjną. Podpisało się pod nim ponad 400 tysięcy Polaków.
Obowiązująca od 10 lat ustawa dopuszcza aborcję w trzech przypadkach: gdy lekarz uzna, że ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia matki; kiedy badania prenatalne lub inne diagnozy wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby oraz gdy ciąża jest wynikiem gwałtu.
Dla konserwatystów to jednak za mało. Żądają również zakazu aborcji nawet w sytuacji, kiedy ponad wszelką wątpliwość stwierdzono genetyczne uszkodzenie płodu.
- Jedynym sensownym rozwiązaniem jest utrzymanie zapisów obecnej ustawy - przekonuje poseł Eugeniusz Kłopotek z PSL. - Nie naruszajmy i tak już kruchej obecnej równowagi. Każda próba zmian - zaostrzająca lub liberalizująca - obowiązującą ustawę uruchomi potężną lawinę konfliktów. Nie ruszać tego kompromisu!
Iwona Kozłowska z PO jest "za, a nawet przeciw". Twierdzi, że nie zna treści projektu obywatelskiego i dlatego nie jest w stanie zadeklarować, czy poprze jego zapisy: - Nie chodzi tylko o kobiety, ale także ich rodziny - tłumaczy. - Dlatego podchodzę do tego bardzo szeroko. Nie chciałabym się czuć narzędziem w rękach wnioskodawców, choć niektóre kobiety zdecydują się na aborcję, inne - nie.
Znany bydgoski ginekolog prof. Roman Kotzbach uważa, że aborcję powinno się wykonywać tylko wówczas, kiedy nie ma szans na przeżycie noworodka. - Ale życie pisze nieoczekiwane scenariusze. Miałem pacjentkę, której płód nie miał nerek, a więc i szans na przeżycie - mówi profesor. - Pacjentka nie chciała usunąć ciąży łudząc się, że kolejne badania będą pozytywne. Urodziła to dziecko z pełną świadomością, że nie przeżyje.
Takie przykłady nie przekonują ani Jerzego Wenderlicha, ani Łukasza Krupy z Ruchu Palikota: - Przecież obecna ustawa nie zmusza kobiet do usuwania płodu - chodzi o to, by miały one wybór. Natomiast zmusza do korzystania z podziemia aborcyjnego.
- Myślenie, że trzeba zaostrzyć tak restrykcyjną ustawę jest z humanitarnego punktu widzenia czymś nieludzkim - skwitował sprawę Wenderlich.
Projekt musi trafić pod obrady Sejmu w ciągu trzech miesięcy.
Czytaj e-wydanie »