Rozkręcał biznes mając 20 lat i 2 tysiące złotych w portfelu. Kto? Prezes Marwitu

agad, [email protected] Fot. Nadesłane/Marwit
Maciej Jóźwicki: -  Właściwie nie wiem, czy jestem bardziej od soków, bardziej od rolnictwa, czy może od budowlanki, bo ciągle coś buduję.
Maciej Jóźwicki: - Właściwie nie wiem, czy jestem bardziej od soków, bardziej od rolnictwa, czy może od budowlanki, bo ciągle coś buduję. Nadesłane/Marwit
Maciej Jóźwicki na początku zarabiał na drobnym handlu w Berlinie. Pojechał pierwszy raz, gdy miał 17 lat.

Rozkręcał biznes mając 20 lat, 2 tysiące złotych w portfelu i głowę pełną marzeń. Na hektarze, który dostał od dziadka. Dziś marka, którą stworzył, jest rozpoznawalna na rynku. Maciej Jóźwicki to pomysłodawca, założyciel i prezes firmy Marwit w Złejwsi Wielkiej.

Jako raczkujący przedsiębiorca sam rozwoził polonezem soki marchewkowe do lokalnych sklepów - po 600 butelek dziennie. Na początku zatrudniał trzy osoby.
Dziś jego firma w szczytowych momentach produkuje aż 200 tysięcy butelek różnych soków dziennie. Dwustoma samochodami dostarcza je do sklepów w całej Polsce.

Pracuje przy tym 450 osób!

Pierwszy zakup: sokowirówka

Właściciel wspomina, że 2 tysiące złotych na rozkręcenie biznesu zarobił na drobnym handlu w Berlinie: - Na początku lat dziewięćdziesiątych (ub. wieku - red.) pół Polski tam jeździło. Takie to były czasy. Pojechałem pierwszy raz, gdy miałem 17 lat.

Za zarobione pieniądze w 1993 roku kupił pierwszą sokowirówkę - poloneza już miał.

Ocenia, że wtedy to nie był jeszcze żaden biznes, a manufaktura. Wszystko robiło się ręcznie - wyciskało soki i nalewało je do butelek, a później rozwoziło wyłącznie do okolicznych sklepów.

Dlaczego jednodniowy marchewkowy właśnie?

- Kiedyś przy ulicy Dworcowej w Bydgoszczy funkcjonowała mała wytwórnia soków. Prowadził ją pan Szmergało. Klienci przychodzili i mówili, z jakich owoców czy warzyw mają być i na miejscu je wyciskano. Firma rozwoziła soki w słoikach do lokalnych pizzerii. Pomyślałem, że mógłbym robić coś podobnego, z tą różnicą, że mój produkt był tylko marchewkowy i od ra zu w butelkach - opowiada Maciej Jóźwicki.

Urodził się w Toruniu i w czasie, gdy wszyscy uciekali ze wsi do miasta, on zrobił odwrotnie: wybrał Złąwieś Wielką pod Toruniem: - Nie wszystkim pomysł podobał się, ale to mój wybór. Lubię być trochę na przekór!

Pierwszy hektar dostał od dziadka, dlatego taka lokalizacja. Najpierw założył w Złejwsi Wielkiej zakład lekierniczo-blacharski.  - Nie przynosiło to jednak oczekiwanych zysków, więc zaniechałem dalszego inwestowania w biznes motoryzacyjny.

Albo robić coś dobrze, albo wcale

Mówi, że nigdy nie planował, jak daleko ma zajść za 10 czy 20 lat:

Nie myślałem o prezesowaniu, zatrudnianiu pracowników i byciu pierwszym. Pewne było jednak to, że lubię trudne wyzwania. Łatwe mnie nie interesują. W biznesie kieruję się zasadą: robić coś dobrze albo nie robić wcale. Nie cierpię również, gdy ktoś mówi, że czegoś nie można zrobić. Nie poświęcę na taką rozmowę ani minuty, bo uważam, że będzie stracona.

 

Przez pierwsze 10 lat sam kierował Marwitem.  Jednak rzeczywistość zmieniała się i podjął decyzję, że przyszedł czas zaufać innym.  Zatrudnił więc dyrektorów: finansowego, produkcyjnego, generalnego. Firma zrobiła duży krok do przodu.

Posypały się nagrody i wyróżnienia

Nie skończyło się na soku marchewkowym.  Zakład oferuje soki o wielu smakach. Produkuje również miksy sałat, surówki oraz Mar- witki. Trzy lata temu kupił markę "Ogrody Natury". Z własnych plantacji pochodzi 80 procent warzyw do produkcji.

Marwit ma ponad 1000 hektarów ziemi, na których są uprawy m.in.: marchwi, selera, buraczków, pietruszki, cebuli, fasolki szparagowej, kukurydzy.

Z czasem posypały się nagrody i wyróżnienia. Jedna z pierwszych - Złota Kareta "Nowości" - z niej firma była szczególnie dumna, bo w toruńskim świecie to bardzo ważna nagroda. Marwit otrzymał także m.in. prestiżowy tytuł: "Teraz Polska". Gratulował mu marszałek i minister rolnictwa.

Nagrody to miły dodatek do biznesu. Cieszą, ale i wyznaczają nowe cele:

jóźwicki

Co nie zabija, to wzmacnia
Firma ma też za sobą trudniejsze momenty. Gdy produkcja musiała stanąć, nie zwalniano pracowników: - Spotkałem się z nimi i zapytałem: "Zmniejszamy liczbę godzin czy stawki?" Załoga zdecydowała, że obniżamy płace, ale idziemy dalej, bo, co nas nie zabije, to nas wzmocni - wspomina Jóźwicki.

Zamiłowanie do ziemi odziedziczył po dziadku i ojcu, którzy byli rolnikami. Przyznaje: - Właściwie nie wiem, czy jestem bardziej od soków, bardziej od rolnictwa, czy może od budowlanki, bo ciągle coś buduję.

Potężne inwestycje w ostatnich pięciu latach były możliwe dzięki wsparciu Unii Europejskiej. Dużo pomogli w tym urzędnicy.  Przedsiębiorca zauważa jednak, że nie jest łatwo z biurokracją: - Moją firmę kontroluje aż 20 różnych instytucji. Każda zajmuje się swoją drobną działką, a ja muszę panować nad wszystkimi i jeszcze pilnować biznesu. Ogromu wysiłku trzeba było, by podłączyć w Złejwsi Wielkiej, choćby wodę i kanalizację. Od lat bez skutku walczę o wjazd do Marwitu z drogi krajowej.

Japońskie firmy mają w Polsce łatwiej

Zauważalny był jednak, jego zdaniem, zupełnie odmienny stosunek władz do zagranicznych firm powstających w strefie ekonomicznej w Łysomicach. Wszyscy im pomagali, byli dla nich przychylni i otwarci.

Zacząłem się zastanawiać, czy nie powinienem na rok zatrudnić prokurenta narodowości japońskiej, żeby reprezentował Marwit w moim imieniu. Dla zagranicznych przedsiębiorstw przepisy nie są barierą, a ja do dziś nie mam wjazdu. Dużo jeżdżę po świecie i na przykład w Holandii widziałem, jak urzędnicy sami przychodzą do przedsiębiorców i pytają: "W czym pomóc?". Tam dzieli się działki, podłącza media i zaprasza firmy do współpracy.

 

Komentuje, że Polsce nie jest również łatwo pomagać innym: - Dostałem nagrodę od marszałka - 5 tys. zł. Chciałem się jej zrzec i wskazać fundację, na której konto zrobić przelew. Na drodze stanęły przepisy. Urząd musiał przekazać mi pieniądze, wcześniej potrącono podatek i dopiero wtedy mogłem je podarować. Mimo wszystko staramy się pomagać potrzebującym. Otrzymujemy dużo listów z podziękowaniami.

Podgląda jak rośnie marchew

Maciej Jóźwicki zdradza, że pracuje więcej niż osiem godzin dziennie. Zwykle kładzie się spać przed północą, wstaje o siódmej rano: - Rzadko, lecz czasami jednak zdarza się, że dzwonię do firmy i mówię, że mnie nie będzie. Jako prezes mam ten komfort, że mogę wykonać taki telefon.

Lubi odpoczywać na polu patrząc jak rośnie marchew. Czasami wsiada w rolniczą maszynę.

Prowadzi aktywny tryb życia. Gra w tenisa, w piłkę, biega, ćwiczy na siłowni: - Nieraz mam treningi przez sześć dni w tygodniu. Zimą oczywiście narty. Latem również nie leniuchuję na leżaku. To nie dla mnie. Jestem w stanie poleżeć w jednym miejscu najwyżej 10 minut i tylko dlatego, że dopadłem jakiś ciekawy artykuł.

Swoje pierwsze decyzje biznesowe podejmował będąc 20-latkiem, nie mając obowiązków rodzinnych i wierząc, jak każdy młody człowiek, że wszystko się uda. Udało się!
Z perspektywy wielu lat doświadczeń w biznesie i obserwacji rynku wie jednak, jak trudno teraz byłoby zaistnieć, nawet i z kilkoma milionami zło- tych do dyspozycji: - Dziś jestem odpowiedzialny za ludzi, których zatrudniam, firmę i jej rozwój. To jest znacznie większy ciężar niż 20 lat temu. Decyzje muszą być zatem bardziej wyważone i głęboko przemyślane.

W listopadzie Marwit kończy 20 lat. To przykład rynkowego sukcesu, który można osiągnąć krok po kroku realizując swoje cele. Potrzeba jednak przy tym determinacji, talentu, konsekwencji i szczęścia.

Maciej Jóźwicki jako początkujący przedsiębiorca:

mj1

Dopłaty do cen energii

Wideo

Dodaj ogłoszenie